wtorek, 18 lutego 2014

Jądro ziemi

To jest recenzja trzeciego tomu Innego świata Maxime'a Chattama. Recenzje poprzednich tomów: Przymierze trojga, Królowa Marloncja.

Zapowiadana jako trylogia seria Maxime'a Chattama zebrała różnorodne opinie, od tych pozytywnych, po skrajnie negatywne. O ile przy pierwszym tomie opowiadałem się zdecydowanie za, z Jądrem ziemi mam ogromny problem. Podczas czytania targały mną sprzeczne emocje. Co z tego wynikło?

Matt i Amber dotarli wreszcie do Edenu, największej osady Piotrusiów. Wojna pomiędzy dziećmi i złowrogimi Cynikami jest nieunikniona. Mattowi nie daje także spokoju myśl o jego przyjacielu pochłoniętym przez Rauperodena, nieodgadnioną postać, nieustająco podążającą za chłopakiem. Uratowanie przyjaciela musi jednak poczekać, a teraz Matta, Amber i innych Piotrusiów z Edenu czeka misja dotarcia do Marloncji, aby dowiedzieć się, do czego służy plan znajdujący się na skórze Amber.

Cóż, opis ten wyda się pewnie niektórym cudaczny, ale w pełni to rozumiem. Autor wykorzystuje w swojej powieści nawał pomysłów, z których wiele do udanych zaliczyć się nie da. Chattam często wykorzystuje ten typ pomysłów, czekających tylko na kozła ofiarnego, który się nimi posłuży. Innymi słowy, lepiej gdyby nie przyszły mu one do głowy, albo gdyby chociaż potrafił je zignorować. Na szczęście znalazły się i takie, które zapadły mi w pamięć w pozytywnym znaczeniu.

W recenzjach poprzednich tomów chwaliłem mnogość niebezpieczeństw, jaka napotyka bohaterów, tym razem muszę się do tego przyczepić. Stworów stanowiących zagrożenie jest tak dużo, że praktycznie wszystko przestaje zaskakiwać. Są też sytuacje, z których bohaterowie cudem wychodzą z opresji, a prawda jest taka, że powinni po drodze zginąć już sto razy. 

Kolejnym mankamentem, który może irytować, jest fakt, że bohaterowie zbyt szybko domyślają się właściwego rozwiązania. Nawet w przypadku, gdy nie mają takiego prawa. Niemal wszystko idzie po ich myśli. Zdarzają się tu śmierci pobocznych bohaterów, ale czytelnikowi nie zrobi to różnicy. A to dlatego, że większość z nich jest strasznie płaska. Według autora niby coś tam ich wyróżnia, ale nie przekłada się to zanadto na ich charakter. Na plus natomiast zaliczyć należy bardzo dobre odczytywanie przez autora emocji głównych bohaterów, szczególnie w przypadku Matta.

W samym początku Jądra ziemi trudno było mi się odnaleźć. Poprzedni tom czytałem rok temu, dlatego nie pamiętałem wszystkiego dokładnie, a Chattam nie raczył w jakikolwiek sposób przypomnieć wydarzeń sprzed tej części - kontynuuje historię jakby po skończeniu rozdziału. Dlatego najlepiej zacząć czytać Jądro ziemi tuż po przeczytaniu Królowej Marloncji. Do autora można mieć też żal za to, że nie przywiązał takiej wagi do stylu, jak to czynił w pierwszych tomach. Zdecydowanie rzadziej operuje zaskakującymi porównaniami.

Tym razem nazbierało się zdecydowanie więcej wad, a jednak niektóre fragmenty tego tomu naprawdę mnie wciągnęły. Wyjaśniając kwestię trylogii, tworzy ona jakąś całość, lecz autor kontynuuje ideę Innego świata wraz z bohaterami w tak zwanym drugim cyklu. Prawdę mówiąc, ciekawy jestem co jeszcze wykombinuje ten francuski pisarz, dlatego kiedyś sięgnę po kontynuację. A dla innych wskazówka: czytać tylko gdy złapie ochota na przygodę w pełnym niebezpieczeństw, dystopicznym świecie.

Ocena: przeciętna

piątek, 14 lutego 2014

Wyniki konkursu z Ostatnią spowiedzią

Uwaga, uwaga, nadszedł dzień ogłoszenia wyników konkursu. Dziękuję za wszystkie zgłoszenia i propozycje książek - niektóre okazały się interesujące, inne zaś zaskakujące! :)

Zwycięzca został wylosowany przez komputer, wszystko odbyło się za zamkniętymi drzwiami w pilnie strzeżonym miejscu...

