piątek, 26 kwietnia 2013

Zaklęcie dla Cameleon

Xanth to magiczna kraina pełna osobliwych roślin i zwierząt. Oprócz ludzi zamieszkują ją także centaury, harpie czy smoki. Młody Bink wychował się w tym świecie, ale niestety coś wyróżnia go od społeczeństwa rodzinnej wioski. Otóż Bink nie wykazuje żadnego talentu magicznego, wskutek czego wkrótce zostanie skazany na wygnanie z Xanthu do Przyziemia. By do tego nie dopuścić, wyrusza przez pełną niebezpieczeństw krainę w stronę zamku czarodzieja Humfreya, dzięki któremu ma nadzieję dowiedzieć się, czy jest jeszcze szansa na ratunek.

Zaczynając czytać Zaklęcie dla Cameleon, liczyłem na zabawną powieść z ciekawie wykreowanym fantastycznym światem. I rzeczywiście, w pewnym stopniu Xanth to ciekawa kraina, w której wierzby plątamoty rosną obok drzew dżinsowych lub chlebowych, a każda istota - nawet nie tylko istota, a przyroda nieożywiona także - wykazuje jakiś magiczny talent, nierzadko całkiem zwariowany.

Na tym jednak kończą się pozytywy. Nasz młody bohater opuszcza bezpieczną wioskę i przemierza lasy, łąki i rozpadliny, aby dotrzeć do celu. Problem w tym, że Xanth to właściwie pułapka na pułapce. Co pięć kroków czyha mięsożerna roślina, krwiożerczy wąż, woda w strumieniu zamieniająca pijącego zeń w rybę... i naprawdę nie wiem, jakim cudem w tej krainie jeszcze ktokolwiek pozostał żywy. W kwestii niebezpieczeństw autor wyraźnie przesadził.

Główny bohater to przykład irytującego wzoru cnót. Ponadto często miałem wrażenie, jakby urodził się wczoraj. Jego nagłe olśnienia, dzięki którym wykrywał uknuty przez kogoś blef były doprawdy powalające. Mimo, że narracja w powieści jest trzecioosobowa, to wypełnia ją aż nadto pełnych nieufności przemyśleń Binka. Od zdań rozpoczynających się od "A może...", "Jeśli...", "Chyba że..." aż mdli. Tak jakby autor panicznie bał się popełnić jakiś błąd logiczny i asekurował się podobnymi stwierdzeniami wyrażonymi błyskotliwymi myślami Binka. Ale i tak takich błędów można znaleźć co najmniej kilka.

Kolejną bolączką w Zaklęciu dla Cameleon są dialogi niewpasowujące się w sytuację. Podczas gdy w kierunku bohaterów zmierza potwór morski, ci ucinają sobie kolejną pogawędkę o możliwościach i ograniczeniach magii. Co tam, potwór może poczekać i nie ma się co denerwować. Takich nielogicznych zagrywek było niestety więcej i czasami nie pozostaje nic innego, jak tylko zrobić wyrażającego więcej niż tysiąc słów facepalma.

Pomimo moich negatywnych wrażeń, obiektywnie patrząc nie mogę zupełnie zniechęcić do sięgnięcia po Xanth. Skoro autor wydał już niemal 40 tomów w serii, to znaczy, że ktoś chce i lubi je czytać. Przypuszczam, że Zaklęcie dla Cameleon mogło być czymś świeżym i zaskakującym, kiedy zostało wydane po raz pierwszy, a było to w roku 1977. Dziś jednak zupełnie nie mieści się w standardach dobrej powieści. Parę ciekawych pomysłów nie wystarczy, żeby stworzyć przyjemną w czytaniu lekturę, jeśli wykonanie jest, co tu dużo mówić, godne pożałowania. Aby zakończyć pozytywnym akcentem, dodam tylko, że nowe polskie wydanie serii prezentuje się naprawdę pięknie. Xanth może przynajmniej stać na półce i ładnie wyglądać. Ale tylko tyle.

Ocena: słaba

16 komentarzy:

  1. Widziałam kilka książek z tej serii w bibliotece, ale gdy przeczytałam, że jest ich 40, zrobiłam wielkie wow. Nie raczej po takim przedstawieniu książki po nią nie sięgnę. Nie mnie podoba mi się to jak wyartykułowałeś wady. Świetne recenzja.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam do blogowej zabawy:

      http://ksiazkowyswiatpatrycji.blogspot.com/2013/04/stosik-z-dnia-ksiazki-zabawa-55.html

      Usuń
  2. Po Twojej recenzji książkę będę omijać szerokim łukiem ;p

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę, że faktycznie nie jest to książka warta przeczytania, ale nie oszukujmy się, z tasiemcowatymi seriami często tak bywa. Potencjał był,z tego co widzę, ale skoro na tym się skończyło, to podziękuję. Jestem zbyt wybredna jeśli chodzi o fantasy. Wolę chwilowo pozostać przy dwójce moich bogów tego gatunku, czyli Williamsie i pani Friedman.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wygląda na to, że po nią nie sięgnę. Ogólnie rzecz biorąc fabuła wcale mnie nie przekonała, jednak miło czytało się twoją recenzję ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. świetny blog tej książki nie czytałam a kocham czytać . po twojej recenzji natomiast nie jestem pozytywnie nastawiona do tej książki więc raczej nie przeczytam .

    OdpowiedzUsuń
  6. Ani klimat ani fabuła nie trafiają w moje gusta.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zdecydowanie nie dla mnie :(

    OdpowiedzUsuń
  8. bardzo podoba mi się, że piszesz krótko i na temat, jednak książka zdecydowanie nie jest dla mnie.

    Jeśli lubisz Harr’ego Pottera – zapraszam do mnie – autograf samej J.K. Rowling ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam tą książkę, ale w starym wydaniu. Raczej nie skuszę się na jej czytaniu.

    OdpowiedzUsuń
  10. Rzeczywiście, idealny bohater bywa denerwujący, przesada autora również, chyba więc nie sięgnę po tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziękuję za podesłanie linka do recenzji,
    została ona dodana do wyzwania.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. 40 książek! Robi wrażenie. Jednak jak widać z jakością już gorzej. Dobra, rzetelna recenzja:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mi się książka podobała. Zależy jaki ma się gust

    OdpowiedzUsuń

Bardzo zależy mi na Waszych komentarzach. Jeśli już tu trafiłeś/aś, pozostaw proszę po sobie choć słówko :)