piątek, 30 listopada 2012

Marina


Carlosa Ruiza Zafóna chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. To dziś najpopularniejszy hiszpański pisarz, który zasłynął dzięki powieści Cień wiatru. Jego debiut nastąpił jednak o wiele wcześniej. Zaczął od trylogii skierowanej do młodzieży, a następna była Marina.


Akcja powieści rozgrywa się w tajemniczej Barcelonie, w latach osiemdziesiątych XX wieku. Nastoletni Óscar żyje w szkole z internatem. Fascynuje go barcelońska architektura, którą podziwia wyrywając się z internatu na spacery. Podczas jednej z przechadzek spotyka na swojej drodze dziewczynę o imieniu Marina. Nie będzie to ostatnie ich spotkanie, gdyż oboje zaprzyjaźniają się ze sobą, próbując odkryć tajemnicę damy w czerni, która co miesiąc odwiedza bezimienny nagrobek na cmentarzu.

Mimo, że to jedna z pierwszych książek autora, już w Marinie posługuje się on swoim pięknym stylem. Doskonale przedstawia nam obraz dwudziestowiecznej Barcelony i skrywane przez nią tajemnice. Óscar nie tylko odkrywa kolejne elementy mrocznej układanki, ale również poznaje sekret skrywany przez Marinę. Cała powieść płynie, jest zgrabnie skonstruowana i co najważniejsze, wciąga. W Marinie zaciera się granica między światem realnym i fantastycznym. Jest powiew grozy. Jednakże nawet tych, którzy nie gustują w fantastyce książka ta oczaruje. Znajduje się w niej parę nienachalnie przekazanych złotych myśli. Nie jest to powieść wesoła, ale jej treść nie przytłacza.

Bohaterów polubiłem od razu. Zarówno Óscara, jak i Marinę, która wywołała we mnie fascynację nie mniejszą, niż w Óscarze. Jeśli zdarzyło Wam się zakochać w bohaterze literackim, to na pewno wiecie o co chodzi.

Marina porywa i to dosłownie. Ta książka jest dla wszystkich. I w tych młodszych, i w tych starszych wywoła ona emocje. To moja ulubiona powieść Zafóna i mam wrażenie, że tak już pozostanie. Zresztą sam autor we wstępie przyznaje, że darzy Marinę wielkim sentymentem. Polecam Wam gorąco tę książkę, a może i Was dosięgnie magia barcelońskich zakamarków, która zauroczy Wasze dusze tak jak i mnie.

Ocena: świetna

poniedziałek, 26 listopada 2012

Mors, Pinky i tajemnica dyrektora Fiszera


Pamiętam, jak parę dobrych lat temu odwiedziłem księgarnię i w oko wpadła mi pewna książeczka. Pięknie wydana, projekt okładki samego Bohdana Butenki (od razu skojarzyło mi się to z moją ulubioną wtedy książką, a może nawet i do dziś ulubioną - A wszystko przez faraona Jacka Duboisa). Podobnie zainteresował mnie opis. Trzymałem w ręce historię o dwóch dziesięcioletnich detektywach. Nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że czeka mnie kawał dobrej zabawy przy tej małej książce!


Jak nietrudno się domyślić, głównymi bohaterami powieści Mors, Pinky i tajemnica dyrektora Fiszera Dariusza Rekosza są tytułowi Mors i Pinky. To zwykli uczniowie z całkiem zwykłej szkoły. Mors naprawdę nawywa się Leszek Morszol i posiada zamiłowanie do zagadek detektywistycznych, Pinky natomiast to Ala Pankiewicz, której mocną stroną jest język angielski. Zdawałoby się, że ten dzień w szkole będzie taki jak inny. Jednakże nagłe odwołanie zajęć z informatyki i podsłuchany telefon całkiem słusznie wzbudziły podejrzenia Pinky. Tak razem z Morsem wpadają na trop szkolnej afery.

Mors, Pinky i tajemnica dyrektora Fiszera to znakomita książka dla dzieci i młodszej młodzieży. Mimo niewielkiej objętości autor zawarł w lekturze parę ciekawych zagadek, z którymi uporać musi się oboje bohaterów. Jak głosi opis na okładce: Mors posłuży się znajomością matematyki, fizyki, znaków drogowych, a nawet Biblii!
Mors i Pinky przeżywają przygodę, którą sam zawsze chciałem przeżyć. Może właśnie dlatego tak bardzo spodobała mi się powieść Dariusza Rekosza?

Książkę tę nadzwyczaj miło wspominam. Przeczytawszy ją miałem ochotę zabrać się za nią jeszcze raz. Dostałem w niej dokładnie to, czego po niej oczekiwałem. Mogę ją polecić przede wszystkim każdemu dziecku, które lubi zagadki. Będzie to dla niego na pewno bardzo wciągająca lektura. A ja przyznaję, że pisząc tę recenzję, nabrałem ochoty znów ją przeczytać. :)

Ocena: świetna

środa, 21 listopada 2012

Avatar Jamesa Camerona

Uwaga! Wbrew pozorom, to nie jest recenzja filmu :)

Kto z nas nie zna największego przeboju kinowego ostatnich lat? Film Jamesa Camerona Avatar pobił wszelkie rekordy i zdobył rzesze fanów. Reżyser zapowiedział nakręcenie kolejnych części, a także poinformował o pracy nad powieścią z uniwersum Avatara.

