środa, 16 kwietnia 2014

Niezgodna

Nie da się zaprzeczyć, że powieść Veroniki Roth to jedna z najpopularniejszych powieści dystopicznych (o ile nie najpopularniejsza) powstałych po sukcesie Igrzysk śmierci. Rozpoczynająca trylogię science fiction dla młodzieży Niezgodna, rzekomo wykraczająca poza wspomniane Igrzyska (jak widnieje na okładce książki), prędzej czy później interesuje czytelników serii Suzanne Collins.

Na ruinach Chicago powstał nowy świat. Społeczeństwo podzieliło się na pięć frakcji - Altruizm, Nieustraszoność, Erudycję, Prawość i Serdeczność. Szesnastoletnia Beatrice z Altruizmu, podobnie jak inni szesnastolatkowie, będzie musiała wybrać frakcję, w której spędzi resztę życia. Jak się okazuje, wybór nie jest dla niej oczywisty. Beatrice łączy w sobie cechy różnych frakcji, co oznacza Niezgodność. A każdy niezgodny musi zostać wyeliminowany.

Na pewno przyzwyczajeni jesteście już do hucznych haseł na okładkach książek, wychwalających ją pod niebiosa. W przypadku tej pozycji wydawnictwo stanowczo przeholowało z ich ilością, ale także jakością. Większość z nich można skwitować śmiechem na sali. Przede wszystkim skupia się to na porównywaniu Niezgodnej do Igrzysk śmierci i tego podobieństwa w książce faktycznie trudno nie wyłapać. Ale w takim razie nie można już mówić o oryginalności powieści Veroniki Roth. Autorka zapędziła się w swej inspiracji tak daleko, że zastosowała nawet identyczną narrację, pierwszoosobową w czasie teraźniejszym.

O ile prawa świata u Collins, mimo brutalności, miały jakiś sens, o tyle w Niezgodnej wydają się być one pozbawione logiki. Nie widzę większego sensu w dzieleniu społeczeństwa na pięć wyżej wymienionych frakcji, taki system po prostu nie mógłby się sprawdzić. Tym bardziej dziwi niezwykłość owej niezgodności. Przypuszczam, że zdecydowana większość czytelników również wykazywałaby więcej niż jedną cechę. Konstrukcja świata wygląda na nieprzemyślaną. Niestety autorka ignoruje racjonalność także w innych sytuacjach i pisze to, co jej akurat przypasuje. Czasem można przymknąć oko, ale bieganie z kulą postrzałową w ramieniu to już gruba przesada.

Styl nie wyróżnia się niczym szczególnym, a niektóre zdania należałoby poprawić. Zwłaszcza przy opisach postaci nasza wyobraźnia może zostać nadwyrężona (Cztery - jeden z bohaterów - i jego palce długości klatki piersiowej Beatrice) lub wręcz przeciwnie, uznana za niepełnosprawną (pomarańczowe włosy Drew miały kolor marchewki).

Jeśli natomiast interesuje Was wątek romantyczny, nie sądzę, żeby ten w Niezgodnej wywoływał większe emocje. Wydaje się on zupełnie pozbawiony uczuć, taki nie wiadomo skąd. Równie dobrze mogłoby go wcale nie być. Jedynym plusem, który odnajduję w tej powieści, i który na całe szczęście bardzo sobie cenię, to wytworzenie napięcia. Ta sztuka udała się autorce całkiem nieźle, nie narzekam również na przebieg akcji. Dzięki temu, mimo licznych błędów, udało mi się przebrnąć przez tę powieść bez uczucia zmęczenia kiepską lekturą.

Strach pomyśleć, jak wyglądałaby ta książka, gdyby nie cały sztab ludzi nad nią pracujących. Veronica Roth, jeśli chce zostać dobrą pisarką, musi jeszcze sporo poćwiczyć. Może kiedyś uda jej się przedstawić oryginalniejszą historię. Na drugi tom trylogii zapoczątkowanej Niezgodną najprawdopodobniej kiedyś się skuszę, bo czas spędzony przy książce nie dłużył mi się, lecz chcąc być konsekwentnym ze swoją recenzją, powieść oceniam przeciętnie.

Ocena: przeciętna

poniedziałek, 31 marca 2014

Kto to być może o tej porze?

1. Czy jesteś ciekaw, co się dzieje w nadmorskim miasteczku, które już nie leży nad morzem?
2. Czy chciałbyś dowiedzieć się czegoś o skradzionej rzeczy, która wcale nie została skradziona?
3. Czy sądzisz, że to w ogóle twoja sprawa? Dlaczego? Kim jesteś? I czy jesteś tego pewien?
4. Kto stoi za twoimi plecami?

Oto pytania znajdujące się na odwrocie okładki nowej powieści Lemony Snicketa. Pytania z całą pewnością niewłaściwe, podobnie jak to stanowiące tytuł Kto to być może o tej porze? Jako wielki wielbiciel Serii Niefortunnych Zdarzeń nie mogłem wytrzymać długo, by nie sięgnąć po pierwszy tom Serii Niewłaściwych Pytań, będącej prequelem tej pierwszej. A kiedy zacząłem czytać, z nostalgią zanurzyłem się w niezwykły świat tajemniczego jak zawsze Snicketa.

