niedziela, 30 grudnia 2012

Cienie w mroku


Cienie w mroku to po Kronikach pradawnego mroku pierwsza książka Michelle Paver dla dorosłych (i jedyna wydana w Polsce). Powiem od razu, że bardzo liczyłem na to, że książka ukaże się w Polsce, a w oczekiwaniu przeczytałem powieść w oryginale. Na szczęście teraz, dzięki wydawnictwu W.A.B., historię tę pozna szersze grono czytelników.


Jest rok 1937. Młodemu naukowcowi, Jackowi, nie powodzi się w życiu. Pewnego dnia dostaje propozycję uczestnictwa w wyprawie badawczej na daleką północ, wyspę Spitsbergen należącą do archipelagu Svalbard. Pełen nowych nadziei Jack przystaje na to i wyrusza wraz z Algiem i Gusem do Norwegii, rozpoczynając nowy etap życia. Obszar, gdzie osiedlają się naukowcy zwie się Gruhuken. Nad miejscem tym wisi jednak coś dziwnego. Już sami przewoźnicy nie chcieli o nim rozmawiać. W zapadającej nocy polarnej, troje samotnych naukowców na lodowym pustkowiu i coś, co czai się w mroku...

Powieść napisana jest w formie pamiętnika spisanego przez Jacka. Przelewa on na papier swoje spostrzeżenia, opisując dokładnie nowe, niezwykłe otoczenie i rutynę dnia codziennego. I choć książkę można określić mianem dreszczowca, to traktuje ona bardziej o strachu przed wszechobecną ciemnością, a przede wszystkim samotnością. Jack poddany zostaje straszliwej próbie, na którą niewielu by się zdecydowało. Cienie w mroku przepełnione są posępnymi kwestiami, wnioskami wysnuwanymi przez bohatera w najgorszych chwilach jego życia. Rutyna, zimno, niekończąca się noc, brak towarzyszy i w końcu wroga istota nawiedzająca Gruhuken - to wszystko wyniszczyłoby zwykłego człowieka.


Autorka znakomicie wykreowała bohaterów. Pochodzący z biednej rodziny Jack początkowo jest cynicznie nastawiony do bardziej wykształconych towarzyszy. Nie trawi też psów towarzyszących naukowcom w wyprawie. To wszystko pod wpływem nowego otoczenia powoli się zmienia i ukazuje się nowe oblicze bohatera. Pozostałe postacie są również są bardzo wyraziście nakreślone.


Cienie w mroku to kolejna niesamowita powieść znakomitej angielskiej pisarki. Przenosi nas ona na północne ziemie zręcznie niczym nurniki łowiące ryby z arktycznych wód. Długość powieści jest odpowiednia do treści, a Paver stopniuje dramaturgię z każdą następną stroną. Polecam z czystym sumieniem. Cienie w mroku to po prostu kawał dobrej lektury.

Ocena: świetna

środa, 26 grudnia 2012

Ominąć święta

Święta powoli mijają... Odpoczęliście dobrze? Zadowoleni z prezentów? Pochwalcie się co dostaliście! :)
Dziś przedstawiam specjalną recenzję książki Johna Grishama Ominąć święta (w innym przekładzie Uciec przed świętami).


Szaleństwo w sklepach. Korki na ulicach. Bezsensowne prezenty. Kłopotliwi goście. To po prostu Boże Narodzenie. A może by tak w tym roku nie kupować choinki? Niczego nie szykować? Nikogo nie zapraszać? Luter wpada na genialny pomysł. Nie potrafi sobie jednak nawet wyobrazić sobie, co czeka tego, kto ośmieli się marzyć, by ominąć święta... Przewrotna, prześmieszna, ciepła i mądra opowieść, to jakby Opowieść wigilijna na miarę naszych czasów. Jest w niej błyskotliwy humor oraz znakomicie uchwycona atmosfera przedświątecznej gorączki i wahania ludzkich nastrojów.


Mimo, że większość osób uwielbia święta, przypuszczam, że każdy z nas potrafi zrozumieć chęć ucieczki przed nimi. Myśl ominięcia całego szaleństwa, zamartwiania się brakiem czasu do przygotowań i innych kłopotliwych spraw, a przy tym myśl o prawdziwym spokoju i odpoczynku jest naprawdę kusząca. Cała idea Świąt gdzieś się przecież w tym wszystkim gubi.
Bohaterowie krótkiej powiastki Grishama postanowili nie urządzać świąt. Zamiast tego wyruszą na rejs statkiem na Karaiby i będą śmiać się z sąsiadów goniących za prezentami. Ale czy to nie szaleństwo? Czy Norze i Luterowi Krankom uda się wytrwać przy swoim zamiarze i ominąć święta? Nie będzie łatwo, tym bardziej biorąc pod uwagę presję wywieraną przez wszystkich dookoła...


John Grisham znany przede wszystkim z thrillerów prawniczych i kryminałów przedstawia nam zabawną opowieść skłaniającą do zastanowienia się nad sobą w czasie świątecznego szaleństwa. Mnie osobiście historia ta specjalnie nie zauroczyła, ale na pewno wielu osobom przypadnie do gustu. Powieść podzielić można na dwie części, z których pierwsza jest znacznie dłuższa od drugiej. Szkoda, że autor nie odwrócił proporcji, bo wtedy efekt wywołałby zdecydowanie więcej uśmiechu.


Na podstawie książki Grishama nakręcono film Święta Last Minute. Muszę przyznać, że to jeden z niewielu filmów na podstawie książki, który okazał się być lepszy od pierwowzoru. Mimo to książkę również mogę polecić. Warto chociażby sprawdzić, jak wypadł autor w innym gatunku. I czy rzeczywiście da się ominąć święta... :)

Ocena: dobra

Wydanie z 2013 - Darujmy sobie te święta

piątek, 21 grudnia 2012

Jesień 2012 - podsumowanie

Mimo, że w naszej świadomości trwa już od jakiegoś czasu, jutro zaczyna się astronomiczna zima. Jak Wam zleciała jesień? Muszę przyznać, że mnie bardzo dobrze :)

Czas na podsumowanie wyników ankiety! Bezapelacyjnie wygrała książka Michaela Granta GONE. Zniknęli. Faza pierwsza: Niepokój (52% głosów), co zresztą wcale mnie nie dziwi :). Zmierzch Stephenie Meyer uplasował się na drugim miejscu z o połowę mniejszą liczbą głosów (5). Gdybym miał wybrać pozycję, która mnie najbardziej się spodobała, byłyby to Kroniki pradawnego mroku Michelle Paver.
Wraz z następną recenzją pojawi się też kolejna ankieta.

Najpopularniejszymi recenzjami były Marina (największa liczba komentarzy), wspomniane GONE i Kroniki pradawnego mroku (największa liczba wyświetleń). Co ciekawe, najpopularniejszym postem był ten z październikowymi aktualnościami - trafiało tam wiele osób szukających informacji/zdjęcia biblioteki Kolegium Świętej Trójcy w Dublinie.

Dzięki za wszystkie komentarze, które zostawiliście!
A teraz życzę Wam wszystkim wspaniałych Świąt Bożego Narodzenia, żebyście trafili na dobrą lekturę w ten piękny czas i oczywiście wieeelu prezentów w postaci książek! :)

Choinka w jednym z warszawskich empików

niedziela, 16 grudnia 2012

Nigdziebądź vs Brudnopis


Dziwnym zrządzeniem losu przeczytałem bezpośrednio po sobie dwie książki, które posiadają sporo podobieństw. Obu właściwie nie planowałem czytać w najbliższej przyszłości, ale tak się złożyło, że trafiły w moje ręce w niewielkim odstępie czasu. Z powodu podobieństw wpadłem na pomysł napisania nietypowej recenzji dwóch książek. Nie przeciągając dłużej, przedstawiam Wam Nigdziebądź Neila Gaimana i Brudnopis Siergieja Łukjanienki.

Opis obu powieści można zacząć właściwie w ten sam sposób. Młody mężczyzna prowadzi swoje zwykłe, poukładane życie, do dnia, aż zaczyna się dziać coś niepokojącego. Ludzie przestają go zauważać, znajomi zapominają... wkrótce nawet najbliżsi patrzą na niego jak na obcego. Bohater poszukując odpowiedzi na nurtujące go pytania niebawem poznaje zupełnie inny świat, istniejący tuż obok naszego.

W Nigdziebądź akcja toczy się w Londynie. Richard Mayhew poznaje świat Londynu Pod wraz z ich niezwykłymi mieszkańcami. Przede wszystkim dziewczynę o imieniu Drzwi. To właściwie przez nią Richarda spotyka cała ta nieprzyjemna sytuacja. Wkraczając w Londyn Pod zupełnie nie może się odnaleźć. Tutaj życie ma zupełnie inne zasady. Nie ma tu pieniędzy, panuje handel wymienny. Informacje także kosztują. Londyn Pod to niebezpieczne miejsce, w którym przeżyć jest naprawdę trudno. Richard chcąc powrócić do swojego dawnego życia trafia na wielu osobliwych bohaterów i nie może mieć pewności, kto z nich jest przyjacielem, a kto wrogiem.

Brudnopis również odgrywa się w wielkim mieście - Moskwie. Życie Kiryła Maksimowa zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni, gdy wraca do swojego mieszkania i zastaje w nim obcą kobietę. Która na dodatek twierdzi, że to jej mieszkanie i ma na to twarde dowody. Wtedy właśnie świat przestaje dostrzegać Kiryła. I chciało by się napisać więcej, ale wtedy zdradziłbym zbyt wielki kawałek fabuły. Kirył również z początku jest zagubiony, ale szybko adaptuje się do nowej sytuacji.

