niedziela, 14 kwietnia 2013

Atlas chmur

O Atlasie chmur zrobiło się głośno dzięki ekranizacji. To zresztą jeden z wielu takich przypadków, nawet w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Wyznając zasadę "Najpierw książka, potem film", czym prędzej sięgnąłem po powieść Davida Mitchella.

Atlas chmur to niezwykła książka. Autor zawarł w niej sześć mini-powieści, a każda z nich całkowicie różni się od pozostałych. I w tym tkwi właśnie niepowtarzalność dzieła Mitchella. Każdy z rozdziałów rozgrywa się w innych ramach czasowych oraz pisany jest innym stylem. Zwięźle postaram się je opisać.

Historia zaczyna się od dziennika pokładowego XIX-wiecznego notariusza Adama Ewinga, podróżującego z Australii do San Francisco. Jest to najcięższa część książki, a to przez staroświecki język, jakim posługuje się Ewing w swoim pamiętniku. Rozdział z dziennikiem urywa się nagle, by przejść do kolejnej historii - listów muzyka Roberta Frobishera z lat 30. XX wieku. W tym fragmencie już skutecznie wciągnąłem się w powieść, m.in. dzięki barwnym postaciom. Po listach następuje thriller z Luisą Rey w roli głównej. Jest to dziennikarka starająca się ujawnić prawdę o grożącym katastrofą reaktorze elektrowni. Także ta historia urywa się w momencie, w którym czytelnik w tradycyjnej powieści zmuszony zostałby do przeczytania kolejnego rozdziału. Upiorna udręka Timothy'ego Cavendisha to humorystyczna partia Atlasu chmur, opowiadająca o sześćdziesięciolatku z sardonicznym usposobieniem, któremu cały świat najwyraźniej postanowił rzucać kłody pod nogi. Po tej części przenosimy się do przyszłości. W formie wywiadu poznajemy Sonmi~451, sztucznie wytworzoną fabrykantę, usługującą niegdyś w podziemnej kantynie. Ostatni fragment to już upadek cywilizacji, czy jakby powiedział bohater będący narratorem tej części, "cylwizacji". Do języka mieszkańca hawajskiej wioski, podobnie jak w przypadku dziennika Ewinga, trzeba się przyzwyczaić. Po zakończeniu rozdziału z Zachariaszem następuje ponownie szokująca historia Sonmi~451, przezabawna część o Timothym Cavendishu, pełne napięcia dalsze losy Luisy Rey, następne listy Roberta Frobishera i zaskakująca końcówka z Adamem Ewingiem. Koło się zamyka.

Opis bądź co bądź długi, ale chciałem choć trochę przybliżyć sylwetki głównych bohaterów. David Mitchell stworzył kolaż różnych gatunków i co więcej, znakomicie odnalazł się w każdym z nich. Gdyby rozwinąć poszczególne części i wydać je jako osobne powieści, zapewne również odniosłyby jakiś sukces. Ale w tym właśnie tkwi siła Atlasu chmur, że bohaterowie odnajdują swoje cząstki poprzez meandry dziejów (że pozwolę posłużyć się tym ładnym określeniem z opisu na tyle okładki). I tak: muzyk czyta dziennik pokładowy, dziennikarka listy Frobishera, Cavendish powieść o Luisie Rey, fabrykanta ogląda losy Timothy'ego w postaci filmu, a Zachariasz opowiada o bogini Sonmi. Pojawia się także parę innych nawiązań pomiędzy losami bohaterów. Prawdę mówiąc spodziewałem się, że będzie ich więcej, ale okazały się one bardzo delikatne.

Ponownie wspomnę o języku. O sześciu różnych językach pojawiających się w powieści. To naprawdę świadczy o wielkości autora. Miszmasz gatunków musiał być sporym wyzwaniem, z którym Mitchell doskonale sobie poradził. Większość autorów odnajduje się tylko w jednym, ale nie David Mitchell. Chociażby z tego powodu warto przeczytać Atlas chmur. Ciekawie przedstawia się również geneza tytułu, ale o tym możecie dowiedzieć się sami.