O czym może opowiadać książka o takim tytule? Podobnie jak w SNZ narratorem jest Lemony Snicket, jednak tym razem opowiada on o sobie. Ma niespełna trzynaście lat i właśnie ukończył szkołę otrzymując nietypowe wykształcenie oraz zostając terminatorem S. Teodory Markson, kobiety o nieposkromionych włosach - co tu ukrywać - niezbyt przyjemnej postaci. Wraz z nią przybywa do wyludnionej miejscowości o nazwie Splamione Nadmorskie, nawiasem mówiąc, nad morzem już nieleżącej, gdyż to zostało osuszone. Tutaj do rozwiązania czeka zagadka pewnej skradzionej rzeczy, która to sprawa budzi wiele wątpliwości.

Początek powieści może okazać się dla czytelnika dezorientujący, a to dlatego, że o swojej własnej osobie Lemony nic nie wspomina. Tak naprawdę nie wiemy, co działo się, nim trafił do herbaciarni i sklepu papierniczego Cykuta. Z biegiem powieści więcej faktów wychodzi na jaw, ale autor przyzwyczaił nas już do mnóstwa sekretów, które najpewniej rozwiąże w kolejnych tomach, stwarzając przy tym ogromne napięcie. Niewiele dowiadujemy się więc o głównym bohaterze, za to pozostali tworzą niezwykłą galerię kuriozalnych postaci, z S. Teodorą Markson na czele.

Największym atutem jest niepowtarzalny styl powieści, absurdalny humor, który podprawia posępną atmosferę wiszącą nad opuszczonym miasteczkiem. Każdy obiekt, każda nazwa wydaje się tu być dokładnie przemyślana i idealnie wpasowująca się w anachroniczny świat. Z historią doskonale harmonizuje się też oprawa graficzna i ilustracje rysownika o pseudonimie Seth.

Ci, którzy oczekują więcej nawiązań do Serii Niefortunnych Zdarzeń nie powinni poczuć się zawiedzeni (być może znajdzie się i rozwiązanie jednej z największych jej tajemnic). Za to na pewno nie zdziwi ich forma zakończenia, zapowiadającego wyraźnie kolejną część i dalsze rozwiązywanie tajemnic, nie do końca jasnych.

To właśnie wielbicielom Serii Niefortunnych Zdarzeń najserdeczniej polecam Kto to być może o tej porze?, ale nie tylko im, bo powieść z całą pewnością zasługuje na uwagę. Jest niesztampowo ekstraordynaryjna, nietuzinkowo oryginalna, dlatego tych, którzy potrafią docenić wyjątkowy styl oraz lekko obłąkany klimat, zapraszam z wizytą do Splamionego Nadmorskiego. I niech lepiej niewłaściwe pytania nie padną z Waszych ust.

Ocena: świetna

sobota, 22 marca 2014

Numery. Czas uciekać

Jak by to było znać datę swojej śmierci? Przypuszczam, że znalazłoby niewielu takich, którzy chcieliby posiąść tę wiedzę. Każdy z nas wie, o zbliżającym się końcu, a jednak nieświadomość daty pozwala o tym zapomnieć. A jeśli znałbyś datę śmierci nie swoją, lecz bliskiej osoby? Rodzi się tu mnóstwo pytań i przypuszczeń, jak należałoby postąpić. Z takimi problemami styka się główna bohaterka powieści Rachel Ward pt. Numery. Czas uciekać.

Jem jest piętnastoletnią dziewczyną, żyjącą zawsze na uboczu. Minęło już parę lat, od momentu śmierci jej matki w wyniku przedawkowania narkotyków. Od tego czasu Jem trafia do kolejnych rodzin zastępczych, ale wie, że i tak nie odnajdzie swojego miejsca na ziemi. A to wszystko przez przerażającą zdolność, którą musi skrywać. W oczach wszystkich ludzi dostrzega numery. Numery oznaczające ich datę śmierci.

Nic dziwnego, że Jem stara się unikać ludzi. Nie chce patrzeć w ich twarze i widzieć złowieszczych numerów. Dokładając do tego trudne życiowe doświadczenia, dziewczyna stała się wyrzutkiem bez widoków na przyszłość.
Lecz coś się odmienia, kiedy przychodzi w jedno ze swoich stałych miejsc i spotyka znajomego ze szkoły, Pająka. Numery w jego oczach nie dają mu żadnych szans na życie: zostało mu zaledwie kilka tygodni. Jem próbuje trzymać się z daleka od czarnoskórego chłopaka, ale czas zbliża ich do siebie. Dziewczyna po raz kolejny zada sobie pytanie, czy numery w jej głowie mogą się zmienić...

Narracja powieści została poprowadzona bardzo ciekawie, całą historię przedstawia nam główna bohaterka. Dzięki temu możemy ją lepiej zrozumieć, co przy narracji trzecioosobowej niekoniecznie by się powiodło. Narratorowi w postaci Jem zdarza się zwrócić do czytelnika, przez co ten czuje, jakby bohaterka naprawdę opowiadała mu swoje przeżycia.

Fabule i akcji nie można wiele zarzucić. Czasem pojawia się jakaś nieścisłość logiczna, ale nie powinny mieć one wpływu na odbiór powieści. Zastanawiałem się, czy gdyby pominąć elementy fantastyczne, powieść nadal by działała i myślę, że wciąż byłaby to niezła młodzieżowa lektura. Co prawda numery dodają tu wiele dramatyzmu, ale z początku znajdują się tylko w tle, nie stanowiąc głównej osi powieści.