Obie powieści należą do fantastyki, przyprawionej szczyptą ironicznego humoru. Myślę, że nie tylko mnie przypadł on do gustu. Zresztą Neil Gaiman ma wielu wielbicieli i chyba nikomu nie trzeba go przedstawiać. Rosyjski pisarz jest może nieco mniej u nas znany, na swojej ziemi zaś bardzo popularny. Być może słyszeliście o filmie Straż nocna na podstawie jego powieści, który stał się najbardziej kasowym filmem wszech czasów w Rosji.

Brudnopis nie zamyka wszystkich wątków. Jego kontynuacją jest książka Czystopis, po który na pewno niedługo sięgnę. Nigdziebądź stanowi jedną całość. Zawsze staram się nie mówić ani słowa o zakończeniach, nawet emocjach, jakie we mnie wywołały; tym razem jednak pokuszę się o jedno sformułowanie. Jak najbardziej podobał mi się koniec powieści Gaimana, choć spodziewałem się właśnie takiego. Myślę, że po prostu nie mogło być inne.
Co jeszcze ciekawe: Nigdziebądź powstało na podstawie serialu. W samej książce absolutnie nie da się tego odczuć, co świadczy o świetnym warsztacie autora.

Trudno mi ocenić, która z książek bardziej mi się spodobała. Gdybym jednak musiał wskazać tę jedną, byłby to Brudnopis Siergieja Łukjanienki. Obaj panowie przemycają pewne przemyślenia w swoich dziełach, aczkolwiek u Łukjanienki jest ich zdecydowanie więcej.
Zarówno on jak i Neil Gaiman zachęcili mnie do sięgnięcia po ich kolejne lektury, co z pewnością uczynię.

A Wy, sięgnęlibyście po którąś z powyższych powieści? A może już je czytaliście? Która Wam się bardziej spodobała?

Oceny: świetne

środa, 12 grudnia 2012

Attyka


Stary strych może kryć wiele tajemnic. Rupiecie składane tam przez lata tworzą stosy, a poupychane w kartonach dawne pamiątki pokrywają się kolejnymi warstwami kurzu. O wszystkich tych przedmiotach się zapomina, by kiedyś - może - zostały na nowo odkryte. Na pomysł powieści ze strychem w roli głównej wpadł Garry Kilworth, tworząc Attykę.


Jordy, Aleks i Chloe wprowadzają się z rodzicami do nowego domu. Dokładniej to z ojcem Chloe i Aleksa oraz matką Jordy'ego. Ich rodzice wzięli ślub i tak dzieciaki zyskały nowe rodzeństwo. W domu jest oczywiście strych. Aleks i reszta postanawiają poszukać na nim zegarka pana Granthama, który to pan Grantham opowiadał o swojej zagubionej pamiątce Chloe. Nie zdają sobie jeszcze sprawy, ile dziwów spotka ich na strychu.

Przemierzając strych dzieci poznają Attykę. Jest to niesamowity świat, zamieszkany przez dziwne istoty, mieszkające pośród wiosek szaf, dolin luster czy lasów wieszaków. Jordy, Aleks i Chloe spotykają obieżystrycha, mierzą się z kolekcjonerem dusz i wędrują coraz dalej i dalej, wgłąb olbrzymiego strychu. Podczas poszukiwań zegarka poznają także siebie samych.

Attyka Garry'ego Kilwortha pozostawiła we mnie nieco dziwne wrażenie. Nie w znaczeniu negatywnym. Ta lektura wyróżnia się od innych fantastycznych pozycji, pełnych akcji i dzielnych bohaterów. Świat na strychu jest niezrozumiały i mroczny. Ale, jeśli chodzi o odczucia, trudno jest mi porównać tę książkę do jakiejkolwiek innej.

O wydaniu słów kilka. Cóż, nie wiem czy posiadam jakiś wyjątkowy egzemplarz, czy w innych jest podobnie, ale w moim jest o jedną wkładkę za dużo. To znaczy, powtarzają się strony 41-56, co wprowadza pewien chaos. Lepiej jednak mieć o jedną wkładkę za dużo niż za mało, więc pomyłkę tę można przełknąć. Okładka natomiast mogłaby być nieco grubsza, ale za to grafika od razu przypadła mi do gustu. (Nie mogę tylko zrozumieć, jakim cudem książka ta ukazała się nakładem wydawnictwa Via Medica, specjalizującego się w pozycjach medycznych, ale to już nieistotne szczegóły.)

Podsumowując, Attyka to przedziwna opowieść o trójce dzieci zmagających się z lękami. To książka, która jednych może urzec, a innych znudzić. Czy jesteście wśród tych pierwszych, czy drugich, nie ma wątpliwości, że jest to niezwykła powieść. Każdy osobiście musi się więc przekonać, jakie sekrety skrywa Attyka i ocenić, czy było warto wkraczać w jej świat.

Ocena: dobra

niedziela, 9 grudnia 2012

Tunele


Nowy bestseller B. Cunninghama, odkrywcy Harry'ego Pottera - tak swego czasu szeroko reklamowano Tunele autorstwa Rodericka Gordona i Briana Williamsa. Akcja promocyjna zapewniła tej książce spore grono czytelników. Jednych Tunele zachwyciły, innych wręcz przeciwnie. Z przykrością stwierdzam, że znajduję się w tej drugiej grupie.


Wszystko zapowiada się interesująco. Czternastoletni Will wraz z ojcem z pasją drąży podziemne tunele w poszukiwaniu zapomnianych tajemnic. Pewnego dnia jednak ojciec Willa znika i chłopak rusza w jego poszukiwaniu. Zabiera ze sobą kumpla Chestera, z którym trafia pod ziemię i odkrywa coś bardzo niesamowitego...

Opis, jak i okładka, zachęciły mnie do zapoznania się z tą historią. Moje rozczarowanie rosło jednak ze strony na stronę. Na początku mamy długi wstęp. Bardzo długi. W końcu, gdy zdaje się, że zaczyna się coś dziać, autorzy znowu spowalniają tempo. Tę 500-stronicową książkę na pewno dałoby się zmieścić na połowę mniejszej liczbie stron. "Akcja" ciągnie się niemiłosiernie. W dodatku podziemny świat został przedstawiony w niezbyt przyjemnym świetle i to w taki sposób, że w ogóle mnie nie zafascynował. Nie wiem czy autorzy zrobili to specjalnie, czy też zupełnie przez przypadek, ale we mnie Tunele wywołały dziwne uczucie beznadziejności. Dzisiaj często spotkać możemy się z literaturą dystopijną, ale ta pozycja nie wywołuje "takich" emocji. Trudno mi to określić, po prostu jest w tym coś specyficznego, co nie przypadło mi do gustu.

Bohaterów powieści także nie udało mi się polubić. Nie było nawet za co. Pod koniec, kiedy nagle okazuje się, że pewna osoba jest kimś zupełnie innym, niż tą, za kogo ją braliśmy, aż parsknąłem śmiechem. Poczułem się jak podczas oglądania taniego filmu science fiction. Jedynie mroczni Styksowie zamierzenie wywołali we mnie niechęć, ale z tym autorzy najwyraźniej nie mają problemu.

Niestety wpadłem w pułapkę, zabierając się za czytanie Tuneli. I choć mogła to być rzeczywiście ciekawa powieść, okazała się być wylęgarnią nudy. Na mojej półce czekał już drugi tom, jednak po przeczytaniu pierwszego, od razu wrzuciłem oba do pudła z napisem "do wymiany". Chociaż nie wiem, czy z własnej woli pozwoliłbym komuś na przeżywanie tych mąk, przez które przeszedłem ja.

Ocena: słaba

wtorek, 4 grudnia 2012

Bezsenność w Tokio



Tokio. Stolica Japonii, Kraju Kwitnącej Wiśni i Wschodzącego Słońca. Marzeniem wielu osób byłoby się tam znaleźć, zwiedzić i poznać kulturę tak odmienną od naszej. Marcin Bruczkowski otrzymał taką szansę. Wyjechał na Wschód i wcale tego nie planując, został tam na dłużej. W Japonii spędził 10 lat, w ciągu których zaskakiwała go niejedna rzecz. Na szczęście postanowił podzielić się swoimi przeżyciami, pisząc książkę Bezsenność w Tokio.


Książka ta opisuje codzienne życie gajdzina, czyli cudzoziemca na japońskiej ziemi. Tym wyróżnia się od innych książek podróżniczych. Autor opisując Japonię ma już z nią doświadczenie, więc nie łapie się za głowę, widząc coś po raz pierwszy, tylko na spokojnie i z dozą humoru opowiada o swoich przygodach.

W Bezsenności w Tokio przeczytamy między innymi o tym, czym jest przyjaciel kalorii, co przepisuje lekarz na przeziębienie, jak wygląda dzień przeciętnego Japończyka, ile kanałów ma japońska telewizja satelitarna i jak załatwić sobie telewizor za darmo. Razem z Marcinem i jego przyjacielem, Irlandczykiem Seanem, poznamy zwyczaje Japończyków. Będziemy też mogli dowiedzieć się czym jest okonomiyaki i jak je przyrządzić. A to wszystko opowiedziane w błyskotliwym, dowcipnym stylu autora.


Książkę Marcina Bruczkowskiego pierwszy raz wydano w 2004 roku nakładem wydawnictwa Rosner i Wspólnicy. Teraz wydawnictwo Znak wydało ją po raz drugi. I bardzo dobrze, bo szkoda by było, gdyby Bezsenność w Tokio została zapomniana. To jedna z najciekawszych pozycji literatury podróżniczej, a osobiście - moja faworytka! :)


Myślę, że wielbicieli Japonii nie trzeba dłużej przekonywać. Zapraszam do przeczytania tej książki także i tych, którzy o kraju tym mają blade pojęcie. Co prawda autor odwiedził Japonię w latach 90-tych, ale wciąż jego książkę można uznać za aktualną. To świetne źródło wiedzy oraz przedniej rozrywki!

