wtorek, 24 września 2013

Metro 2033

Metro 2033 osiągnęło wielki sukces. Powieść Dmitrija Głuchowskiego stała się inspiracją dla wielu innych pisarzy, osadzających fabułę w środowisku postapokaliptycznym. A jak wygląda to w moich oczach, przeczytacie niżej.

Po katastrofie nuklearnej ludzie schronili się pod ziemią. Śmiercionośne promieniowanie wciąż się utrzymuje, ale ludzkość i tak zapomniała już o życiu na powierzchni. Teraz jej całym światem są tunele metra. Wytworzyły się w nich małe społeczności, osiadłe każda na swojej stacji. Podziemie nie jest bynajmniej oazą spokoju. W ciemnych tunelach czai się mnóstwo niebezpieczeństw.

W moskiewskim metrze na stacji WOGN zaczyna się rodzić niepokój, spowodowany napadami budzących grozę wyewoluowanych istot. Jeden z mieszkańców stacji, dwudziestoletni Artem, niespodziewanie natyka się na tajemniczego człowieka. Wyznacza mu on misję, od której mogą zależeć losy całego metra. Artem nigdy nie zapuszczał się wgłąb metra dalej niż parę stacji. Teraz przyjdzie mu skonfrontować nienapawające optymizmem historie z rzeczywistością.

Jeszcze przed rozpoczęciem lektury, zajrzałem do dołączonej do książki mapki przedstawiającej moskiewskie metro. Plan opatrzony jest przeróżnymi symbolami, oznaczającymi np. Czwartą Rzeszę, stacje zajęte przez mutanty, zagrożenie psychiczne... zapowiada się dobra "zabawa" - pomyślałem. I faktycznie, podczas całej powieści Artem stawi czoła niejednemu niebezpieczeństwu napotkanemu w tunelach. Na studiowanie planu i poszukiwanie wspominanych przez bohaterów stacji schodzi sporo czasu.

Autor nie szczędzi słów. Mieszkańcy metra to w dużej mierze gawędziarze, których główną rozrywką jest opowiadanie sobie niesamowitych opowieści z najdalszych stacji w długich monologach. Liczne opisy wytwarzają odpowiednią atmosferę i pozwalają dogłębnie poznać nowe, ogarnięte marazmem społeczeństwo. Zaznajamianie się z tym światem to prawdziwa frajda dla każdego wymagającego entuzjasty science fiction. Metro jest różnorodne. Jedne stacje do cna przeniknął strach, podczas gdy inne tętnią życiem.

Niestety i Metro 2033 nie ustrzegło się wad. W pewnym momencie pojawiają się dość tandetne zagrania ze strony autora, które absolutnie nie pasują do historii. Zakończenie zakrawa o absurd. Autor raczy sobie żartować! Wyjaśnienie przedstawione na końcu jest niespójne z tym, o czym można było czytać przez całą książkę. Jedynym ratunkiem dla tej wersji jest uznanie Artema za niezrównoważonego psychicznie. A skoro mowa o głównym bohaterze: nie był on postacią charyzmatyczną, ale cóż, nie każdy bohater musi mieć silną osobowość.

W późniejszym wydaniu do głównej powieści dołączony jest bonus w postaci alternatywnego zakończenia. Przez większość osób uznany on zostanie za zupełnie niepotrzebny. Mam wrażenie, że autor się zreflektował i dodał parę słów, żeby zakończenie stało się spójniejsze. Nie trzeba jednak go uznawać.

Nie potrafię ocenić książki na podstawie brzydkiego cienia, rzucanego na całą powieść przez fatalne w mojej opinii zakończenie; choć druga połowa także nieco kulała, pierwsza pozostawiła rewelacyjne wrażenie. Całościowo więc...

Ocena: dobra

19 komentarzy:

  1. Zacząłem tę książkę czytać, ale przerwałem i nie dokończyłem. Na razie nie zamierzam do pozycji wracać ale może w przyszłości przeczytam :) Pozdrawiam i przy okazji zapraszam na nową recenzję! (dzięki za wstawienie bannera rozdania c:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyznam, że książka wydaje się intrygująca, ale nie wiem, czy to tak do końca moje klimaty :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja mam wielką ochotę na całą serię:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiele recenzji tej książki już widziałam, ale póki co nie bardzo mam na nią ochotę...

    OdpowiedzUsuń
  5. Poluję na nią zawsze w bibliotece, ale nigdy jej nie ma :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Widzę, że to bardzo nierówna książka. Z ciekawości bym ją przeczytała.

    OdpowiedzUsuń
  7. Gdybym miała okazję, pewnie bym przeczytała, ale ogólnie rzecz biorąc nie ciągnie mnie do niej. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam te ksiazke na poleczce wiec nie zaskodzi przeczytac :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawe, ciekawe... Dam jej szansę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Hmm... Raczej nie dla mnie. A przynajmniej nie teraz.