Numery. Czas uciekać to książka na dobrym poziomie, dostarczy na pewno wielu emocji. Zakończenie również należy uznać za ciekawe i udane. Wątki powieści zostały domknięte (kolejne tomy posiadać będą innych głównych bohaterów), można więc sięgnąć jedynie po ten tom i nie czuć się pozostawionym w środku zdarzeń po skończeniu lektury. Wszystkim zainteresowanym polecam.

Ocena: dobra

czwartek, 6 marca 2014

Dom z papieru

Carlos María Domínguez jest argentyńskim pisarzem i dziennikarzem, od wielu lat zamieszkałym w stolicy Urugwaju, Montevideo. Dotychczas napisał około dwudziestu powieści; w Polsce ukazała się jedna z nich, pod tytułem Dom z papieru.

Dom z papieru jest krótką powiastką mieszczącą się na stu stronach. Opowiada o pewnym wykładowcy, który otrzymuje zaskakującą przesyłkę - zniszczony egzemplarz powieści Josepha Conrada Smuga cienia, który pokrywa warstwa cementu. Przesyłka de facto jest zaadresowana do Blumy Lennon, jego koleżanki z Uniwersytetu Cambridge, lecz ta zginęła właśnie pod kołami samochodu, podczas lektury wierszy Emily Dickinson. Profesor decyduje się na podróż do Urugwaju, skąd pochodzi intrygująca przesyłka, aby dowiedzieć się, jaka historia wiąże się z otrzymaną książką.

Powieść opiera się na ciekawym pomyśle. Na jej stronach przeczytać możemy o miłośnikach książek, których pasja doprowadza do szaleństwa. Każdy bibliofil zrozumie (przynajmniej częściowo) namiętności, które targają bohaterami Domu z papieru. Domínguez ironicznie pokazuje, że książki mogą być wręcz niebezpieczne dla życia. W końcu właśnie przez książkę Bluma straciła swoje. Do czego może posunąć się maniakalny kolekcjoner książek?

Ciekawa tematyka nie pozwoliła mi jednakże wciągnąć się w lekturę na tyle, ile bym od niej oczekiwał. Powiastka napisana jest raczej przeciętnie. Styl nie wywarł na mnie większego wrażenia, nic konkretnego w tym względzie nie zapadło mi w pamięć. I chyba taka właśnie jest dla mnie ta książka. Przeczytana bez większych emocji, z interesującym pomysłem, a jednak bez tej iskry, dzięki której mógłbym zapamiętać ją na dłużej.

Dom z papieru można potraktować jako ciekawostkę. Spodobać się powinna szczególnie molom książkowym, aczkolwiek nie sądzę, aby była to "piękna powieść, stworzona, aby czytać ją bez końca" - jak widnieje na odwrocie okładki. Wydaje mi się, że istnieje wiele innych powieści o książkach, napisanych w ciekawszy sposób.

Ocena: przeciętna

wtorek, 18 lutego 2014

Jądro ziemi

To jest recenzja trzeciego tomu Innego świata Maxime'a Chattama. Recenzje poprzednich tomów: Przymierze trojga, Królowa Marloncja.

Zapowiadana jako trylogia seria Maxime'a Chattama zebrała różnorodne opinie, od tych pozytywnych, po skrajnie negatywne. O ile przy pierwszym tomie opowiadałem się zdecydowanie za, z Jądrem ziemi mam ogromny problem. Podczas czytania targały mną sprzeczne emocje. Co z tego wynikło?

Matt i Amber dotarli wreszcie do Edenu, największej osady Piotrusiów. Wojna pomiędzy dziećmi i złowrogimi Cynikami jest nieunikniona. Mattowi nie daje także spokoju myśl o jego przyjacielu pochłoniętym przez Rauperodena, nieodgadnioną postać, nieustająco podążającą za chłopakiem. Uratowanie przyjaciela musi jednak poczekać, a teraz Matta, Amber i innych Piotrusiów z Edenu czeka misja dotarcia do Marloncji, aby dowiedzieć się, do czego służy plan znajdujący się na skórze Amber.

Cóż, opis ten wyda się pewnie niektórym cudaczny, ale w pełni to rozumiem. Autor wykorzystuje w swojej powieści nawał pomysłów, z których wiele do udanych zaliczyć się nie da. Chattam często wykorzystuje ten typ pomysłów, czekających tylko na kozła ofiarnego, który się nimi posłuży. Innymi słowy, lepiej gdyby nie przyszły mu one do głowy, albo gdyby chociaż potrafił je zignorować. Na szczęście znalazły się i takie, które zapadły mi w pamięć w pozytywnym znaczeniu.

W recenzjach poprzednich tomów chwaliłem mnogość niebezpieczeństw, jaka napotyka bohaterów, tym razem muszę się do tego przyczepić. Stworów stanowiących zagrożenie jest tak dużo, że praktycznie wszystko przestaje zaskakiwać. Są też sytuacje, z których bohaterowie cudem wychodzą z opresji, a prawda jest taka, że powinni po drodze zginąć już sto razy. 

Kolejnym mankamentem, który może irytować, jest fakt, że bohaterowie zbyt szybko domyślają się właściwego rozwiązania. Nawet w przypadku, gdy nie mają takiego prawa. Niemal wszystko idzie po ich myśli. Zdarzają się tu śmierci pobocznych bohaterów, ale czytelnikowi nie zrobi to różnicy. A to dlatego, że większość z nich jest strasznie płaska. Według autora niby coś tam ich wyróżnia, ale nie przekłada się to zanadto na ich charakter. Na plus natomiast zaliczyć należy bardzo dobre odczytywanie przez autora emocji głównych bohaterów, szczególnie w przypadku Matta.