Ocena: świetna

piątek, 30 listopada 2012

Marina


Carlosa Ruiza Zafóna chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. To dziś najpopularniejszy hiszpański pisarz, który zasłynął dzięki powieści Cień wiatru. Jego debiut nastąpił jednak o wiele wcześniej. Zaczął od trylogii skierowanej do młodzieży, a następna była Marina.


Akcja powieści rozgrywa się w tajemniczej Barcelonie, w latach osiemdziesiątych XX wieku. Nastoletni Óscar żyje w szkole z internatem. Fascynuje go barcelońska architektura, którą podziwia wyrywając się z internatu na spacery. Podczas jednej z przechadzek spotyka na swojej drodze dziewczynę o imieniu Marina. Nie będzie to ostatnie ich spotkanie, gdyż oboje zaprzyjaźniają się ze sobą, próbując odkryć tajemnicę damy w czerni, która co miesiąc odwiedza bezimienny nagrobek na cmentarzu.

Mimo, że to jedna z pierwszych książek autora, już w Marinie posługuje się on swoim pięknym stylem. Doskonale przedstawia nam obraz dwudziestowiecznej Barcelony i skrywane przez nią tajemnice. Óscar nie tylko odkrywa kolejne elementy mrocznej układanki, ale również poznaje sekret skrywany przez Marinę. Cała powieść płynie, jest zgrabnie skonstruowana i co najważniejsze, wciąga. W Marinie zaciera się granica między światem realnym i fantastycznym. Jest powiew grozy. Jednakże nawet tych, którzy nie gustują w fantastyce książka ta oczaruje. Znajduje się w niej parę nienachalnie przekazanych złotych myśli. Nie jest to powieść wesoła, ale jej treść nie przytłacza.

Bohaterów polubiłem od razu. Zarówno Óscara, jak i Marinę, która wywołała we mnie fascynację nie mniejszą, niż w Óscarze. Jeśli zdarzyło Wam się zakochać w bohaterze literackim, to na pewno wiecie o co chodzi.

Marina porywa i to dosłownie. Ta książka jest dla wszystkich. I w tych młodszych, i w tych starszych wywoła ona emocje. To moja ulubiona powieść Zafóna i mam wrażenie, że tak już pozostanie. Zresztą sam autor we wstępie przyznaje, że darzy Marinę wielkim sentymentem. Polecam Wam gorąco tę książkę, a może i Was dosięgnie magia barcelońskich zakamarków, która zauroczy Wasze dusze tak jak i mnie.

Ocena: świetna

poniedziałek, 26 listopada 2012

Mors, Pinky i tajemnica dyrektora Fiszera


Pamiętam, jak parę dobrych lat temu odwiedziłem księgarnię i w oko wpadła mi pewna książeczka. Pięknie wydana, projekt okładki samego Bohdana Butenki (od razu skojarzyło mi się to z moją ulubioną wtedy książką, a może nawet i do dziś ulubioną - A wszystko przez faraona Jacka Duboisa). Podobnie zainteresował mnie opis. Trzymałem w ręce historię o dwóch dziesięcioletnich detektywach. Nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że czeka mnie kawał dobrej zabawy przy tej małej książce!


Jak nietrudno się domyślić, głównymi bohaterami powieści Mors, Pinky i tajemnica dyrektora Fiszera Dariusza Rekosza są tytułowi Mors i Pinky. To zwykli uczniowie z całkiem zwykłej szkoły. Mors naprawdę nawywa się Leszek Morszol i posiada zamiłowanie do zagadek detektywistycznych, Pinky natomiast to Ala Pankiewicz, której mocną stroną jest język angielski. Zdawałoby się, że ten dzień w szkole będzie taki jak inny. Jednakże nagłe odwołanie zajęć z informatyki i podsłuchany telefon całkiem słusznie wzbudziły podejrzenia Pinky. Tak razem z Morsem wpadają na trop szkolnej afery.

Mors, Pinky i tajemnica dyrektora Fiszera to znakomita książka dla dzieci i młodszej młodzieży. Mimo niewielkiej objętości autor zawarł w lekturze parę ciekawych zagadek, z którymi uporać musi się oboje bohaterów. Jak głosi opis na okładce: Mors posłuży się znajomością matematyki, fizyki, znaków drogowych, a nawet Biblii!
Mors i Pinky przeżywają przygodę, którą sam zawsze chciałem przeżyć. Może właśnie dlatego tak bardzo spodobała mi się powieść Dariusza Rekosza?

Książkę tę nadzwyczaj miło wspominam. Przeczytawszy ją miałem ochotę zabrać się za nią jeszcze raz. Dostałem w niej dokładnie to, czego po niej oczekiwałem. Mogę ją polecić przede wszystkim każdemu dziecku, które lubi zagadki. Będzie to dla niego na pewno bardzo wciągająca lektura. A ja przyznaję, że pisząc tę recenzję, nabrałem ochoty znów ją przeczytać. :)

Ocena: świetna

środa, 21 listopada 2012

Avatar Jamesa Camerona

Uwaga! Wbrew pozorom, to nie jest recenzja filmu :)

Kto z nas nie zna największego przeboju kinowego ostatnich lat? Film Jamesa Camerona Avatar pobił wszelkie rekordy i zdobył rzesze fanów. Reżyser zapowiedział nakręcenie kolejnych części, a także poinformował o pracy nad powieścią z uniwersum Avatara.

O książce Jamesa Camerona ani widu, ani słychu. Na rynku jest jednak pozycja, która może spodobać się fanom Avatara. Jest to przewodnik po świecie Pandory, napisany przez Dirka Mathisona i Marię Wilhelm. Przewodnik ten został zaakceptowany przez twórcę niezwykłego świata, także nie należy mieć obaw przed tym, że znajdziemy w nim jakieś zmyślone tylko przez autorów informacje.

W przewodniku znajdują się głównie opisy fauny i flory Pandory. Poza nimi można przeczytać o zwyczajach Na'vi, ich kulturze, a także o technologiach używanych przez Ziemian, wykorzystywanych w celu przejęcia władzy nad Pandorą, księżycem Polifema i ojczyzną ludu Na'vi. Całą książkę napisano w charakterze tajnych informacji, za posiadanie których można zostać ukaranym przez ZPZ (Zarząd Pozyskiwania Zasobów).
Przewodnik rozpoczyna się omówieniem sytuacji na zniszczonej przez ludzi Ziemi, a kończy dość pokaźnym słowniczkiem Na'vi-polskim.

W książkach takich jak ta ważna jest oprawa graficzna. Nie mam co do niej zastrzeżeń. Okładkę zdobi plakat filmu. Tekst wydrukowano na matowym papierze kredowym, wystylizowanym na pognieciony dziennik. Na kartkach znajdziemy wiele grafik. Niektóre prezentują się bardzo ładnie, inne natomiast wręcz przeciwnie. Są to obrazki roślin i zwierząt nieudolnie wycięte z gry komputerowej. Raz, że ich jakość nie powala, dwa, wspomniane "wycięcie" grafik przynosi na myśl początkującego użytkownika Photoshopa.

Ogólne wrażenie nie jest jednak złe. Książkę poleciłbym jedynie największym fanom Avatara, bo innych raczej nic tu nie zainteresuje. Poza tym, podczas czytania czasem ma się wrażenie, że czyta się szkolny podręcznik, co może zniechęcać, a po przeczytaniu i tak niewiele się zapamięta. Tajny raport o świecie Pandory (jak brzmi podtytuł) to książka stworzona dla zysków, jednakże, jak mówiłem, najwięksi fani mogą znaleźć w niej to, czego oczekują.

Ocena: przeciętna

sobota, 17 listopada 2012

Dalej od Buenos

Stefan Czerniecki - podróżnik, kartograf, dziennikarz publikujący m.in. w Rzeczpospolitej, National Geographic Traveler, czy Podróżach. Od niedawna także autor książki pod tytułem Dalej od Buenos, wydanej przez wydawnictwo Bernardinum w serii Poznaj Świat. Do podróży zainspirował go ojciec - alpinista. Dzięki niemu Stefan Czerniecki rozwinął swoją miłość do gór i podróżowania.

W Dalej od Buenos autor opowiada o swojej wyprawie przez Południową Amerykę. Pierwszym przystankiem jest Buenos Aires, stolica Argentyny. Czerniecki razem ze swoją przyjaciółką odwiedzają typową argentyńską rodzinę, przechadzają się po pełnych życia ulicach metropolii i poznają tutejsze zwyczaje. Następnie podróż wiedzie na samo południe, ku granicy z Chile. Tam autor zabiera nas ze sobą w góry, także pod jedną z najpiękniejszych gór na świecie - Cerro Torre. Opisuje przepiękne krajobrazy, które wydają się być jak nie z tego świata. Po tym wszystkim przychodzi czas na zwiedzanie kolejnych miast, miasteczek i zapomnianych wiosek. Zajrzymy także do niegościnnej Boliwii i przeżyjemy wiele innych przygód.

Książka napisana jest w zabawnym stylu, dzięki czemu w interesujący sposób przedstawia świat Ameryki Południowej i mentalność Latynosów. Dużą jej część zajmują jednak opisy krajobrazów, na szczęście nie tyle, by znudzić czytelnika. O samych Latynosach jest nieco mniej, ale wystarczająco dużo, by poczuć się zauroczonym ich stylem życia. Chociaż przyznam szczerze, że chętnie poczytałbym jeszcze o innych spotkaniach autora z tamtejszymi mieszkańcami.

W Dalej od Buenos znajdziemy garść praktycznych informacji. Jest tu wiele o cenach; autor podaje poniesione koszty właściwie każdego odcinka trasy. Książkę można potraktować więc jako swoisty przewodnik. Na pewno pomoże ona osobom, które marzą o podróży za ocean.

Pierwsza książka Stefana Czernieckiego jest na pewno dobrą pozycją wśród literatury podróżniczej. Nie należy się może spodziewać w niej opisów przygód na miarę Cejrowskiego, lecz Dalej od Buenos to równie zabawna lektura, która pokaże nam, co wartego zobaczenia czeka nas w Argentynie i sąsiadujących z nią państwach. A jest więcej, niż może się wydawać!