Być może nie doceniam książki, podsumowując ją oceną tylko dobrą, ale jednak takie odczucie pozostawił na mnie Atlas chmur. Choć żałuję, że nie pojawiło się w niej więcej iskier pomiędzy żyjącymi w różnych czasach bohaterami, to niewątpliwie jest to dzieło, z którym warto się zapoznać.

Ocena: dobra



A jak Wam podobał się Atlas chmur? Która część najbardziej przypadła Wam do gustu? I czy ekranizacja sprostała Waszym oczekiwaniom? :)

23 komentarze:

  1. książka ciekawa, aczkolwiek trudna do czytania - momentami :)film lada dzień obejrzę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ani nie czytałam, ani ekranizacji nie oglądałam, ale muszę to nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie widziałam, nie czytałam, ale przeczytwaszy czwarty akapit Twej recenzji bardzo się Atlasem chmur zainteresowałam, to musiało nieźle wyglądać... Musze dorwać książkę, nie ma co! Najpierw książka, potem film, czyli prawidłowa kolejność ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam "Atlas chmur" ale początek był tak beznadziejny, że nie dałam rady przeczytać książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, początek jest trudny, ale potem już tylko coraz lepiej, dlatego warto się przemóc :)

      Usuń
  5. Ja wciąż do tej książki mam mieszane uczucia

    OdpowiedzUsuń
  6. 1) Przede wszystkim, "Atlas chmur" to MAG. MAG oznacza bez wątpienia lekturę wspaniałą i bogatą w emocje. Oprócz tego, że książka jest wydana przez wydawnictwo, na którego punkcie mam niemalże obsesję, została przypisana do Uczty Wyobraźni. Co z kolei oznacza, że powieść jest magiczna, ale również skomplikowana, trudna, pełna delikatnych połączeń, jak gdyby snutych przez pająka nici. Znaczy to tyle, że lektura jest dla mnie.
    2) Niestety, tym razem, wbrew zasadzie "najpierw książka, później film", naprzód zapoznałam się z ekranizacją. Wynikało to z faktu, iż w chwili obecnej jestem pozbawiona jakichkolwiek środków finansowych na zakup książek, a MAG, ponownie niestety, jest dość drogi. Poza tym, jako, że okładka filmowa skutecznie mnie odstrasza, musiałabym zamówić powieść przez internet, co zmusiłoby mnie do uiszczenia zapłaty za przesyłkę. W każdym razie, na pierwszy ogień poszedł film.
    3) Niesamowicie zainteresowała mnie historia młode muzyka - Roberta. Jego listy były najprzyjemniejszym elementem owej ekranizacji. Prawdę mówiąc, nie jestem w stanie wyobrazić sobie jakiejkolwiek książki z Uczty Wyobraźni w wersji filmowej, a to z powodu tego, że skupiają się one głównie na emocjach i barwnych opisach. Wpływają jakoś na czytelnika i trzeba się trochę wysilić, żeby dostrzec sens, jaki przekazują. Akcja odgrywa w nich drugorzędną rolę. Dlatego też, "Atlas chmur" jako film jest dziełem przeciętnym, tylko dla wytrwałych widzów. Większość określi go jako nudny i godny pożałowania wręcz, stwierdzając przy okazji, że pieniądze zostały wydane w błoto (jeśli ktoś poszedł do kina lub zakupił DVD). Osobiście, z wielką niecierpliwością oczekuję momentu, w którym będę mogła zapoznać się z pierwowzorem.

    Pozdrawiam,
    Himitsu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łał, dzięki za komentarz! :)
      Ja właśnie zastanawiam się, jak przeniesiono to na ekran, bo filmu jeszcze nie widziałem. I zgadza się, słyszałem od kilku znajomych, że jest nudny... no cóż, będę musiał się o tym sam przekonać - być może znając pierwowzór lepiej się go odbiera.
      A na przeczytanie powieści też się naczekałem. Musiałem zamówić ją w bibliotece i odczekać parę miesięcy w kolejce ;)
      Co do okładki filmowej - wyjątkowo mnie nie odstrasza, a nawet podoba mi się bardziej :)