W samym początku Jądra ziemi trudno było mi się odnaleźć. Poprzedni tom czytałem rok temu, dlatego nie pamiętałem wszystkiego dokładnie, a Chattam nie raczył w jakikolwiek sposób przypomnieć wydarzeń sprzed tej części - kontynuuje historię jakby po skończeniu rozdziału. Dlatego najlepiej zacząć czytać Jądro ziemi tuż po przeczytaniu Królowej Marloncji. Do autora można mieć też żal za to, że nie przywiązał takiej wagi do stylu, jak to czynił w pierwszych tomach. Zdecydowanie rzadziej operuje zaskakującymi porównaniami.

Tym razem nazbierało się zdecydowanie więcej wad, a jednak niektóre fragmenty tego tomu naprawdę mnie wciągnęły. Wyjaśniając kwestię trylogii, tworzy ona jakąś całość, lecz autor kontynuuje ideę Innego świata wraz z bohaterami w tak zwanym drugim cyklu. Prawdę mówiąc, ciekawy jestem co jeszcze wykombinuje ten francuski pisarz, dlatego kiedyś sięgnę po kontynuację. A dla innych wskazówka: czytać tylko gdy złapie ochota na przygodę w pełnym niebezpieczeństw, dystopicznym świecie.

Ocena: przeciętna

piątek, 14 lutego 2014

Wyniki konkursu z Ostatnią spowiedzią

Uwaga, uwaga, nadszedł dzień ogłoszenia wyników konkursu. Dziękuję za wszystkie zgłoszenia i propozycje książek - niektóre okazały się interesujące, inne zaś zaskakujące! :)

Zwycięzca został wylosowany przez komputer, wszystko odbyło się za zamkniętymi drzwiami w pilnie strzeżonym miejscu...

Kliknij w poniższy przycisk i dowiedz się, kto jest zwycięzcą!



Gratulacje! :)

Ze zwycięzcą skontaktuję się mailowo już wkrótce.

Pozdrawiam!

sobota, 8 lutego 2014

Przygoda z owcą

Człowiek budzi się rano i wie, że ma w sobie owcę. To bardzo naturalne uczucie. - wystarczyło mi tylko spojrzeć na okładkę, przeczytać to zdanie i już wychodziłem z biblioteki z książką, o której wcześniej nawet nie słyszałem. Oczywiście samego Haruki Murakamiego kojarzyłem, lecz Przygoda z owcą stała się pierwszym moim spotkaniem z tym japońskim autorem. Nadszedł czas poznać jego pióro.

W Przygodzie z owcą poznajemy blisko trzydziestoletniego mężczyznę. Mężczyzna mieszka w Tokio i jest całkowicie zwyczajny. Właśnie rozwodzi się z żoną. Poznaje dziewczynę o nadzwyczajnych uszach. A teraz musi wyruszyć w poszukiwanie owcy z gwiazdą na plecach. Problem w tym, że taka owca nie istnieje. Mężczyzna jednakże nie ma nic do stracenia i podejmuje nie do końca zrozumiałą wędrówkę.

Tak jak się spodziewałem, mamy tu do czynienia z dziwną powieścią. Nawet nie same nietypowe wydarzenia, lecz oderwane od rzeczywistości rozmowy bohaterów najbardziej zapadły mi w pamięć. Główny bohater przyjmuje wszystko do wiadomości bez mrugnięcia okiem i podąża drogą, na którą inni by się nie zdecydowali. Dialogi wypełnione są ciekawymi metafizycznymi rozmyślaniami, niektóre punkty widzenia były dla mnie zaskakujące.

Warto zauważyć, że powieść jest niemal całkowicie pozbawiona imion. Partner z pracy nazywany jest po prostu partnerem, dziewczyna z magicznymi uszami - dziewczyną itd. Zastosowanie tego zabiegu na szczęście nie mąci czytelnikowi w zrozumieniu kto jest kim.

Styl Murakamiego jest interesujący, niektóre połączenia wyrazów bardzo mi się spodobały. Końcówka książki utrzymana jest w dziwnej stylistyce. Praktycznie nic się w niej nie dzieje, bohater wykonuje codzienne czynności, żyje jakby w zawieszeniu i tylko od czasu do czasu autor upuści jakiś nieregularny kleks, w wyniku którego dochodzi do nietypowego zdarzenia.

Prawdę mówiąc, nie wiem czy trafiło do mnie to, co chciał przekazać Murakami. Niemniej jest to całkiem przyjemna (mimo lekko melancholijnego nastroju) powieść. W końcu owce to takie sympatyczne zwierzęta. No chyba że mają wobec Ciebie jakiś plan.

Ocena: dobra

niedziela, 2 lutego 2014

Aktualności - luty 2014

Cześć wszystkim!

Z powodu zaliczeń i sesji na studiach, mam niewiele czasu na pisanie recenzji i odwiedzanie Waszych blogów, ale wkrótce postaram się to nadrobić.

Przy okazji informuję już bardziej oficjalnie o powstaniu strony na facebooku mojego bloga, więc zapraszam do polubienia ;D



Przypominam o trwającym konkursie - do wygrania Ostatnia spowiedź - Tom I Niny Reichter.