Ocena: dobra

środa, 14 listopada 2012

Aktualności - listopad 2012

Hejkaa!
Po pierwsze - proszę natychmiast zagłosować w ankiecie! ;D Jestem bardzo ciekawy, jaka książka spodobała Wam się najbardziej po opisie, lub jeśli ją już czytaliście, złapała Was za serce itp., itd.

Po drugie - dodałem wreszcie gadżet "obserwatorzy" w lewej kolumnie. Zastanawiam się, czy to poprawi ilość odwiedzin mojego bloga, bo wciąż wchodzi tu niewiele osób, nie wiem z jakiej przyczyny. Komentuję większość postów blogów, które obserwuję (a trochę ich jest), a mimo to niektórzy chyba nawet tu nie zajrzeli. No, trochę mi smutno. ;P
A szablonem zajmę się jak będę miał więcej czasu.

Po trzecie - może macie jakieś rady, uwagi co do mojego bloga? Jeśli tak, bardzo proszę o komentarz! Liczę na Was :)

sobota, 10 listopada 2012

Zmierzch

Książka dla nastolatek czytana przez chłopaka? Dlaczego nie. Z racji bycia molem książkowym, nie mogę znieść myśli, że jakaś ciekawa historia mogłaby przejść mi koło nosa. A skoro Zmierzch Stephenie Meyer odniósł taki sukces, to może i coś w tym musi być. Postanowiłem to sprawdzić, pożyczając od znajomej pierwszą z czterech części popularnej sagi o wampirach zakochujących się w ludziach z wzajemnością.

O czym to jest, nie będę wiele pisał. Ostatecznie wszyscy mniej więcej orientują się w tej historii. Nastolatka imieniem Bella przyjeżdża do małej, deszczowej miejscowości Forks i zaczyna naukę w nowym liceum. Tam poznaje chłopaka, który nietypowo się zachowuje. No dobra, dobra, wszyscy wiemy, że Edward jest wampirem. Znajomość Belli i Edwarda rozpoczyna się niezbyt pomyślnie. Dziewczyna chce poznać Edwarda bliżej i na tym polega właściwie cała fabuła książki.

O tym, jaki sukces odniosła cała seria, nie trzeba nikogo uświadamiać. Czasem na rynku pojawia się książka, która według krytyków jest banalna i nic nie warta, a mimo to cieszy się ogromnym powodzeniem wśród czytelników. Tak było i w przypadku tej książki, ponieważ dobrych recenzji ona nie zebrała. Nie ma się co dziwić, bo powieść rzeczywiście jest nieco naiwna. Oto mamy główną bohaterkę - niezdarną, przygnębioną dziewczynę, którą mimo to wszyscy zdają się lubić. Nawet gdy ta nie zwraca na nikogo uwagi. Na tej szarej myszce oko zawiesza przystojny wampir, o którym inne dziewczyny mogłyby tylko pomarzyć. No właśnie, tu mamy kolejną kwestię, o której też już wiele powiedziano: czy to na pewno wampir? Może jakiś nowy gatunek stworzony przez autorkę, szkoda tylko, że jego obraz cały czas się utrwala. Chyba już nigdy wampiry nie będą się jednoznacznie kojarzyć z krwiożerczymi, nocnymi potworami.

Podczas lektury czasami można poczuć się zażenowanym pomysłami, na które wpadła autorka. Czemu na przykład samochód kierowany przez wampira potrafi osiągnąć niezwykłą prędkość? Wampiry Stephenie Meyer oszukały technologię! Niektóre błędy wytyka nawet sama tłumaczka, której w przypisie zdarzyło się skomentować sytuację.

I chociaż tak wiele można Zmierzchowi zarzucić, to jednemu nie sposób zaprzeczyć. Ta książka czyta się sama. Nie wiem jak autorce udało się uzyskać taki efekt. W końcu i styl powieści nie jest wybitny, a mimo to nawet powolna akcja łapie czytelnika i nie chce puścić. Jeśli miałbym oceniać tę książkę obiektywnie, to ocena byłaby przeciętna, ale jednak faktycznie jest w tej książce coś, co może spodobać się czytelnikom, czy raczej czytelniczkom.

Pierwszy tom sagi skupia się na wzajemnym poznawaniu się Belli i Edwarda. Mamy tu więc pełno dialogów, w których co bardziej wrażliwe na słodycz osoby poczują mdłości, i tym osobom na pewno nie poleciłbym Zmierzchu. Zresztą, czy tę książkę trzeba polecać? Myślę, że ewentualną decyzję o jej przeczytaniu należy rozważyć samemu, bo tak to już jest z tymi bestsellerami, których krytycy nienawidzą, a czytelnicy kochają.

Sam nie wiem, jakim cudem ode mnie taka ocena, ale postanowiłem postawić taką a nie inną ze względu na to, że naprawdę nie nudziłem się przy czytaniu Zmierzchu. Pod tym względem:

Ocena: dobra

niedziela, 4 listopada 2012

Na nieznanych wodach

Tim Powers napisał Na nieznanych wodach w 1988 roku, jednak dopiero w 2011, przy okazji Piratów z Karaibów: Na nieznanych wodach, książka została wydana w Polsce - reklamowana jako powieść, która zainspirowała twórców filmu. Ile tej inspiracji jest w filmie i co można powiedzieć o książce, o tym poniżej.

Karaiby, wiek XVIII. Młody John Chandagnac płynie brytyjskim statkiem w to egzotyczne miejsce, pragnąc odzyskać należną mu fortunę, którą przywłaszczył sobie jego wuj. Po drodze na "Hałaśliwego Carmichaela" napadają piraci i przywłaszczają sobie statek, a John Chandagnac otrzymuje od ich kapitana ultimatum - albo dołączy do pirackiej załogi, albo czeka go śmierć. W ten sposób dla głównego bohatera zaczyna się zupełnie nowe życie. Wraz z członkami załogi płynie odkryć sekret Fontanny Młodości...

Jako, że bardzo lubię filmową serię Piraci z Karaibów, uznałem, iż warto poznać historię, będącą inspiracją dla czwartej części przygód Jacka Sparrowa. Zastanawiałem się, ile wspólnego będą miały obie historie, ale już po opisie można zauważyć, że mamy do czynienia z zupełnie czymś innym. Jedyne, co łączy film i książkę jest sam fakt istnienia Fontanny Młodości oraz imię jednego z bohaterów, Czarnobrodego (swoją drogą to bardzo popularne imię w pirackich powieściach).

Co dostajemy w powieści Tima Powersa oprócz pirackich pojedynków? Przede wszystkim sporo magii. A nawet więcej niż sporo. Bohaterowie posługują się karaibską magią Voodoo, dzięki której mogą... praktycznie wszystko, to zależy tylko od tego, jak wielką moc posiadają. Niestety ten element, moim zdaniem, mocno zaszkodził powieści. Bohaterowie władający magią robią sobie co chcą; nie wiem, czy korzystają z jakichś zasad magii, bo właściwie i tak wszystko mogą zrobić. To pierwszy poważny minus i niestety nie ostatni. Czytając tę 500-stronicową powieść miałem wrażenie, że autor zupełnie jej nie zaplanował. Fabuła jest nieprzemyślana, tak jakby Powers pisał sam nie wiedząc, co się za chwilę stanie. Nie wyszło to na dobre powieści, poziom rozdziałów jest bardzo nierówny. Jedne wciągają czytelnika, inne potrafią znużyć.

Kolejną ważną sprawą są terminy żeglarskie, od których aż się roi. Oczywiście to normalne, w końcu przez większą część powieści akcja dzieje się na statku. Jednakże przed przeczytaniem polecałbym zapoznać się z odpowiednią terminologią, na pewno pomoże to w odbiorze, a bez tej wiedzy ciężko będzie się zorientować, co właściwie robią bohaterowie.

Ogólnie rzecz biorąc, Na nieznanych wodach to książka niezbyt udana. Zupełnie inaczej przedstawiałaby się, gdyby nie infantylny system magii. Jeśli więc ktoś szuka czystej, pirackiej historii, to niekoniecznie znajdzie ją tutaj. Aczkolwiek wielbicielom opowieści o morskich wilkach może się spodobać. Innym prędzej polecę obejrzeć Piratów z Karaibów, bo film dostarcza więcej rozrywki, a i fabuła jest ciekawsza.

Ocena: przeciętna

środa, 31 października 2012

Duch w machinie


To jest recenzja drugiej części Doliny Szkieletów. Recenzja pierwszej części tutaj.


Dziś Halloween, więc książka przeze mnie recenzowana koniecznie musi być w tych klimatach! :) Osoby obawiające się tzw. spoilerów uspokajam, ponieważ nie będę tu zdradzał fabuły poprzedniej części.

Duch w machinie to kolejny dziennik Ryana, w którym opisuje on tajemnice Doliny Szkieletów. Podobnie jak w pierwszej części, pomaga mu w tym Sarah, kręcąc filmy i umieszczając je w sieci. Nie mogło przecież być inaczej, bo seria opiera się na tym koncepcie.

Wraz z końcem pierwszej części pozostawiono nas de facto w punkcie kulminacyjnym. Trudno więc o brak chęci do sięgnięcia po część drugą. Historia toczy się dalej. Tym razem Ryan nie opisuje już zdarzeń sprzed tygodnia, a notuje na bieżąco. To zdecydowanie przyspiesza tempo akcji. Ryan i Sarah odkrywają kolejne elementy układanki, ale zdaje się, że ktoś chce im w tym przeszkodzić. A dochodzenie i tak nie jest łatwe, szczególnie, gdy Ryan ma zakaz widywania się z Sarah.