Kliknij w poniższy przycisk i dowiedz się, kto jest zwycięzcą!



Gratulacje! :)

Ze zwycięzcą skontaktuję się mailowo już wkrótce.

Pozdrawiam!

sobota, 8 lutego 2014

Przygoda z owcą

Człowiek budzi się rano i wie, że ma w sobie owcę. To bardzo naturalne uczucie. - wystarczyło mi tylko spojrzeć na okładkę, przeczytać to zdanie i już wychodziłem z biblioteki z książką, o której wcześniej nawet nie słyszałem. Oczywiście samego Haruki Murakamiego kojarzyłem, lecz Przygoda z owcą stała się pierwszym moim spotkaniem z tym japońskim autorem. Nadszedł czas poznać jego pióro.

W Przygodzie z owcą poznajemy blisko trzydziestoletniego mężczyznę. Mężczyzna mieszka w Tokio i jest całkowicie zwyczajny. Właśnie rozwodzi się z żoną. Poznaje dziewczynę o nadzwyczajnych uszach. A teraz musi wyruszyć w poszukiwanie owcy z gwiazdą na plecach. Problem w tym, że taka owca nie istnieje. Mężczyzna jednakże nie ma nic do stracenia i podejmuje nie do końca zrozumiałą wędrówkę.

Tak jak się spodziewałem, mamy tu do czynienia z dziwną powieścią. Nawet nie same nietypowe wydarzenia, lecz oderwane od rzeczywistości rozmowy bohaterów najbardziej zapadły mi w pamięć. Główny bohater przyjmuje wszystko do wiadomości bez mrugnięcia okiem i podąża drogą, na którą inni by się nie zdecydowali. Dialogi wypełnione są ciekawymi metafizycznymi rozmyślaniami, niektóre punkty widzenia były dla mnie zaskakujące.

Warto zauważyć, że powieść jest niemal całkowicie pozbawiona imion. Partner z pracy nazywany jest po prostu partnerem, dziewczyna z magicznymi uszami - dziewczyną itd. Zastosowanie tego zabiegu na szczęście nie mąci czytelnikowi w zrozumieniu kto jest kim.

Styl Murakamiego jest interesujący, niektóre połączenia wyrazów bardzo mi się spodobały. Końcówka książki utrzymana jest w dziwnej stylistyce. Praktycznie nic się w niej nie dzieje, bohater wykonuje codzienne czynności, żyje jakby w zawieszeniu i tylko od czasu do czasu autor upuści jakiś nieregularny kleks, w wyniku którego dochodzi do nietypowego zdarzenia.

Prawdę mówiąc, nie wiem czy trafiło do mnie to, co chciał przekazać Murakami. Niemniej jest to całkiem przyjemna (mimo lekko melancholijnego nastroju) powieść. W końcu owce to takie sympatyczne zwierzęta. No chyba że mają wobec Ciebie jakiś plan.

Ocena: dobra

niedziela, 2 lutego 2014

Aktualności - luty 2014

Cześć wszystkim!

Z powodu zaliczeń i sesji na studiach, mam niewiele czasu na pisanie recenzji i odwiedzanie Waszych blogów, ale wkrótce postaram się to nadrobić.

Przy okazji informuję już bardziej oficjalnie o powstaniu strony na facebooku mojego bloga, więc zapraszam do polubienia ;D



Przypominam o trwającym konkursie - do wygrania Ostatnia spowiedź - Tom I Niny Reichter.

A teraz jeszcze o pomyśle, na który wpadłem jakiś czas temu i uznałem, że powinienem go zrealizować. Otóż są takie książki, po których przeczytaniu nie możemy wyjść z podziwu dla autora. Niektóre z nich wciągają nas bardziej, inne mniej, jednakże nawet w przypadku tych mniej wciągających często można dostrzec niebywały kunszt. Stworzyłem więc taką wlepkę, którą będę umieszczać pod recenzjami książek, których autorzy zasługują na wyróżnienie za styl, konstrukcję lub/i wartości przekazywane w powieści.


Z dotychczas napisanych recenzji wlepkę otrzymują:
John Harding za Siostrzycę
Suzanne Collins za Igrzyska śmierci (trylogia)
David Mitchell za Atlas chmur
Robert McCammon za Magiczne lata
Markus Zusak za Złodziejkę książek

Oczywiście niektórzy mogą się nie zgodzić z moimi wyróżnieniami, lecz sądzę, że nie dałem go nikomu bez powodu :)

To wszystko na dziś, trzymajcie się!