A teraz jeszcze o pomyśle, na który wpadłem jakiś czas temu i uznałem, że powinienem go zrealizować. Otóż są takie książki, po których przeczytaniu nie możemy wyjść z podziwu dla autora. Niektóre z nich wciągają nas bardziej, inne mniej, jednakże nawet w przypadku tych mniej wciągających często można dostrzec niebywały kunszt. Stworzyłem więc taką wlepkę, którą będę umieszczać pod recenzjami książek, których autorzy zasługują na wyróżnienie za styl, konstrukcję lub/i wartości przekazywane w powieści.


Z dotychczas napisanych recenzji wlepkę otrzymują:
John Harding za Siostrzycę
Suzanne Collins za Igrzyska śmierci (trylogia)
David Mitchell za Atlas chmur
Robert McCammon za Magiczne lata
Markus Zusak za Złodziejkę książek

Oczywiście niektórzy mogą się nie zgodzić z moimi wyróżnieniami, lecz sądzę, że nie dałem go nikomu bez powodu :)

To wszystko na dziś, trzymajcie się!

niedziela, 26 stycznia 2014

Kolonie Knellera

Etgar Keret to izraelski pisarz, specjalizujący się w krótkich opowiadaniach. Kolonie Knellera to już trzeci jego zbiór (po Nagle pukanie do drzwi i Rurach), z którym miałem przyjemność się zapoznać. Jest coś, co sprawia, że chętnie  po nie sięgam. Być może to po prostu owa krótkość, dzięki której w każdej wolnej chwili można przeczytać jeden utwór.

Tym razem oprócz paru króciutkich opowiadań autor przedstawił też dłuższe, stanowiące ponad połowę tego stu stronowego wydania - tytułowe Kolonie Knellera. Opiera się ono na ciekawym koncepcie świata, do którego trafiają ludzie po popełnieniu samobójstwa. Główny bohater o imieniu Chaim spotyka tu m.in. całą rodzinę samobójców. Nie może jednak przywyknąć do nowego otoczenia i kiedy dowiaduje się, że jego dziewczyna również popełniła samobójstwo, postanawia wyruszyć na jej poszukiwania. Po drodze napotyka interesującą Lihi.

W zasadzie streszczanie opowiadań Kereta mija się z celem. Najlepiej samemu je przeczytać. Jest w nich coś specyficznego. Elementów surrealizmu nie brakuje, a dzięki nim właśnie opowiadania są jedyne w swoim rodzaju. Styl autora jest bardzo prosty. To język, którym wiele osób posługuje się na co dzień. Od czasu do czasu pojawia się przekleństwo, ale nie ma mowy o nachalnym ich stosowaniu.

Kolonie Knellera to ciekawa pozycja. Choć dotychczas z dobytku autora najbardziej spodobało mi się Nagle pukanie do drzwi, to tytułowe opowiadanie w przedstawianym zbiorze nawet mnie zaskoczyło. Obawiałem się nieco, czy takie dłuższe przypadnie mi do gustu, lecz całkiem dobrze to wypadło.

Komu polecić książki Etgara Kereta? Szczerze powiedziawszy, nie mam pojęcia. Myślę, że taki zbiór dobrze sprawdziłby się na prezent dla zabieganej osoby. Na standardowe opowiadanie wystarczy poświęcić parę minut. Tyle wystarczy, żeby oderwać się od rzeczywistości i przenieść w kuriozalny świat Kereta.

Ocena: dobra

Na podstawie głównego opowiadania nakręcono film pod tytułem Tamten świat samobójców.

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Złodziejka książek

Na samym początku powiem, że nie przepadam za powieściami, których fabuła wiąże się z II wojną światową. Ten temat zawsze wydawał mi się za ciężki, dlatego nie sięgałem po powieści o tej tematyce. A jednak nie mogłem przejść obojętnie obok Złodziejki książek Markusa Zusaka, której akcja rozgrywa się w Niemczech, właśnie w czasie II wojny światowej. I absolutnie nie żałuję, że się z nią zapoznałem - wręcz przeciwnie, jestem z tego powodu szczęśliwy.

❦ Elementy wyróżniające Złodziejkę książek
1. Lekki, przyjemny styl autora
2. Ciężki temat opisany w przystępny sposób
3. Narratorem powieści jest Śmierć.

Uczynienie Śmierci narratorem okazało się fenomenalnym pomysłem. To właśnie z jej perspektywy poznajemy historię dziewczynki imieniem Liesel, która trafia pod opiekę małżeństwa Hubermannów, zamieszkujących fikcyjne miasteczko Molching tuż pod Monachium. Zaczyna się najczarniejszy okres w historii ludzkości, a Liesel nie dość, że musi pożegnać się z matką, to jej młodszy brat niespodziewanie umiera. Jedyne pocieszenie dziewczynka znajduje w książce, którą udaje jej się wtedy ukraść. Mimo że nie umie jeszcze czytać, jest to jej jedyna pamiątka wiążąca się niejako z przeszłością, którą teraz musi zupełnie porzucić.

