piątek, 29 marca 2013

Raz wiedźmie śmierć

To jest recenzja drugiej części Kronik Żelaznego Druida. Recenzja pierwszego tomu tutaj.

Atticus O'Sullivan, 2100-letni druid, wypełnił swoje zadanie. Liczne potyczki z bogami panteonu celtyckiego nieźle dały mu w kość, ale to wcale nie koniec problemów. Po wyczynie, którego dokonał, zgłasza się do niego mnóstwo innych bogów, którzy chcą, by Atticus załatwił dla nich pewne niewygodne sprawy. Na potencjalną ofiarę szczególnie upodobali sobie islandzkiego boga piorunów Thora, ale druid wcale nie ma zamiaru dolewać oliwy do ognia. Tymczasem coś innego staje mu na przeszkodzie. I nie jest to bynajmniej jedna przeszkoda.

Podobnie jak w Na psa urok Kevin Hearne wypełnia swą powieść mnóstwem akcji. Nie ma chwili wytchnienia pomiędzy kolejnymi wydarzeniami, których dzięki wielowątkowości jest ogrom. Atticus będzie musiał się zmierzyć z demonami pozostałymi po ostatniej bitwie, wywołującymi seksualne szaleństwo bachantkami z Las Vegas oraz śmiertelnie niebezpiecznym kręgiem niemieckich wiedźm, z którymi pomogą mu się uporać polskie czarownice.

W historii ponownie pojawiają się także najlepszy przyjaciel Atticusa - pies Oberon, parę celtyckich bogiń, z którymi druid ma niemałe urwanie głowy, staroświecki wampir-prawnik Hal oraz seksowna uczennica Atticusa, Granuaile. Oprócz nich przewija się jeszcze mnóstwo różnych postaci, a każda z nich dodaje powieści jeszcze więcej humoru. Nie da się jednak zaprzeczyć, że żarty Atticusa i jego rozmowy z Oberonem wysuwają się w tej kategorii na prowadzenie.

Raz wiedźmie śmierć kontynuuje wątki poprzedniej części i już zapowiada, co będzie się działo w kolejnym tomie. Wyraźnie zaznaczony jest ciąg przyczynowo-skutkowy, więc powieść czyta się łatwo i nie można się w niej zgubić, mimo takiego nagromadzenia wątków. Język jest żartobliwy, w końcu narratorem jest sam Atticus. Ale nie jest to nic nie warta lektura. Choć służy jedynie rozrywce, należy docenić autora za jego szeroką wiedzę. Przykładowo, w powieści znajdziemy fragmenty z różnymi faktami historycznymi.

Kroniki Żelaznego Druida to wciągający cykl, który poprawi humor każdemu niebojącemu się sięgnąć po szalone historie. To z pewnością jedno z ciekawszych urban fantasy dostępnych na rynku. Oczywiście polecam!

Ocena: świetna

wtorek, 26 marca 2013

Nowicjuszka

To jest recenzja księgi drugiej Trylogii Czarnego Maga. Recenzja pierwszego tomu tutaj.

W Nowicjuszce Trudi Canavan serwuje nam szereg dalszych przygód Sonei i magów z Gildii. Pierwsza część mile mnie zaskoczyła, a jak wygląda sprawa z drugim tomem?

Sonea rozpoczyna naukę w Gildii Magów. Nie jest jej łatwo, z powodu innych nowicjuszy, którzy nie akceptują pochodzenia dziewczyny. Życie w slumsach jej nie rozpieszczało, ale teraz Sonea wcale nie czuje się lepiej. Ponadto musi skrywać tajemnicę dotyczącą Wielkiego Mistrza, a kolejne wydarzenia doprowadzą ją do bezwzględnego impasu.

Oprócz historii Sonei, wiele rozdziałów poświęcono podróży Dannyla po okolicznych krainach. Na polecenie Administratora podąża on śladami dawno odbytej podróży Wielkiego Mistrza Akarrina. Jest to jedyny sposób, by dowiedzieć się, skąd Akkarin czerpie tak niezwykłą moc i w razie potrzeby zapobiec niebezpieczeństwu.