Filmy umieszczane w Internecie zdają egzamin. Jest ich odpowiednia ilość, nie będziemy więc zasypywani kolejnymi hasłami do filmów, w wyniku czego spędzilibyśmy więcej czasu wpatrując się w monitor, niż czytając dziennik; ale nie będziemy też czekać na nie przez parędziesiąt stron, żądni czegoś wstrząsającego. Filmiki są jeszcze ciekawsze niż w Dolinie Szkieletów, znajdzie się też parę takich, w których poważnie można się wystraszyć. Hasła do filmów ponownie są bardzo ciekawie dobrane. Przyznaję, że dzięki nim dowiedziałem się o paru interesujących postaciach i powieściach, z którymi warto się zapoznać.

Duch w machinie kończy główny wątek Doliny Szkieletów, ale autor wyraźnie daje znać, że kolejna część powstanie. I szkoda, że wydawnictwo Nasza Księgarnia raczej nie zamierza wydać kolejnych tomów tej serii. Całe szczęście, że historia opisana w dwóch wydanych dziennikach Ryana tworzy pewną całość i nie zostajemy porzuceni w środku nierozwiązanej sprawy. Choćby dlatego nie należy mieć obaw przed sięgnięciem po Dolinę Szkieletów. No chyba, że naprawdę bardzo nie lubicie się bać...

Ocena: dobra

sobota, 27 października 2012

Kraina duchów

Isabel Abedi jest znaną, niemiecką pisarką książek dla dzieci i młodzieży. Jedną z jej powieści jest Kraina Duchów. Książkę tę kupiłem dobrych parę lat temu, ale wciąż mam ją w pamięci.

Pani Anders zabiera w Halloween swoją klasę na wycieczkę do lunaparku. Zabawa trwa w najlepsze, do czasu, kiedy w gabinecie grozy dochodzi do dziwnego incydentu. Dina i Lorenzo (jadący w wagoniku numer 13), trafiają do innego, niesamowitego świata, o nazwie Gravalon. Dokładniej to zabierają ich tam dziewczynka-duch i młody wampir... Okazuje się, że do świata ludzi przedostały się psocące diabły, a wszystkiemu winna jest pewna wiedźma z Gravalonu, którą pokonać mogą tylko Dina i Lorenzo. Muszą się śpieszyć, bo diabły za pomocą gąbki chcą wymazać cały świat.

Gdy zabierałem się do czytania, spodziewałem się przyjemnej, wciągającej lektury. Ale Kraina duchów niespodziewanie przerosła moje oczekiwania. Otrzymałem niezwykle wciągającą historię pełną niesamowitych przygód. Zabawa podczas czytania Krainy duchów była po prostu przednia! Bohaterowie również wzbudzili moją sympatię. Ponadto cały Gravalon, kraina wykreowana przez autorkę, sprawia wrażenie oryginalnej i chętnie sam bym do niej trafił, by zobaczyć ją na własne oczy.

Chciałbym też powiedzieć słówko o zakończeniu. Jakże często w książkach możemy się spotkać z zakończeniem pozostawiającym niedosyt. Chciałoby się czytać dalej, ale nie ma już czego. W Krainie duchów jest inaczej. Mimo, że autorka mogła skończyć całą książkę o rozdział wcześniej, napisała kolejny, po którym żadnego niedosytu poczuć nie można. Jednak po przeczytaniu Krainy duchów poczułem, że warto zakończyć historię nieco wcześniej. Myślę, że gdyby skrócić powieść o te parę stron i pozostawić owy niedosyt, powieść bardziej zapadłaby w pamięć.

Kraina duchów to emocjonująca lektura dla dzieci i młodzieży. Sądzę, że żadne dziecko nie powinno się przy niej nudzić, bo okazji ku temu w Krainie duchów nawet się nie uświadczy. Ta książka to kawał dobrej rozrywki!

Ocena: świetna

poniedziałek, 22 października 2012

Zemsta czarownicy


Tej książki nie sposób przegapić. Okładka pierwszego tomu Kronik Wardstone autorstwa Josepha Delaneya, podobnie jak i dalszych części, bez wątpienia przyciąga wzrok. Zdobi ją jedynie mały, połyskujący rysunek starca - Stracharza. Na odwrocie natomiast widnieją tylko słowa: Uwaga, nie czytać po zmroku... Wystarczy tyle, by zainteresować potencjalnego czytelnika.


Zemsta Czarownicy opowiada o młodym chłopaku, Tomie, który jako siódmy syn siódmego syna posiada niezwykłe zdolności. Jest w stanie wyczuć duchy, a w nocy słyszy jęki widm z pobliskiego wzgórza. Z tego powodu matka Toma zapisuje go na termin do Stracharza, czyli człowieka przeganiającego złe istoty z nawiedzonych miejsc. Jak się można domyślić, ludzie raczej unikają stracharzy, by w żadnym wypadku nie mieć do czynienia z ciemnymi mocami. Stracharz mieszka więc samotnie w domku z dala od miasta. Tutaj Tom zaczyna rozwijać umiejętności, by w przyszłości zostać kolejnym pogromcą czarownic i boginów. Nauka u Stracharza nie jest łatwa, ale prawdziwe zmartwienie pojawia się, gdy Tom niechcący uwalnia jedną z najniebezpieczniejszych wiedźm w hrabstwie, Mateczkę Malkin. Do akcji dołącza jeszcze wychowanka czarownic - Alice, która stanowi bardzo ciekawą postać w serii.

Historia Kronik Wardstone rozgrywa się w fantastycznym świecie pełnym zjaw, boginów i innych niebezpiecznych istot, jednak świat ten wzorowany jest na średniowiecznej Anglii. Autorowi znakomicie udało się odwzorować ten klimat na kartach powieści. Sama groza może i przewija się przez Zemstę Czarownicy (bądź co bądź powieść oparta jest na grozie), ale nie ma tu tak naprawdę przerażających sytuacji. Może trochę szkoda, bo jest tu spore pole do popisu. Joseph Delaney wybrał łagodniejszy odcień lęku, dlatego też książka spodoba się również osobom zwykle wystrzegającym się wszelkiego strachu.

Narratorem powieści jest główny bohater, także poznajemy tajniki pracy stracharza razem z nim. Język jest oczywiście przystępny i można powiedzieć, że Tom ciekawie opowiada swoją historię. I chociaż bohater mógłby być prawdziwszy, jego kreacja nie jest zła.

Tempo zdarzeń postępuje stosunkowo spokojne, lecz fabuła nie nudzi. Po przeczytaniu miałem co prawda pewien niedosyt. Zabrakło mi może właśnie szybszej akcji, może większego napięcia, bardziej wyrazistego punktu kulminacyjnego. Ale Zemsta Czarownicy pozostawia po sobie miłe wrażenie. Autor odłożył parę niejasności na kolejne tomy, więc czytelnik ma chęć poznać dalsze losy Toma. Pierwsza część Kronik Wardstone jest dobrym wprowadzeniem w tajemnicze życie Stracharza i jego ucznia. Lekka lektura w sam raz na jesienne dni.

Ocena: dobra

czwartek, 18 października 2012

Opowieści grozy wuja Mortimera

Jesień to okres, kiedy szczególnie przyjemnie czyta się opowieści z dreszczykiem. A może tylko ja tak mam? Bardzo lubię wczuć się w ten klimat i poczytać coś mroczniejszego, gdy za oknem wisi mgła, a słońce schowane jest za chmurami.

Lekturą w sam raz na takie dni wydają się być Opowieści grozy wuja Mortimera. Jest to zbiór krótkich opowiadań, które wuj Mortimer przekazuje przy kominku głównemu bohaterowi, młodemu Edgarowi. Opowieści są więc połączone w jedną całość. Każdy rozdział kończy się kilkoma pytaniami Edgara i wyjaśnieniami jego wuja. Całości dopełnia zaś ostatnia historia, która dotyczy samego wuja Mortimera...

W wielkim domu za ciemnym lasem, gdzie mieszka jedynie wuj Mortimer i jego tajemniczy sługa, Edgar prosi o przytoczenie kilku opowieści o przedmiotach, które jego wuj posiada w swojej dziwacznej kolekcji. Jest tu figurka gargulca, mała laleczka, pozłacana rama i wiele innych przedmiotów, o które wypytuje bohater. Na każde z tych pytań wuj Mortimer odpowiada mu opowieścią, zapewniając, że te zdarzyły się naprawdę. Edgar zafascynowany słucha każdej z nich, ale trudno jest mu uwierzyć w prawdziwość niezwykłych historii. A historie te faktycznie są niesamowite, tak bardzo, że Edgar prosi o kolejne, aż w końcu zapada zmrok. Wtedy też tajemnica wuja Mortimera wychodzi na jaw, a główny bohater zaczyna żałować, że wysłuchał wszystkich mrożących krew w żyłach opowieści.

Opowiadania są niedługie, ale bardzo interesujące. Przywodzą na myśl Opowieści niesamowite Edgara Allana Poego (od którego zapewne wzięło się imię głównego bohatera)*. Trzeba przyznać autorowi, że potrafi budować atmosferę grozy, a niepokojące historie wymyśla bardzo sprawnie. Nie raz dreszcz może przebiec czytelnikowi po plecach. Spodobał mi się też pomysł połączenia wszystkich opowieści ostatnią z nich.

Opowieści grozy wuja Mortimerastrasznie dobre. Wydanie również nie pozostawia żadnych przykrych wrażeń. I choć książka ta jest niedługa, można przy niej spędzić parę niepokojąco przyjemnych chwil. Fanom gatunku z czystym sumieniem mogę ją polecić.

Ocena: świetna

*To nie pierwsza i nie ostatnia inspiracja amerykańskim poetą wyklętym. Wcześniej z nawiązaniami do literatury Edgara Allana Poego spotkałem się m.in. w Siostrzycy i Dolinie Szkieletów. Ostatnio natomiast bardzo popularna jest książka Nevermore, która również czerpie z dorobku pisarza.