❦ Co przydarzy się Liesel? ❦
1. Pozna cytrynowowłosego Rudy'ego, z którym bardzo się zaprzyjaźni
2. Pokocha nową rodzinę - grającego na akordeonie papę oraz sprośnie wyrażającą się, acz posiadającą wielkie serce mamę
3. Przywiąże się do ukrywanego w piwnicy Hubermannów Żyda o imieniu Max
4. Książki staną się jej zamiłowaniem


Markus Zusak pokazuje w swojej powieści, że podczas wojny ucierpiał tak naprawdę każdy człowiek. Niczemu niewinną Liesel spotkało tak wiele cierpienia, że można ją jedynie podziwiać za jej siłę i odwagę.
Wracając jeszcze do narracji - Śmierć często wyprzedza zdarzenia, o których aktualnie opowiada i pokazuje obrazy, które mają dopiero nastąpić. Jest to dobrze przemyślany zabieg, gdyż autor nie ma zamiaru znienacka zaskakiwać czytelnika, lecz chce, aby ten skupił się na samym przekazie książki.

Konstrukcja książki również zasługuje na uwagę. Śmierć co rusz wtrąca parę słów w formie takiej, na jąką pozwoliłem sobie powyżej. Powieść dzieli się na dziesięć części (plus prolog i epilog). Z ogromną przyjemnością chłonie się słowa spisane pięknym językiem przez autora. Operuje on sporą wiedzą, dzięki czemu mógł doskonale odwzorować nazistowskie Niemcy.

Jak wielką moc posiadają słowa? I jaką rolę odegrały książki w życiu Liesel? Zachęcam gorąco do poznania Złodziejki książek, lektury, po której  łzy popłynęły mi z oczu.

Ocena: świetna


wtorek, 14 stycznia 2014

Magiczne lata

Po przeczytaniu niektórych książek ciężko zebrać myśli. Na pewno i Wy czasem doświadczacie tego uczucia. Magiczne lata Roberta McCammona okazały się dla mnie właśnie taką książką. Zawarta w niej historia wzruszyła mnie swą szczerością już na samym początku.

Głównym bohaterem powieści jest dwunastoletni Cory, zamieszkały w miasteczku Zephyr w Alabamie. Są lata sześćdziesiąte XX wieku. Życie w Zephyr toczy się spokojnie, lecz pewnego ranka Cory wraz z ojcem są świadkami, jak rozpędzony samochód wjeżdża do jeziora. Dla ojca Cory'ego będzie to początek okropnych wizji, wspomnień wypadku i zmasakrowanej postaci siedzącej za kierownicą samochodu. Dla jego syna zagadka, kto jest sprawcą tego niechybnego morderstwa.

Wątek kryminalny jest tu jednak jednym z wielu, wcale nie mniej ważnych. Ponad sześćset stronicowa powieść, podzielona na cztery części (każda odpowiadająca porze roku), to zapis życia Cory'ego, jego przyjaciół, ale także mieszkańców miasteczka Zephyr. Codzienne sprawy opisane są tu równie ciekawie, co pojawiające się od czasu do czasu elementy fantastyczne. Ukazane społeczeństwo zostało bardzo dobrze odwzorowane, wraz z problemami, które dotykały żyjących w tych czasach ludzi. Osią całej książki jest zaś temat dzieciństwa i wiążącymi się z nim beztroskimi chwilami, poprzetykanymi goryczą życia.

Bardzo lubię książki, których protagonistą jest nastolatek, a skierowane są nie tylko do nich, lecz także, a nawet przede wszystkim do starszych odbiorców. Robert McCammon umieścił tu zapewne wiele swoich wspomnień, dzięki czemu powieść jest tak naturalna i tak prawdziwa. Znajdziemy w niej wiele mądrości. Magiczne lata są książką, która pozostawia po sobie to piękne wrażenie, występujące po zapoznaniu się z wartościową lekturą.

Powieść po raz pierwszy wydana była pod nazwą Chłopięce lata, lecz nie zyskała rozgłosu, dlatego chwała wydawnictwu Papierowy księżyc, że zdecydowało się wydać ją w Polsce jeszcze raz. W Magicznych latach odnajdziemy wszystko, co może wywołać silne emocje. Od wszelkich małych radości, przez miłość, niepewność, przyjaźń, aż po śmierć. Ta książka jest jak dobry przyjaciel. Dlatego mogę zarekomendować ją każdemu, kto tylko zainteresowany jest tą historią, a zwłaszcza tym, którzy tęsknią za swoimi własnymi magicznymi latami.

Ocena: świetna


sobota, 11 stycznia 2014

Konkurs z Ostatnią spowiedzią

Cześć, w końcu przyszła pora na konkurs. Do wygrania Ostatnia spowiedź - Tom I Niny Reichter. Zbliżają się ferie zimowe i wiele z Was pewnie gdzieś wyjedzie, jednak wybrałem datę, która powinna każdemu przypasować. Zapraszam do udziału!


Co i jak:
1. W konkursie mogą brać udział osoby posiadające konto na bloggerze lub Google+
2. Konkurs trwa do 12 lutego 2014 r. Wyniki ogłoszę 14 lutego.
3. Aby się zgłosić należy podać w komentarzu swoje imię oraz adres e-mail i odpowiedzieć na proste pytanie konkursowe.
4. Będzie mi miło, jeśli zostaniesz obserwatorem bloga, polubisz moją nową stronę na facebooku lub/i umieścisz powyższy banner na swoim blogu, ale nie jest to koniecznie.
5. Zwycięzca zostanie wybrany w drodze losowania.
6. Ze zwycięzcą skontaktuję się poprzez e-mail. Na dane adresowe do wysyłki czekam do 4 dni po ogłoszeniu wyników. Po tym czasie losuję kolejną osobę.
7. Nie wysyłam książki za granicę.
8. Konkurs odbędzie się, jeśli zgłosi się przynajmniej 15 osób.