    OdpowiedzUsuń
  11. A jak dla mnie ta książka jest bardzo infantylna. Myślałam, że skoro autor to Rosjanin to będzie jakoś ostro, może nawet trochę makabrycznie ale to co tam się dzieje jest przeraźliwie nudne. Zaś najgorsze w tej książce jest to, że bohater wypełnia swoje zadanie, ale kompletnie nie dzięki swoim umiejętnościom. Nie podejmuje kompletnie żadnych decyzji, a jak tylko pojawia się problem to Los sam wybiera mu drogę (ktoś go złapał, ktoś go ratuje i tak dalej). Jak dla mnie było to bardzo irytujące, bo nawet pięcioletnia dziewczynka i to w dodatku niezbyt ogarnięta, w taki sposób wypełniłaby owo ważne zadanie. Naprawdę nie mam pojęcia jak ta książka może być dla kogokolwiek świetna (a przecież tyle osób sobie ją chwali i skądś rozwinęło się całe uniwersum). A nazywanie tego Sci-Fi jest obrazą dla tego gatunku.

    OdpowiedzUsuń
  12. Dla ciekawskich, którzy lubią czytać dużo: TEN KOMENTARZ MOŻE ZAWIERAĆ SPOILEROWANIE TREŚCI KSIĄZKI. Odradza się więc czytanie go osobom, które zamierzają się bliżej zaznajomić z wyżej recenzowaną fabułą.
    No, skoro mam już czyste sumienie i ostrzegłam wszystkich niewinnych napalonych na Metro, mogę przejść do wypowiadania się. Tak słowem wstępu jeszcze wybacz zwłokę, ale brak czasu i choróbsko - to wszystko tłumaczy.
    W stu procentach zgadzam się z Anonimem powyżej i, naturalnie, prawie wcale nie zgadzam się z Tobą. :D O, chyba jedyny punkt, gdzie patrzymy względnie podobnie, to mapka, przy której schodzi się naprawdę ogrom minut, z czasem aż odechciewało mi się szukać kolejnych stacji. Sam rozdział - nudny i zupełnie niewciągający, przez co na czytaniu go schodziło mi się bita godzinę, a w dodatku kolejne pół musiałam szukać drogi Artema, która tak właściwie w pewnych momentach wydawała mi się nawet dosyć niejasna. Tak skoro już zahaczyłam o Artema - główny bohater to totalna życiowa ciamajda, a że mam uczulenie na podobnych ludzi, nic więc dziwnego, że go nie znoszę. Równoznaczne jest z tym, że książkę czytało się dwa razy ciężej, za co autor już na wstępie łapie punkty ujemne. Co lepiej, jak wspomniała pani powyżej, owszem, wykonuje powierzone mu zadanie, jednak tylko naprawdę cholernie wielkim przypadkiem, zrządzeniem losu czy czymkolwiek tam, bo on sam w sobie nie miał do tego kompletnie żadnych predyspozycji. Zachowywał się jak dziecko we mgle, w dodatku miał tendencję do użalania się. Albo z kolei w drugą stronę - do totalnej obojętności, jak w przypadku zabicia staruszka, de facto z jego [Artema] winy właśnie. Nie przejął się tym zupełnie, choć to jeszcze można jakoś tam zrozumieć, zważywszy na fakt, że był chłopak po cięższych przeżyciach. Niemniej odniosłam wrażenie, że śmierć Michiła miejsce miała tylko dlatego, że postać przestała być potrzebna, podobnie z Wanieczką, nie przypominam sobie, po kiego grzyba on tam w ogóle był. A nie, czekaj. Po śmierci Wanieczki Artem na sekundę nabrał kolorów, mordując faszystowskiego oficera. To był chyba jedyny przejaw charakteru z jego strony. Glykhovsky w ogóle, jak zauważyłam, ma tendencje do mordowania postaci, które przestają być potrzebne. Kończąc jednak o Artemie - byłby do przełknięcie, ale to chłopak, który w ogóle nie ma ani mózgu, ani własnego zdania i właściwie wszystko, co zawdzięcza, zawdzięcza osobom trzecim.
    Idąc dalej, pisałeś o opisach, które nadają esencji całej powieści. Z tym kompletnie nie mogę się zgodzić. Dla mnie osobiście opisy te były zupełną porażką, były nudne i mdłe, zbyt długie, czasami niepotrzebne wręcz, w większości zwyczajnie wyłączałam się już nie dalej jak po stronie, przez co niestety często gęsto musiałam się cofać. Cierpi na tym również akcja, niepotrzebnie staje się przewlekła, a przyznaję, że tej już samej w sobie w książce w porównaniu do objętości jest niewiele. Jedyne przebłyski, jakie zanotowałam, miały miejsce gdzieś w okolicy 7-8 rozdziału. Ale prawdopodobnie odnotowałam to tylko i wyłącznie dlatego, że wtedy Artem zaczął się zachowywać jak normalny, zdrowy człowiek, któremu przyszło żyć w tak trudnych czasach i zamiast martwić się o życie człowieka, który jeszcze chwilę temu przystawiał mu pistolet do łba, po ludzku zaczął się w końcu martwić o własną dupę. Potem coś mi się zadziało dopiero w okolicach trzynastego rozdziału. Nie rozumiem tylko, dlaczego Artem w obleganym przez zmutowane stworzenia budynku urządza sobie wycieczki krajoznawcze po swoim dawnym mieszkaniu. To jest już absurd nad absurdy, bo tuż za drzwiami czeka mutant gotowy go zeżreć, a on sobie ogląda stare meble i zdjęcia. No i w dodatku co za zdumiewające zrządzenie losu, że trafia akurat do własnego mieszkania. Idiotyzm, który pewnie byłby mniej idiotyczny, gdyby był przedstawiony zupełnie inaczej. Albo to ja nie potrafię ocenić sprawy obiektywnie, co bardzo możliwe, biorąc pod uwagę fakt, jak wielką niechęć budzi we mnie ta książka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspominałeś o zakończeniu. Cytując Twoje własne słowa - zakrawa na absurd. Z tym się muszę zgodzić, to fakt, ale jako że to był jedyny moment, który względnie mnie w tej książce zaskoczył, byłabym skłonna uznać je nawet za coś pozytywnego w tej książce, gdyby nie to wielce melodramatyczne zakończenie, w którym to Artem zdejmuje maskę i z wyprostowaną piersią wkracza na napromieniowaną ziemię. I choć w pewnym sensie masz rację, że jest to nie do końca spójne z ogólną fabułą, to jednak jakaś pokrętna logika się w tym kryje. Ale już Ci tym bloga zaśmiecać nie będę, jeśli chcesz na ten temat podyskutować, to w moim profilu jest mail, pisz w razie czego, nie ma problemu.
      Słowem podsumowania – nigdy nie nazwałabym tej książki świetną, nie rozumiem jej fenomenu i zaczynam wątpić, czy dzisiejsze społeczeństwo używa choć odrobiny mózgu, skoro tak dobrze została przyjęta. Aczkolwiek Metro 2033 to i tak nic w porównaniu z jego następną częścią. Metro 2034 jest już zupełną porażką i jeżeli tu doszukiwałaś się absurdalnego zakończenia, dla mnie cały sequel jest jednym wielkim absurdem.
      No i tego, chyba udało mi się powstrzymać od zbyt wielkiej ilości zbędnych spoilerów, uf. ;)