      Usuń
    2. Obawiam się, że choć moje aktualne komentarze są w pewnej mierze interesujące nawet dla mnie samej, długie i treściwe wypowiedzi są skutkiem zapoznania się z postacią HPL-a i prawdopodobnie szybko przeminą. A po tym, znów wrócę do mojej monotonii krótkiego wysławiania się na jakikolwiek temat z braku odpowiednich treści w moich myślach ;)
      Co do filmu jeszcze. Oglądałam go wraz z rodziną (Nie w kinie i tu muszę przyznać, że akurat tego nie żałuję, bo nie jest to projekcja, którą warto by obejrzeć na dużym ekranie. Lepiej zrobić to w domowym zaciszu.) i z czterech widzów (wliczając w to mnie) tylko ja dotrwałam do końca. Najstarszy członek zgromadzenia uciął sobie w czasie seansu miłą drzemkę, widząc tylko początek i koniec filmu, a pozostała dwójka odeszła w połowie, twierdząc, że nie jest interesujący. Ktoś też wspomniał, że łatwo pogubić się w treści (w co jestem w stanie uwierzyć). Jednak, skoro czytałeś powieść, to myślę, że nawet, gdyby film Cię nie zainteresował, i tak obejrzysz do końca, chociaż po to, żeby sprawdzić jak reżyser odzwierciedlił książkę. A przynajmniej ja bym tak zrobiła ;)

      Usuń
    3. To tym bardziej z panem HPL-em się muszę zapoznać ;D Ciekawe czy na mnie też tak wpłynie!
      I racja, nawet jeśli film w połowie mnie znudzi, to wciąż będę ciekawy jak to wygląda dalej - więc na pewno obejrzę cały :)

      Usuń
  7. Mam ochotę na książkę i film:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Koniecznie chcę przeczytać! Głęboko wierzę w kunszt autorka, skoro potrafi stylizować język tak dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękuję za podesłanie linka do recenzji,
    została dodana do wyzwania.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawe czy książka została wydana z powodu filmu, czy z tego powodu że jest ciekawa ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Niestety oglądałam tylko ekranizację :) Zawiodłam się na całej linii :(

    OdpowiedzUsuń
  12. Za Atlas Chmur koniecznie kiedys musze sie zabrac, uwazam po recenzjach, ze kazdy powinnien ta ksiazke przeczytac.

    OdpowiedzUsuń
  13. Niestety jeszcze nie czytałam, filmu też nie oglądałam, ale zachęciłeś mnie. Nie wiedziałam do tej pory, że książka zawiera w sobie aż sześć różnych historii, intryguje mnie to ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ależ mnie zaciekawiłeś! Muszę koniecznie przeczytać "Atlas chmur" - zapowiada się ciekawa lektura, bogata w nietypowych bohaterów. :) Filmu jeszcze nie oglądałam, wyznając zasadę taką jak Ty. :)
    P.S. Widzę, że czytasz "Angelfall". I jak tam? :P

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam Atlas chmur na półce już od kilku miesięcy, ale zupełnie nie mogę się za nią zabrać. Film też mam w planach, tyle że również wolę najpierw zabrać się za książkę. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Tyle już się o niej nasłuchałam. Wiem, że koniecznie muszę ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  17. Mam film gdzieś w odmętach na dysku swojego komputera, ale chcę najpierw przeczytać książkę, co z kolei nie wiem, kiedy nastąpi. MAG niestety bardzo się ceni, a to mojego-aktualnie pustego- portfela, nie cieszy.

    OdpowiedzUsuń
  18. Film mam na płycie. Niebawem go obejrzę.

    OdpowiedzUsuń
  19. O filmie było głośno, ale na szczęście nie wybrałam się wtedy do kina. Najpierw zamierzam przeczytać powieść, a potem .. potem się zobaczy ; )
    Pozdrawiam i dodaję do obserwowanych ; )

    OdpowiedzUsuń

Bardzo zależy mi na Waszych komentarzach. Jeśli już tu trafiłeś/aś, pozostaw proszę po sobie choć słówko :)