Ta nagroda czeka na Ciebie! ;D
A teraz proste zadanie konkursowe.
W powieściach romantycznych lubuje się przede wszystkim płeć piękna. A czy znasz taki romans, który można by polecić także chłopakowi?

Przypominam, że pytanie to tylko dodatek, więc nie musicie się bardzo wysilać - zwycięzca zostanie wybrany poprzez losowanie :)

Jeszcze raz zapraszam do udziału!

wtorek, 7 stycznia 2014

Strych Tesli

Nikola Tesla to znane wszystkim nazwisko niezwykłego wynalazcy. Inżynier ten specjalizował się w energii elektrycznej, a jego wynalazków używamy do dziś. Tesla posiadał około 300 patentów, można więc sobie wyobrazić, jak błyskotliwy miał umysł. Wiedzieliście, że to on, a nie Marconi, tak naprawdę skonstruował radio? Na postaci słynnego wynalazcy Neal Shusterman i Eric Elfman postanowili stworzyć powieść dla młodzieży. I jeśli nie zaciekawił Was ten wstęp - tym bardziej czytajcie dalej!

Strych Tesli jest pierwszym tomem zapowiadanego jako trylogii Stowarzyszenia Accelerati. Bohaterem powieści jest czternastoletni Nick, który przeprowadza się z ojcem i bratem do Colorado Springs po tragicznym wypadku, jaki dotknął ich rodzinę na Florydzie. W nowym miejscu ma się więc zacząć nowe życie dla Slate'ów. Dla Nicka zaczyna się w bardzo nietypowy sposób. Chłopak organizuje przed domem wyprzedaż staroci znalezionych na strychu domu odziedziczonego po babce. Już podczas sprzedaży dochodzi do zaskakującego obrotu spraw, gdyż sąsiedzi za wszelką cenę chcą posiąść antyki Nicka. Wkrótce chłopak odkryje, że zagracony strych, który postanowił oczyścić, to nie zwyczajne poddasze, lecz strych należący w przeszłości do Tesli. A każdy ze sprzedanych przedmiotów skrywa przedziwne zastosowanie.

Fabuła nie koncentruje się jedynie na wątku głównym, lecz pokazuje także ciekawe postaci i ich problemy. Choć nawet one nie sprawiają, że powieść staje się choćby odrobinę cięższa - z tak przyjemną pozycją już dawno nie miałem do czynienia. Nim się obejrzałem, przewracałem ostatnie strony, mając ochotę na zdecydowanie więcej. Akcja powieści przebiega w niespodziewanym kierunku. Jak w wielu młodzieżowych powieściach tego typu pojawia się tajna organizacja, nie nastawiona zbyt przyjaźnie do bohaterów, jednakże konfrontacja z nimi została odłożona na później, a w Strychu Tesli bohaterowie będą musieli poradzić sobie z efektem ubocznym jednego z wynalazków. Owe wynalazki podbiły moje serce. Mamy tu na przykład magnetofon szpulowy, nagrywający myśli albo ogniwo, które ożywia zmarłych. Chyba wiele osób oddałoby swój dobytek, aby móc skorzystać z takich niezwykłych wynalazków.

Pomysł na powieść okazał się według mnie strzałem w dziesiątkę. Autorzy nawiązując do świata nauki stworzyli naładowaną pozytywną energią historię, przez którą czytelnik przebrnie lekko i z uśmiechem na twarzy. Książka zabarwiona jest nienachalnym humorem, który jest tu ogromną zaletą. Na pochwałę zasługuje też narracja powieści. Autorzy przywołują przeróżne ciekawostki, które odnoszą do sytuacji, w jakich znaleźli się bohaterowie. Narrator wszechwiedzący nie jest częstym zjawiskiem w dzisiejszej literaturze, dlatego bardzo miłą odmianą było zastosowanie przez autorów właśnie takiego stylu.

Strych Tesli to znakomita powieść młodzieżowa, dzięki której na pewno poprawi Wam się humor. Shusterman i Elfman odwalili kawał dobrej roboty, choć dzięki lekkości powieści zdaje się, jakby była to dla nich błahostka. Polska oprawa graficzna wspaniale zachęca do sięgnięcia po tę lekturę, a ja już nie mogę doczekać się powrotu na strych wiktoriańskiego domu w Colorado Springs.

Ocena: świetna

piątek, 3 stycznia 2014

Podsumowanie roku 2013

Mamy nowy rok i na blogach zaroiło się od podsumowań. Pewnie dostajecie już od tego niestrawności, ale także czuję się zobowiązany do napisania paru słów od siebie, a więc oto i moje podsumowanie :)


Na 2013 rok założyłem sobie przeczytanie 60 książek - i dokładnie tyle udało mi się przeczytać. Plan został wykonany, natomiast na 2014 rok zakładam sobie po prostu pobicie tego rekordu.

Przejdźmy do wyróżnień! Nie było łatwo wybrać najlepsze książki w paru kategoriach, ale ostatecznie postawiłem na podane przeczytane przeze mnie w tym roku tytuły:

Największe zaskoczenie
Recenzja
Kategoria, w której najtrudniej było mi wybrać zwycięzcę. Nie ze względu na to, że tak wiele powieści mnie zaskoczyło - zazwyczaj te dobre spełniły moje oczekiwania, a po te do których nie miałem zaufania po prostu nie sięgałem. Zaskoczyć mnie więc mogła tylko książka, którą zaproponowała mi przyjaciółka - Gdzie wasze ciała porzucone okazały się bardzo ciekawym science fiction.