      Usuń
    2. NAJDŁUŻSZY KOMENTARZ EVER XD
      Jestem pod wrażeniem ogólnie! I niesamowite, bo wczoraj rozmawiałem z przyjaciółką o tej książce i niemal słowo w słowo powiedziała to co Ty teraz! Zarówno o bohaterze jak i zakończeniu.
      No i cóż, na pewno wiele w tym racji. Tak jak napisałem, główny bohater bez charakteru, ale jakoś byłem w stanie to znieść xD Opisy akurat mnie nie męczyły, to już jak kto czuje, dla mnie były w porządku.
      I skoro już mówimy o konkretnych fragmentach to właśnie też mnie załamała ta scena w mieszkaniu. Albo ten z Wybrańcem i przywołaniem przez księgę...
      "Metra 2034" na razie nie będę ruszał, zresztą o tym sequelu to nawet więcej negatywnych opinii można znaleźć niż pozytywnych, w przeciwieństwie do 2033. Ale pewnie kiedyś sprawdzę tę absurdalność xD

      Usuń
    3. Czasem się mnie tak zdarza, wybacz. Zresztą, pewnie byłby dłuższy, gdybym się w ostateczności nie powstrzymała od wywlekania bardziej szczegółowych brudów. :D
      Hm, może mam jakąś telepatyczną więź z Twoją przyjaciółką? Ostatnio często mi się to zdarza. Co do samego Wybrańca... Och, oczywiście nie ma w tym żadnego podobieństwa do chłopca, Który Przeżył, ani odrobinki! To oczywisty sarkazm, ale nie wiem, czy przez klawiaturę da się go tak cudownie wyczuć, jakby mi się marzyło.W każdym razie dla mnie podobieństwo jest wręcz bolące. Samego powoływania przez księgę nawet nie będę komentowała.
      Powiem Ci - wszystkie te negatywne opinie a propos Metra 2034 są jak najbardziej słuszne. Jak mówiłam wyżej, w porównaniu z drugą częścią, pierwszą faktycznie można uznać za znośną.

      Usuń
  13. Ostatnio coraz więcej jest powieści postapokaliptycznych. Muszę przyznać, że są to zdecydowanie moje klimaty, ale po tę książkę raczej nie sięgnę. Fabuła aż tak do mnie nie przemawia.

    OdpowiedzUsuń
  14. Grałam w Metro 2033 na steamie, bardzo klimatyczna gierka. Wypożyczyłam sobie książkę i zaczęłam czytać, ale spóźniłam się i musiałam oddać do biblioteki. Jednak trochę mnie męczyły te przydługie opisy, może ten typ książek po prostu nie jest dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Apko,

    a kiedy zrobisz recenzję Cosia? Czy jak zwykle będziesz mieć to w dupie?

    OdpowiedzUsuń

Bardzo zależy mi na Waszych komentarzach. Jeśli już tu trafiłeś/aś, pozostaw proszę po sobie choć słówko :)