W Nowicjuszce pojawia się więc więcej wątków, a cała powieść jest bardziej rozbudowana. To niewątpliwie duży plus. Wyraźnie da się odczuć, że powieść tę napisała kobieta, bo wiele jest opisów emocji i uczuć, pojawia się nawet nietypowy jak na literaturę fantasy wątek.

Podobnie jak w poprzednim tomie bohaterami targają różne wątpliwości. Często błędne domysły wyrażają pytaniami, od których roi się w książce i czasami byłem nimi aż zmęczony. Wszystko jest jednak dobrze dopracowane, więc autorka sprawnie wywiązała się z zadania.

Mam wrażenie, że im dalej tym ciekawiej i trzeci tom jeszcze mnie zaskoczy. Trylogia Czarnego Maga to dobre, dość lekkie fantasy, o którego poziom nie trzeba się martwić.

Ocena: dobra

niedziela, 3 marca 2013

Faza druga: Głód

To jest recenzja drugiej części serii GONE: Zniknęli. Recenzja pierwszego tomu tutaj.

Od wydarzeń z pierwszej części minęły już trzy miesiące. W ETAP-ie wciąż rządzi Sam, w czym pomaga mu Astrid. Chłopak jest wyczerpany ciągłymi problemami, z którymi przychodzą do niego dzieci całego Perdido Beach. Niektóre z nich wciąż nie mogą przyzwyczaić się do nowego świata bez dorosłych. Inne z kolei korzystają z sytuacji, co nie prowadzi do niczego dobrego. Ponadto w miasteczku zaczyna brakować jedzenia, pojawia się głód. Sam nie ma łatwego życia. O wszystko musi się zatroszczyć, jednocześnie będąc obwinianym o każdy kłopot. Do tego dochodzi jeszcze konflikt z Cainem i dzieciakami z Akademii Coates...

Sporo problemów pojawia się więc przed bohaterami drugiego tomu serii GONE, a i wymienione powyżej to jedynie mały ułamek całości. Każda postać przeżywa wszystko właściwie zupełnie inaczej, każda ma swoje własne troski. Pod tym względem powieść jest bardzo rozbudowana, co sprawia, że akcja pędzi z zastraszającą szybkością. W jednym momencie w różnych częściach ETAP-u dochodzi do mnóstwa zaskakujących i szokujących wydarzeń. Podkreśla to dodatkowo czas podawany na początku każdego rozdziału. I jak w pierwszym tomie mogliśmy domyślać się, czego dotyczy odliczanie, tak w tym jest to zupełną zagadką, co jeszcze bardziej podsyca ciekawość czytelnika.

W powieści pojawia się parę nowych postaci oraz parę nowych mocy, z którymi przyjdzie się zmierzyć bohaterom na różny sposób. Okazuje się, że wszystko ma dwie strony medalu. Nie wszyscy mieszkańcy Perdido Beach czują się bezpiecznie w towarzystwie nastolatków o nadzwyczajnych zdolnościach.

Czytając GONE odczułem wyraźnie, że mam do czynienia z amerykańskim pisarzem. Nie do końca odpowiadała mi taka amerykańskość powieści, jednakże przypuszczam, że większość osób może na to nawet nie zwrócić uwagi. Na szczęście wszystko rekompensuje szybkość następujących wydarzeń, tak że czytelnik nie znajdzie nawet chwili wytchnienia.

Faza druga: Głód trzyma poziom poprzedniego tomu. Aż nie mogę się doczekać, aby dowiedzieć się co też wymyśli autor w kolejnych częściach, bo w GONE może się zdarzyć niemal wszystko. I jeśli Michael Grant nie przesadzi, to jest to póki co kolejny plus serii, która z pewnością jest godna polecenia.

Ocena: świetna