Wyjątkowo dodam dziś melodię, która kojarzy mi się z tą książką. Jeśli jeszcze nie nabraliście ochoty na Opowieści grozy wuja Mortimera, może muzyka Was do nich nastroi. :)


poniedziałek, 15 października 2012

Aktualności - październik 2012

Miesiąc temu wróciłem z wycieczki do Dublina, a dopiero teraz uświadomiłem sobie, że widziałem coś, co zapewne Was zainteresuje!

Może kojarzycie to oto zdjęcie...


A więc muszę się pochwalić, że miałem okazję oglądać ten widok na własne oczy. Jest to stara biblioteka w Kolegium Świętej Trójcy w Dublinie (Trinity College). Znajduje się w niej około 200 tysięcy woluminów, rozmieszczonych na półkach na dwóch poziomach. Sala robi wrażenie! Ponadto wchodząc do niej, czuć zapach starych książek - naprawdę niezapomniane przeżycie.

W budynku biblioteki znajduje się też Księga z Kells, czyli bogato iluminowany manuskrypt z około 800 r. Zawiera spisany przez celtyckich mnichów tekst czterech Ewangelii po łacinie.


Polecam zobaczyć każdemu te niesamowite widoki na własne oczy, szczególnie Long Room :)

A teraz parę informacji blogowych.
Po pierwsze, spośród pierwszych dziesięciu recenzji największym zainteresowaniem cieszyła się powieść Ursuli Ponznanski, Erebos. Niestety ankieta nie cieszyła się powodzeniem, więc stwierdzam to na podstawie statystyk.
Postanowiłem robić takie ankiety co każde 10 recenzji, mam nadzieję, że w przyszłości będzie w nich głosować więcej osób ;P

Ponieważ jest październik, zbliża się święto duchów i atmosfera temu sprzyja, w następnych recenzjach przedstawię parę powieści "z dreszczykiem". Do zobaczenia! :)


środa, 10 października 2012

Dziennik cwaniaczka

Znacie Dziennik cwaniaczka? Jestem niemal pewien, że widzieliście go gdzieś w księgarni na półce, kojarzycie tytuł, a może nawet oglądaliście film. Być może rzuciliście okiem na okładkę i pomyśleliście: a, jakaś książka dla dzieci. Tymczasem Dziennik cwaniaczka to całkiem dobra rozrywka, niekoniecznie dla najmłodszych.

Cała seria to przezabawne losy Grega Heffleya, narratora historii. Greg jest gimnazjalistą i bynajmniej nie jest z tego zadowolony. Uważa, że gimnazjum to najgłupszy pomysł na świecie, a jego rówieśnicy to banda idiotów. Życie nastolatka to wcale nie taka zabawna sprawa - denerwujące rodzeństwo, wpadający na dziwaczne pomysły rodzice i w końcu przeróżne problemy w szkole - jednym słowem nie ma czego zazdrościć. Greg wszystkie bóle przelewa na papier w postaci historyjek i obrazków.

Książka jest stosunkowo krótka. Jest to mieszanka powieści i komiksu, autor (Jeff Kinney) bowiem co rusz przedstawia nam rysunkowe puenty. Same rysunki są bardzo proste i miłe dla oka. Humor z całą pewnością jest udany. Niejedena sytuacja ubawi was do łez. I tu pojawia się właśnie sprawa odbiorcy, do którego jest skierowana książka. Pomimo obrazków nie należy zapominać, że Greg jest gimnazjalistą, dlatego też Dziennik cwaniaczka niezupełnie nadaje się dla małych dzieci. Natomiast młodzież powinny rozbawić perypetie Grega, choć myślę, że i dorosły nie raz parsknąłby śmiechem. Wracając do żartów, owszem, są one bardzo dobre, ale na dłuższą metę mogą męczyć. Na dłuższą metę, czyli gdybyście zamierzali przeczytać rzędem wszystkie części. Przynajmniej ja miałem takie wrażenie, gdy przeczytałem trochę za dużo naraz. Po prostu przesyciłem się tym humorem (kolejne porażki Grega, tarapaty, w które wpada itp.).

Dziennik cwaniaczka jest pozycją, którą wspomina się z uśmiechem na ustach. Gdybym miał porównać go do innej książki, to byłaby to seria o Adrianie Mole'u. W obu cyklach głównym bohaterem jest nastolatek, o dość podobnym charakterze. Sądzę, że fanom Adriana Mole'a Dziennik cwaniaczka się spodoba. A jeśli nie znacie jeszcze Grega Heffleya, to zachęcam do czytania. Książkę czyta się błyskawicznie, więc czasu nie stracicie, a na pewno świetnie się ubawicie.

Ocena: dobra

sobota, 6 października 2012

Faza pierwsza: Niepokój

Serię GONE od dawna chciałem przeczytać, ale wciąż odkładałem ją na później. Jednak olbrzymia popularność serii na blogach recenzenckich skłoniła mnie do kupna wszystkich dotychczas wydanych części. Tak, zgadza się, to dzięki Wam, blogerzy!

Faza pierwsza: Niepokój to początek mrożącej krew w żyłach historii o nastolatkach z Perdido Beach, małego miasteczka w Kalifornii. Bez zbędnych wstępów Michael Grant wprowadza nas w środek akcji. Dorośli znikają. Zostają jedynie dzieci i nastolatki do piętnastego roku życia. Internet i telefony przestają działać, a za miastem przebiega zagadkowa bariera, której nie da się przekroczyć. Do tego u niektórych osób zaczynają pojawiać się niezwykłe zdolności, dochodzi także do mutacji zwierząt. Sam, Quinn, Genialna Astrid i inni zmuszeni są zorganizować sobie życie w nowym świecie. A nie będzie to łatwe, biorąc pod uwagę fakt, że zaczyna się rywalizacja o władzę.

Od samego początku wiedziałem, że książka przypadnie mi do gustu. Akcja powieści jest wartka i zaskakująca. Zdarzały się momenty, w których dech zapierało w piersiach. Największą zaletą powieści są jednak bohaterowie. Takiej mieszanki charakterów nie znajdziecie w żadnej innej książce. Każda postać jest wyraźnie zarysowana. Ponadto wiele typów bohaterów w GONE spotkałem po raz pierwszy. Autor postarał się, żeby byli oni oryginalni i zaciekawili czytelnika.

Zaskoczyła mnie natomiast brutalność GONE. Oczywiście, dziś na rynku jest wiele książek z podobną ilością krwawych scen, jak choćby uwielbiane Igrzyska śmierci, jednak tu wyraźnie poczułem, że mam do czynienia z horrorem. Skierowanym do młodzieży, ale jednak horrorem. Nic dziwnego więc, że sam Stephen King zachwala serię Michaela Granta.

Wtrącę jeszcze słówko o wydaniu. Kocham format tej książki. Mimo ponad pięciuset stron, całość czyta się bardzo szybko. Podoba mi się też polski tytuł - zachowanie angielskiego GONE (choć zazwyczaj sprzeciwiam się takim zabiegom) i określenie każdej części fazami przypadło mi do gustu. Jest to jeden z nielicznych przypadków, w których efekt przetłumaczenia tytułu inaczej, niż nakazywałoby pierwsze skojarzenie, wypadł tak dobrze.

Faza pierwsza: Niepokój to dopiero pierwszy z sześciu tomów, pozostało więc do wyjaśnienia wiele tajemnic, ba! Zapewne jeszcze więcej nawet nie zdążyło się pojawić. Tom tworzy pewną zamkniętą część, jednakże po przeczytaniu końcówki czytelnik natychmiast chce poznać ciąg dalszy. Ja nie mogę się go doczekać i jestem pewien, że kolejne części jeszcze nie raz mnie zaskoczą!

Ocena: świetna

wtorek, 2 października 2012

Zakazana magia


Siódmy syn siódmego syna, czarodzieje, duchy. Na pewno dobrze znacie te motywy. Wiele powieści fantastycznych z nich korzysta. Kolejną taką opowieść napisała Angie Sage, a jest to Zakazana Magia, pierwszy z siedmiu tomów o Septimusie Heapie. Jeśli myślicie, że znudziło Wam się już czytanie o czarodziejach, przeczytajcie tę recenzję.


Silas Heap wraz ze swoją żoną Sarą żyje w Gmaszysku, wielkiej budowli, w której mieszkają setki ludzi. Warunki do życia nie są tu najlepsze, jednak rodzina Silasa, na którą składa się jeszcze sześciu synów, żyje szczęśliwie. Gdy na świat ma przyjść siódmy syn, dzieje się nieszczęście. Starsza Akuszerka odbierająca poród Sary stwierdza bowiem, że noworodek nie żyje. Niemal w popłochu ucieka wraz z zawiniątkiem, pozostawiając zrozpaczoną Sarę we łzach. Wtedy do domu wraca Silas... niosąc małe zawiniątko. Okazuje się to być mała dziewczynka, którą ktoś porzucił w śniegu. Sara i Silas postanawiają wychować dziewczynkę jak swoją córkę i nadają jej imię Jenna.

Tak zaczyna się Zakazana Magia, jednak główna akcja rozgrywa się 10 lat później, kiedy do Gmaszyska przychodzi Marcia, Czarodziejka Nadzwyczajna. Wtedy ostatecznie okazuje się, że Jenna jest tak naprawdę Księżniczką, córką zmarłej 10 lat temu królowej, i jest w wielkim niebezpieczeństwie.

Już w tym krótkim opisie można znaleźć parę oryginalnych pomysłów. Jednym z nich jest właśnie Czarodziejka Nadzwyczajna, czyli największa czarodziejka Zamku. Wszyscy pozostali czarodzieje nazywani są Zwyczajnymi. W powieści poznamy też Chłopca 412, żołnierza Armii Młodych; Althera, czyli ducha byłego Czarodzieja Nadzwyczajnego; DomDaniel to czarny charakter, który czyha na stanowisko najwyższego czarodzieja. Mógłbym wymieniać jeszcze długo, gdyż w Zakazanej Magii roi się od różnych bohaterów. Świat opisany przez Angie Sage jest naprawdę szeroki i różnorodny. Jest to zdecydowanie wielki plus.