Największe rozczarowanie
Recenzja
To jedyne negatywne wyróżnienie w zestawieniu. Choć zawiodłem się także na Zaklęciu dla Cameleon, po którym nie oczekiwałem jednak fajerwerków, największym rozczarowaniem były Światła września Carlosa Ruiza Zafóna. Oby ostatnim związanym z tym autorem, jednakowoż przeze mnie lubianym.

Najpiękniejsza powieść
Recenzja wkrótce!
Charlie Stephena Chbosky'ego to powieść, która wzruszyła mnie w tym roku najbardziej. Jestem pewien, że jeszcze kiedyś do niej powrócę. Jest to także moim zdaniem jedna z najlepszych powieści przeczytana przeze mnie w zeszłym roku.

Najbardziej emocjonująca powieść
Recenzja trylogii
Emocje, które wywołała we mnie ostatnia część trylogii Igrzyska śmierci trudno porównać do jakichkolwiek innych. Największy kac książkowy w życiu. Bez wątpienia zwycięzca w tej kategorii.

Najzabawniejsza powieść
Recenzja
Ponownie najbardziej rozbawiły mnie losy Atticusa z Kronik Żelaznego Druida. Czy można przeczytać tę książkę bez choćby jednego wybuchnięcia śmiechem?

Najlepsza kontynuacja
Recenzja
Wybór pomiędzy Kosogłosem a Ogniem o miano najlepszej kontynuacji do najłatwiejszych nie należał. Ostatecznie postanowiłem wyróżnić tę drugą, aby nie popaść w monotonię. Aczkolwiek nie oznacza to, że doskonała i trzymająca w napięciu kontynuacja Kręgu trafiła tu przypadkiem - wręcz przeciwnie!

Moje odkrycie roku
Recenzja
Czyli książka, którą przeczytałem dość przypadkowo, a która zyskała u mnie sporą przychylność. Nagle pukanie do drzwi Etgara Kereta skłoniło mnie do sięgnięcia po wcześniejsze zbiory krótkich opowiadań izraelskiego pisarza.

Najpiękniejsze wydanie
Recenzja
Myślałem nad kategorią Najpiękniejsza okładka, ale wybór okazał się zbyt trudny. Właściwie miałem to już zupełnie pominąć, ale wydanie Osobliwego domu pani Peregrine jest tak wspaniałe, że zasługuje na miejsce w tym zestawieniu!

Najlepsza książka roku
Recenzja trylogii
I w końcu główny tytuł, który wędruje do Kosogłosa Suzanne Collins! Powieść czytałem dokładnie rok temu, na początku stycznia. Przez cały rok żadna inna książka nie wywarła na mnie podobnego wrażenia.

Wyróżnienia
Recenzja
Magiczne lata Roberta McCammona umilały mi wakacyjny wyjazd. Piękna, ciepła i pełna mądrości powieść, którą bardzo miło wspominam i polecam każdemu.

Recenzja wkrótce!
I kolejna powieść, która zapadła mi w pamięć i na pewno z niej nie wyleci. Kraina traw jest powieścią wyjątkową, bezczelnie pozostawiającą bliznę w psychice!

Co najbardziej ucieszyło mnie w 2013 roku? Chyba ponowne wydanie Serii Niefortunnych Zdarzeń oraz zapowiedź jej prequela, na który jednak prawdopodobnie przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać.
Wielkie emocje wzbudził też film oparty na drugiej części Igrzysk Śmierci, W pierścieniu ognia. Fenomenalny pod każdym względem!

Czas na coś, czego i tak nikt nie czyta, a więc blogowe statystyki. Nie gratulujcie (i tak pewnie to zrobicie), zapisuję to tak tylko dla siebie, żeby mieć jakiś punkt odniesienia :P
Obecny licznik wyświetleń wskazuje liczbę 18 842. Oznacza to, że w zeszłym roku odwiedziliście mnie nieco ponad 15 tys. razy, za co bardzo Wam dziękuję.
Do obserwatorów bloga dołączyło 68 osób - aktualnie jest Was 106. Hurra!
Na blogu w 2013 roku pojawiło się 46 postów, niezbyt wiele, a to za sprawą tej okropnej przerwy trwającej prawie 3 miesiące! Co za hucpa!
Przybyło w nich 867 komentarzy. Stan obecny to 1241 komentarzy. Tu także dziękuję.
Najpopularniejsze recenzje z 2013 roku (jakoś dziwnie mi tu statystki pokazują liczbę wyświetleń, bo inaczej w zakładce ze statystykami a inaczej przy samych postach, więc zasugerowałem się komentarzami, które przepuściłem przez filtr, uwzględniając jeden komentarz od każdej osoby i nie licząc moich):
2. Szeptem (28)
Post najczęściej wyświetlany: Seria Niefortunnych Zdarzeń (538)

Koniec cyferek. Podsumowując, 2013 rok uważam za książkowo udany! A jak wy go oceniacie?
2014 czeka na podbój! Czy czekacie na jakieś wydarzenia, premiery książkowe w tym roku?

Niech moc będzie z Wami!