sobota, 26 października 2013

Wariant

Dla fanów GONE - widnieje na okładce powieści Wariant Robisona Wellsa. Jak wiadomo, nie zawsze należy ufać takim zapewnieniom. Czy w przypadku Wariantu warto brać pod uwagę to stwierdzenie, czy lepiej od razu puścić je w niepamięć?

Siedemnastoletni Benson żył dotychczas w wielu rodzinach zastępczych i w żadnej z nich nie zagrzał miejsca na dłużej. Teraz postanowił przenieść się do Akademii Maxfield, z którą wiąże nadzieje na nowe życie. Nie oczekiwał jednak zupełnie tego, co ujrzał za wielkim murem otaczającym szkołę. Akademia Maxfield okazała się być szkołą, w której za wszystko odpowiedzialni są uczniowie, a dorosłą osobę ujrzeć można jedynie na ekranie telewizora. Bensonowi przypomina to więzienie i od samego początku planuje ucieczkę. Niestety, najwyraźniej nie jest to możliwe, o czym przekonali się już uczniowie Akademii - podzieleni na trzy grupy: Porządkowców, Pustoszycieli i Wariantów. Benson będzie musiał dołączyć do jednej z nich, aby przetrwać w szkole z dziwacznymi zasadami, ale ani na moment nie odpuszcza myśli o ucieczce.

Można zauważyć, że rzeczywiście istnieje tu podobieństwo do serii GONE - Zniknęli. Tak jak i w ETAP-ie, tak samo w Akademii Maxfield nie ma ani jednego dorosłego. Wszystkie nastolatki są zdane wyłącznie na siebie. Każda grupa wykonuje przydzielone im obowiązki, a w nagrodę otrzymuje punkty, które wymieniać może na nagrody. Uczniowie zdają się akceptować stan rzeczy, czego Benson wprost nie może znieść. Mimo że jego wcześniejsze życie nie było lepsze, nie potrafi godzić się na więzienie w gmachu szkoły.

Robison Wells (prywatnie brat Dana Wellsa, również pisarza) serwuje nam wiele zwrotów akcji. Benson postawiony jest w sytuacji, w której nie może ufać absolutnie nikomu, co dodaje dramatyzmu. Nie można narzekać na kreację bohaterów, która wydała mi się bardzo udana i ciekawa. Jedynym mankamentem są niedokładne, skrócone opisy, przez które czasami trudno zorientować się miejscu przebywania bohaterów.

Czy więc poleciłbym Wariant fanom GONE? Myślę, że nie tylko im. Powieść Wellsa przywodziła mi na myśl także inne książki, ale żadnej na tyle, aby nazwać ją skopiowanym pomysłem. Nie jest to powielona, kolejna taka sama historia. Jeśli jesteście ciekawi, co miał na celu projekt Akademii Maxfield (a przypuszczam, że każdy chociaż odrobinę chciałby to wiedzieć) i przy okazji spędzić dobrze czas - sięgnijcie po Wariant.

Ocena: dobra

sobota, 12 października 2013

Kobieta w czerni

Jest taka grupa książek, które wydawane są w naszym kraju dopiero przy okazji powstania ekranizacji. Do grupy tej należy Kobieta w czerni, powieść gotycka napisana przez Susan Hill w 1982 roku, a w Polsce wydana 30 lat później nakładem wydawnictwa Amber.

W tej przesyconej ponurym nastrojem powieści poznajemy Arthura Kippsa, ustatkowanego mężczyznę, którego życie, jak się zdaje, ułożyło się po najlepszej myśli. A jednak to tylko pozory, gdyż pewna historia z przeszłości nie pozwala mu uzyskać pełni spokoju. Jako młody mężczyzna był świadkiem wstrząsającego incydentu, po którym na zawsze pozostał innym człowiekiem. Działo się to w zapomnianych rejonach Anglii, do których został wysłany w celu uporządkowania papierów po zmarłej pani Drablow. Już w czasie podróży do odległego miasteczka spotkał się z niezrozumiałą niechęcią mieszkańców do całej sprawy. Jaką tajemnicę kryje odizolowany, położony wśród bagien dom po pani Drablow?

Kobieta w czerni jest niedługą powieścią z jednym wątkiem, utrzymaną w klimacie grozy. Autorka maluje obrazy zamglonych, listopadowych równin i trzęsawisk w sugestywny sposób, który doskonale pozwala wczuć się w klimat. Dom na Węgorzowych Moczarach budzi niepokój, a najintensywniejszy strach wywołuje zamknięty pokoik dziecięcy. Wrażenia, których doświadcza główny bohater, z pewnością wyczerpałyby niejednego śmiałka. Starającego się patrzeć na świat racjonalnie Arthura, sytuacja wprawi w poważny frasunek.

Powieść Susan Hill najlepiej przeczytać za jednym zamachem lub przynajmniej nie przerywać jej czytania za często, aby odpowiednio wczuć się w nastrój Węgorzowych Moczar. Wtedy lektura robi na czytelniku największe wrażenie. Niepokój narasta z kolejnymi stronami powieści, aż w końcu strach łapie czytelnika w swoje szpony.

Niektórzy po skończeniu Kobiety w czerni mogą poczuć niedosyt, ale w gruncie rzeczy jest to bardzo przejmująca pozycja. Wystarczy wsiąknąć atmosferę, która mgłą osnuwa każdą stronę powieści; zatopić się w czytanych słowach, składających się na historię domu na Węgorzowych Moczarach i tajemniczej, tytułowej postaci. Dreszcz emocji gwarantowany. Szczególnie, gdy za czytanie zabierzemy się właśnie w czasie jesiennej aury...

Ocena: dobra