Czytanie Zakazanej Magii okazało się całkiem przyjemną rozrywką. Czasami tempo zwalniało, przez co cała historia nie była tak wciągająca jakby się chciało. Mógłbym też zarzucić autorce wiele ściągniętych pomysłów z innych powieści, zwłaszcza Harry'ego Pottera. Nie wiem czy przypadkiem jest, że cała rodzina Heapów jest tak podobna do rodziny Weasley'ów - wszyscy rudzi, najmłodsza jest córka, a pośrodku dwaj bliźniacy. Te "zapożyczenia" nieco mnie irytowały, na szczęście własne pomysły, które Sage włożyła w Zakazaną Magię wszystko wynagradzają. Wspomnieć też trzeba o specyficznej atmosferze, która z początku wydawała mi się dziwna, jednak po skończeniu powieści miałem ochotę dalej przebywać w świecie Septimusa Heapa.

Jak potoczą się losy Heapów? Czy Czarodziejce Nadzwyczajnej uda się pokonać złego DomDaniela? I gdzie u licha podziewa się ten cały Septimus? O tym dowiecie się czytając pierwszy tom serii Angie Sage. Zdradzić Wam jeszcze mogę, że warto, bo drugi tom czyta się już bez zastrzeżeń!

Ocena: dobra

piątek, 28 września 2012

Kroniki pradawnego mroku

Wilczy brat - Wędrujący duch - Pożeracz dusz - Wyrzutek - Złamana przysięga - Tropiciel duchów


Kroniki pradawnego mroku to sześciotomowa seria powieści fantasy angielskiej pisarki Michelle Paver. Składają się na nią kolejno Wilczy brat, Wędrujący duch, Pożeracz dusz, Wyrzutek, Złamana przysięga, Tropiciel duchów. W oczy od razu rzuca się przepiękna oprawa graficzna Kronik. Wszystkie tomy na półce prezentują się niezwykle dumnie.

Akcja rozgrywa się sześć tysięcy lat temu w pradawnym lesie. Las i okolice zamieszkują klany, z których każdy ma swojego własnego patrona z królestwa zwierząt lub roślin. Spotkamy tu bohaterów z klanu Kruka, Wydry czy Wierzby. Każdy klan posiada wodza i szamana. Wszystkie klany różnią się od siebie sposobem bycia i wyglądem - mieszkańców klanu rozróżnić można po unikalnych dla każdego z nich tatuażach.

W tym pełnym naturalnej i wszechobecnej magii lesie poznajemy Toraka, młodego chłopaka. Właściwie zostajemy rzuceni w świat tajemniczych rytuałów w najgorszym momencie jego życia. Ojciec Toraka, jedyna pozostała mu bliska osoba, umiera. Zostaje śmiertelnie zraniony przez demona w niedźwiedziej skórze, który pojawił się w lesie i sieje spustoszenie wśród jego mieszkańców. Torak zostaje całkowicie sam, ponieważ wraz z ojcem nie trzymał się razem ze swoim klanem, klanem Wilka. Młody chłopak obiecuje umierającemu ojcu odnalezienie mitycznej góry, jedynej nadziei na ocalenie świata od złych mocy. Na początku swojej drogi spotyka małego wilczka, z którym łączy go szczególna więź. Torak wraz z nim kontynuuje swoją podróż, nie wiedząc nawet, czy jego misja ma szansę powodzenia.
Tak przedstawia się fabuła Wilczego brata. W późniejszych tomach Toraka czeka jeszcze wiele straszliwych przygód, którym stawi czoła wraz z Wilkiem i z przyjaciółką z klanu Kruka, Renn. Wszystkie części stanowią jedną całość historii, a łączy je zagadka Pożeraczy Dusz...

Każdy tom Kronik pradawnego mroku trzyma w napięciu. Razem z bohaterami odkrywamy kolejne tajemnice, całkowicie zmieniające postrzeganie sytuacji Toraka i Renn. Powieść zawiera dużo dialogów, ale nie brak tu też znakomitych opisów, przedstawiających między innymi zwykłe czynności codziennego życia ludzi epoki kamiennej. Autorka musiała poświęcić wiele czasu na poznanie tej wiedzy, którą z powodzeniem przekazała w swoich książkach.

Jednym słowem, cykl ten jest niesamowity. Na każdy następny tom czekałem z wypiekami na twarzy i niezmiernie się cieszyłem, mogąc poznać dalszy ciąg historii Toraka. Poczułem smutek, kiedy seria się skończyła, gdyż mógłbym przeczytać jeszcze wiele jej tomów bez nawet jednej nutki znudzenia. Podziwiam autorkę za pomysły i wspomnianą wiedzę. Kroniki pradawnego mroku to jedna z moich ulubionych serii książek i polecam ją każdemu. A jeśli spodoba Wam się Wilczy brat, wiedzcie, że w kolejnych tomach doznacie znacznie więcej emocji.

Ocena: świetna

poniedziałek, 24 września 2012

Lato 2012 - podsumowanie

Pomyślałem, że zrobię małe podsumowanie początków mojego bloga. Nie będę zamieszczał tu moich osobistych statystyk (ile przeczytałem książek w wakacje itp.), bo nie są to jakieś niezwykłe osiągnięcia, którymi mogę się chwalić (jak czasem widzę ile ktoś przeczytał książek w miesiącu to mi szczęka opada :D), ale ważne, że ja jestem z siebie zadowolony ;)

Do tej pory pojawiło się tu 10 recenzji książek. Po lewej stronie umieściłem sondę, w której możecie zagłosować na książkę, którą najchętniej byście przeczytali lub - jeśli już ją czytaliście - podobała Wam się. Zachęcam do głosowania, gdyż sam jestem ciekawy jak przedstawią się wyniki.

Czy zainteresowały Was pozycje dla dorosłych, jak Rejs i zwariowane Na psa urok, czy może bardziej zaciekawiły powieści z gęsią skórką - Siostrzyca i Dolina Szkieletów? Są też dwie książki polskich autorów: humorystyczny Filip Szalony oraz coś z gatunku urban fantasy, czyli Dotyk mroku. A dla fanów postapokalipsy zrecenzowałem Przymierze trojga i Enklawę.

Mnie najbardziej z powyższych spodobały się powieści zamieszczone na poniższych obrazkach :)



Dzięki wielkie za wszystkie komentarze, które zostawiliście, każdy z nich się dla mnie liczy ;)
Wkrótce postaram się zrobić jakiś szablon, żeby blog jakoś się wyróżniał, ale przyznam szczerze, że na razie jakoś nie chce mi się do tego zabierać, także może to potrwać.

W najbliższej przyszłości zamierzam umieścić recenzje całych serii, m.in. wspomnianych już Kronik Pradawnego Mroku. Jakich innych, to już zobaczycie niebawem sami ;)

Trzymajcie się!

czwartek, 20 września 2012

Erebos

Wejdź albo zawróć. Oto Erebos.


Na samym wstępie chcę Was ostrzec: absolutnie nie czytajcie opisu książki na okładce! No chyba, że nie przeszkadza Wam wielki spoiler z samego środka książki. Ja sam zawsze jestem ostrożny w czytaniu opisu tuż przed rozpoczęciem lektury, ale tym razem przez przypadek popsułem sobie zabawę. O ile w niektórych książkach wydawcy nieco zagalopowują się z opisem zachęcającym do czytania, w Erebosie stanowczo z tym przesadzono.


Powieść Ursuli Poznanski opowiada o tajemniczej grze komputerowej. Jej kolejne kopie przekazują sobie nawzajem uczniowie jednej z londyńskich szkół. Gracze są bardzo skryci, nie chcą, by ktokolwiek dowiedział się o tym, czym zajmują się po powrocie do domu. Nic dziwnego - w Erebosie panują żelazne zasady. Nie możesz grać w obecności innej osoby, rozmawiać o grze w rzeczywistym świecie i... musisz wykonywać jej rozkazy. W realnym życiu. Jeśli nie spełnisz jej oczekiwań, wylatujesz na zawsze.

Głównym bohaterem powieści jest Nick Dunmore, zwykły uczeń należący do klubu koszykówki. Gdy spostrzega, że jego przyjaciel nietypowo się zachowuje, odkrywa, że sprawa dotyczy płyty, którą w ukryciu przekazują sobie niektórzy uczniowie. Nick chce dowiedzieć się, co znajduje się na płycie. Gdy wreszcie ma okazję, poznaje fantastyczny świat Erebosa i wciąga się bez reszty. Wkrótce dostaje do wykonania zadania. O ile pierwsze nie wróżyło niczego złego, kolejne wzbudzają w Nicku poważne podejrzenia...

Z książki wynika, że w Erebosa gra spora część szkoły Nicka. Z początku sądziłem, że gra nie wciągnęłaby aż tylu osób. Wszystkie musiałyby bowiem wykazać się nie lada cierpliwością, ale... już wkrótce sam poczułem, że sam z chęcią zagrałbym w Erebosa. Świat gry opisywany jest jako niesamowicie realistyczny. Nic dziwnego, że ujrzawszy go, nie można się od niego oderwać.

Autorka przedstawiła grę niemal jak dzieło sztuki, kontrastując z naturalistycznymi opisami rzeczywistości. Nie od dziś wiadomo, że gry komputerowe potrafią pochłonąć i uzależnić, a Erebos pokazuje, jak mogą one wpłynąć na nasze życie. Oczywiście nie jest to powieść potępiająca tego typu rozrywkę, gdyż gra Erebos wkracza w prawdziwe życie nastolatków, żądając od nich wykonywania dziwnych zadań (jak np. przewiezienie paczki z jednego miejsca Londynu w inne). Jedynie pokazuje, jak może zmienić się człowiek, kiedy się w czymś zatraci.

