środa, 16 kwietnia 2014

Niezgodna

Nie da się zaprzeczyć, że powieść Veroniki Roth to jedna z najpopularniejszych powieści dystopicznych (o ile nie najpopularniejsza) powstałych po sukcesie Igrzysk śmierci. Rozpoczynająca trylogię science fiction dla młodzieży Niezgodna, rzekomo wykraczająca poza wspomniane Igrzyska (jak widnieje na okładce książki), prędzej czy później interesuje czytelników serii Suzanne Collins.

Na ruinach Chicago powstał nowy świat. Społeczeństwo podzieliło się na pięć frakcji - Altruizm, Nieustraszoność, Erudycję, Prawość i Serdeczność. Szesnastoletnia Beatrice z Altruizmu, podobnie jak inni szesnastolatkowie, będzie musiała wybrać frakcję, w której spędzi resztę życia. Jak się okazuje, wybór nie jest dla niej oczywisty. Beatrice łączy w sobie cechy różnych frakcji, co oznacza Niezgodność. A każdy niezgodny musi zostać wyeliminowany.

Na pewno przyzwyczajeni jesteście już do hucznych haseł na okładkach książek, wychwalających ją pod niebiosa. W przypadku tej pozycji wydawnictwo stanowczo przeholowało z ich ilością, ale także jakością. Większość z nich można skwitować śmiechem na sali. Przede wszystkim skupia się to na porównywaniu Niezgodnej do Igrzysk śmierci i tego podobieństwa w książce faktycznie trudno nie wyłapać. Ale w takim razie nie można już mówić o oryginalności powieści Veroniki Roth. Autorka zapędziła się w swej inspiracji tak daleko, że zastosowała nawet identyczną narrację, pierwszoosobową w czasie teraźniejszym.

O ile prawa świata u Collins, mimo brutalności, miały jakiś sens, o tyle w Niezgodnej wydają się być one pozbawione logiki. Nie widzę większego sensu w dzieleniu społeczeństwa na pięć wyżej wymienionych frakcji, taki system po prostu nie mógłby się sprawdzić. Tym bardziej dziwi niezwykłość owej niezgodności. Przypuszczam, że zdecydowana większość czytelników również wykazywałaby więcej niż jedną cechę. Konstrukcja świata wygląda na nieprzemyślaną. Niestety autorka ignoruje racjonalność także w innych sytuacjach i pisze to, co jej akurat przypasuje. Czasem można przymknąć oko, ale bieganie z kulą postrzałową w ramieniu to już gruba przesada.

Styl nie wyróżnia się niczym szczególnym, a niektóre zdania należałoby poprawić. Zwłaszcza przy opisach postaci nasza wyobraźnia może zostać nadwyrężona (Cztery - jeden z bohaterów - i jego palce długości klatki piersiowej Beatrice) lub wręcz przeciwnie, uznana za niepełnosprawną (pomarańczowe włosy Drew miały kolor marchewki).

Jeśli natomiast interesuje Was wątek romantyczny, nie sądzę, żeby ten w Niezgodnej wywoływał większe emocje. Wydaje się on zupełnie pozbawiony uczuć, taki nie wiadomo skąd. Równie dobrze mogłoby go wcale nie być. Jedynym plusem, który odnajduję w tej powieści, i który na całe szczęście bardzo sobie cenię, to wytworzenie napięcia. Ta sztuka udała się autorce całkiem nieźle, nie narzekam również na przebieg akcji. Dzięki temu, mimo licznych błędów, udało mi się przebrnąć przez tę powieść bez uczucia zmęczenia kiepską lekturą.

Strach pomyśleć, jak wyglądałaby ta książka, gdyby nie cały sztab ludzi nad nią pracujących. Veronica Roth, jeśli chce zostać dobrą pisarką, musi jeszcze sporo poćwiczyć. Może kiedyś uda jej się przedstawić oryginalniejszą historię. Na drugi tom trylogii zapoczątkowanej Niezgodną najprawdopodobniej kiedyś się skuszę, bo czas spędzony przy książce nie dłużył mi się, lecz chcąc być konsekwentnym ze swoją recenzją, powieść oceniam przeciętnie.

Ocena: przeciętna