Erebos zawiera pewną tajemnicę. Jeśli zainteresowaliście się nim choć trochę lub po prostu lubicie klimaty gier MMO/RPG, uważajcie... bo Erebos uzależnia. Mnie wciągnął niespodziewanie skutecznie. Od Was już tylko zależy, czy zechcecie poznać mroczny sekret Erebosa...

Ocena: świetna

sobota, 15 września 2012

Enklawa


Enklawa była moim spontanicznym zakupem. Okładka wprost mnie zahipnotyzowała, opis zachęcił, do tego doszła promocyjna cena... Nie mogłem przejść obok tego obojętnie!

Książka Ann Aguirre to kolejna post-apokaliptyczna powieść dla młodzieży, którą można znaleźć na półkach polskich księgarni. Ostatnio dystopia jest bardzo popularnym motywem, co mnie jednak cieszy, gdyż chętnie czytam książki o tej tematyce.

Ta 300-stronicowa powieść jest pierwszą częścią trylogii Razorland. Opowiada o młodej dziewczynie, która właśnie otrzymała swoje imię - Karo i stała się łowczynią. Żyje w podziemnym świecie, w małej enklawie, gdzie panują żelazne zasady. Za ich złamanie rada starszych bez mrugnięcia okiem skazuje na banicję. Zawsze grzecznie trzymająca się reguł Karo wkrótce staje w sytuacji, w której uświadamia sobie, że rada starszych niekoniecznie postępuje sprawiedliwie... Razem ze swoim partnerem, Cieniem, będzie zmuszona sprawdzić, czy da radę przeżyć na powierzchni.

Początek Enklawy od razu dał mi do zrozumienia, że nie będzie to wybitna książka. Czasem miałem wrażenie, że autorka niezbyt przygotowała się do napisania tej książki. Często zdarzają się też skróty myślowe, przez które czytelnik musi się domyślać, o czym właściwie mowa. Nie brak tu i małych nieścisłości, ale nie przeszkadzają one w odbiorze lektury. Minusów nieco się nazbierało, przejdę więc do plusów. Akcja Enklawy cały czas jest wartka. Rozdziały czyta się szybko i przyjemnie, nawet jeśli opisywane zjawiska są nieprzyjemne (jak to w antyutopijnych powieściach). Podobało mi się też to, że przez całą powieść przewijają się różni bohaterowie. Wątek romantyczny, o którym wydawca pisze na okładce książki nie jest wcale tak wyolbrzymiony w całej powieści. Całość wypada naprawdę przyzwoicie.

Enklawa jest pierwszą książką Ann Aguirre wydaną w Polsce. Zastanawiam się dlaczego, gdyż w swoim dorobku ma już niemało całych serii. Cieszę się jednak, że wydano Enklawę w Polsce, bo miło spędziłem czas na lekturze. Nawet jeśli istnieją lepsze książki w tym gatunku, nie jestem zawiedziony jej poziomem. O ile nie oczekujecie nie wiadomo jakich fajerwerków, to i Wam Enklawa powinna się spodobać.

Ocena: dobra

środa, 12 września 2012

Aktualności - wrzesień 2012

Witajcie!

Nie było mnie przez parę dni, a to z powodu mojej wycieczki do Dublina. Przepraszam za tę krótką nieobecność - już wkrótce pojawi się kolejna recenzja!

Z wyjazdu jestem niezmiernie zadowolony, tym bardziej, że zakupiłem w stolicy Irlandii książkę, którą bardzo chciałem przeczytać. Jest to powieść Michelle Paver p.t. Dark Matter. Michelle Paver jest angielską autorką znaną z Kronik Pradawnego Mroku (wydanych w Polsce przez wydawnictwo WAB, recenzję serii niedługo umieszczę na stronie). Niestety Dark Matter nie ukazało się w Polsce, dlatego bardzo cieszę się, że będę mógł poznać tę historię.


Książkę tę zdobyłem w fantastycznej księgarni Chapters Bookstore, gdzie za niską cenę można zakupić mnóstwo powieści z drugiej ręki, ale wyglądających jak nowe. Od razu pomyślałem o tym, że warto by taką księgarnię stworzyć w Polsce. A może znacie jakieś podobne inicjatywy w naszym kraju?
Dopiero po wyjściu z księgarni zdałem sobie sprawę, jak wiele tytułów nigdy nie zostanie przetłumaczonych na nasz ojczysty język. Zapewne omija nas wiele interesujących historii!

Czekam na Wasze komentarze! W następnej recenzji na blogu ocenię kolejną postapokaliptyczną powieść... Lubicie ten gatunek? Może znacie coś godnego polecenia?

Pozdrawiam!

poniedziałek, 3 września 2012

Puszcze Milczenia


Nie raz obił mi się o uszy tytuł Pas Deltory. Wiedziałem o istnieniu tej serii, ale jakoś nie zawracałem nią sobie głowy. Kiedy wydawnictwo Egmont wydało Pas Deltory na nowo, tytuł rzucił mi się w oko. Pomyślałem, że warto by się dowiedzieć o co tu chodzi.


Seria składa się bardzo krótkich tomów, każdy opisuje część podróży głównego bohatera, Leifa. Pierwsza część, czyli Puszcze Milczenia, rozpoczyna się od przedstawienia początku kłopotów, jakie szykują się królestwu Deltory. Deltora to fantastyczna kraina chroniona przez cenny artefakt, pas z siedmioma szlachetnymi kamieniami. Niestety Władca Mroku wyjął kamienie z pasa i schował każdy z nich w trudno dostępnych i niebezpiecznych rejonach krainy, a sam zapanował nad królestwem. Teraz szesnastoletni Leif (wraz ze starszym Bardem i spotkaną po drodze dziewczyną Jasmine) zobowiązuje się odnaleźć wszystkie kamienie i przywrócić Deltorze pokój.

Ten opis oczywiście zachęcił mnie jeszcze bardziej. Zapowiadała się ciekawa przygoda, poszukiwania i wiele magii. Ale nie opadły mnie obawy, czy aby w tak krótkiej książeczce można umieścić interesującą fabułę.

Moje obawy okazały się całkowicie uzasadnione. Puszcze Milczenia są po prostu zbyt krótkie, by mogły oczarować czytelnika. Poza tym powieść charakteryzuje się całkowitym brakiem logiki. Od sztucznych bohaterów, po ich poczynania i dialogi, aż do samej fabuły. Infantylizm tej lektury wręcz wycieka z jej kart. Może nie przeszkadza to dzieciom, które jeszcze nie oswoiły się na dobre z literaturą, a zdecydowanie do nich skierowana jest książka. Ale czy tak trudno napisać książkę, która zachwyciłaby nie tylko dzieci, ale i ich rodziców? 

Być może za bardzo się czepiam, ale to już możecie osądzić sami. Przeczytanie jednego tomu Pasu Deltory autorki Emily Roddy to dla niektórych pewnie godzinna lektura. Czasu nie stracicie wiele, a nuż przypadnie Wam do gustu świat wykreowany przez autorkę. Osobiście jednak do Deltory wracać nie zamierzam.

Ocena: słaba

czwartek, 30 sierpnia 2012

Przymierze trojga


Dziś przedstawię nieco nietypową recenzję. Oprócz zwykłej opinii, chciałbym skonfrontować ją z innymi recenzjami o tej książce, którą zamierzam przedstawić. Jest to Przymierze Trojga Maxime'a Chattama, pierwsza część cyklu Inny świat. Dość niespodziewanie wpadła ona w moje ręce. Nigdy wcześniej o niej nie słyszałem, ale opis bardzo zachęcił mnie do jej przeczytania.


Głównym bohaterem powieści jest Matt. Razem z jego przyjacielem, Tobiasem, jest wielkim fanem gier video i RPG. Matt wiedzie zwykłe życie aż do dnia, kiedy w Nowym Jorku rozpętuje się tajemnicza zamieć, podczas której błyskają niebieskie pioruny. Pioruny te pustoszą miasto sprawiając, że ludzie znikają... lub zamieniają się w paskudne mutanty. Matt i Tobias uciekają z Nowego Jorku przed strasznymi stworami i trafiają do nowo powstałej społeczności nastolatków. Tutaj właśnie rozpoczynają życie w nowym świecie pełnym niebezpieczeństw...

Co mi się bardzo spodobało w tej książce, to mnogość tajemniczych stworzeń stanowiących zagrożenie dla pozostałych przy życiu dzieci. Oprócz mutantów mamy tu więc dziwne, przypominające roboty istoty; Cyników, czyli dorosłych, którzy jakby przeszli pranie mózgu; najbardziej zagadkową postać, spowitą w pelerynie i unoszącą się w powietrzu, pojawiającą się w snach Matta. Nowy, inny świat jest bardzo fascynujący i skrywa setki tajemnic.

Spotkałem się z wieloma negatywnymi opiniami o tej powieści. Niektóre zarzuty przeciw niej są moim zdaniem zupełnie pozbawione sensu. Chciałbym jednak zaznaczyć, że wiele osób porównuje tę książkę do serii GONE Michaela Granta, której jeszcze nie miałem okazji przeczytać. Zdaje się, że obie książki korzystają z podobnych pomysłów, stąd też zarzut o nieoryginalności.
Nie wyczułem w Przymierzu trojga naiwności, o której niektórzy mówią. Mam wrażenie, że tak przyzwyczaili się do schematu antyutopii, że jej nieco zmieniony obraz uważają za nielogiczny. W końcu pisarz ma prawo do tworzenia zasad panujących w innym świecie.

Przymierze trojga bardzo mnie wciągnęło. Nie mogę się już doczekać, kiedy zacznę czytać kolejną część tej serii. Sądzę, że jeśli nie czytaliście jeszcze serii o podobnej tematyce, i Wam spodoba się książka Maxime'a Chattama. Niewykluczone też, że i fanom fantastyki postapokaliptycznej przypadnie ona do gustu. Mnie z całą pewnością przypadła!

Ocena: świetna