O książce Jamesa Camerona ani widu, ani słychu. Na rynku jest jednak pozycja, która może spodobać się fanom Avatara. Jest to przewodnik po świecie Pandory, napisany przez Dirka Mathisona i Marię Wilhelm. Przewodnik ten został zaakceptowany przez twórcę niezwykłego świata, także nie należy mieć obaw przed tym, że znajdziemy w nim jakieś zmyślone tylko przez autorów informacje.

W przewodniku znajdują się głównie opisy fauny i flory Pandory. Poza nimi można przeczytać o zwyczajach Na'vi, ich kulturze, a także o technologiach używanych przez Ziemian, wykorzystywanych w celu przejęcia władzy nad Pandorą, księżycem Polifema i ojczyzną ludu Na'vi. Całą książkę napisano w charakterze tajnych informacji, za posiadanie których można zostać ukaranym przez ZPZ (Zarząd Pozyskiwania Zasobów).
Przewodnik rozpoczyna się omówieniem sytuacji na zniszczonej przez ludzi Ziemi, a kończy dość pokaźnym słowniczkiem Na'vi-polskim.

W książkach takich jak ta ważna jest oprawa graficzna. Nie mam co do niej zastrzeżeń. Okładkę zdobi plakat filmu. Tekst wydrukowano na matowym papierze kredowym, wystylizowanym na pognieciony dziennik. Na kartkach znajdziemy wiele grafik. Niektóre prezentują się bardzo ładnie, inne natomiast wręcz przeciwnie. Są to obrazki roślin i zwierząt nieudolnie wycięte z gry komputerowej. Raz, że ich jakość nie powala, dwa, wspomniane "wycięcie" grafik przynosi na myśl początkującego użytkownika Photoshopa.

Ogólne wrażenie nie jest jednak złe. Książkę poleciłbym jedynie największym fanom Avatara, bo innych raczej nic tu nie zainteresuje. Poza tym, podczas czytania czasem ma się wrażenie, że czyta się szkolny podręcznik, co może zniechęcać, a po przeczytaniu i tak niewiele się zapamięta. Tajny raport o świecie Pandory (jak brzmi podtytuł) to książka stworzona dla zysków, jednakże, jak mówiłem, najwięksi fani mogą znaleźć w niej to, czego oczekują.

Ocena: przeciętna

sobota, 17 listopada 2012

Dalej od Buenos

Stefan Czerniecki - podróżnik, kartograf, dziennikarz publikujący m.in. w Rzeczpospolitej, National Geographic Traveler, czy Podróżach. Od niedawna także autor książki pod tytułem Dalej od Buenos, wydanej przez wydawnictwo Bernardinum w serii Poznaj Świat. Do podróży zainspirował go ojciec - alpinista. Dzięki niemu Stefan Czerniecki rozwinął swoją miłość do gór i podróżowania.

W Dalej od Buenos autor opowiada o swojej wyprawie przez Południową Amerykę. Pierwszym przystankiem jest Buenos Aires, stolica Argentyny. Czerniecki razem ze swoją przyjaciółką odwiedzają typową argentyńską rodzinę, przechadzają się po pełnych życia ulicach metropolii i poznają tutejsze zwyczaje. Następnie podróż wiedzie na samo południe, ku granicy z Chile. Tam autor zabiera nas ze sobą w góry, także pod jedną z najpiękniejszych gór na świecie - Cerro Torre. Opisuje przepiękne krajobrazy, które wydają się być jak nie z tego świata. Po tym wszystkim przychodzi czas na zwiedzanie kolejnych miast, miasteczek i zapomnianych wiosek. Zajrzymy także do niegościnnej Boliwii i przeżyjemy wiele innych przygód.

Książka napisana jest w zabawnym stylu, dzięki czemu w interesujący sposób przedstawia świat Ameryki Południowej i mentalność Latynosów. Dużą jej część zajmują jednak opisy krajobrazów, na szczęście nie tyle, by znudzić czytelnika. O samych Latynosach jest nieco mniej, ale wystarczająco dużo, by poczuć się zauroczonym ich stylem życia. Chociaż przyznam szczerze, że chętnie poczytałbym jeszcze o innych spotkaniach autora z tamtejszymi mieszkańcami.

W Dalej od Buenos znajdziemy garść praktycznych informacji. Jest tu wiele o cenach; autor podaje poniesione koszty właściwie każdego odcinka trasy. Książkę można potraktować więc jako swoisty przewodnik. Na pewno pomoże ona osobom, które marzą o podróży za ocean.

Pierwsza książka Stefana Czernieckiego jest na pewno dobrą pozycją wśród literatury podróżniczej. Nie należy się może spodziewać w niej opisów przygód na miarę Cejrowskiego, lecz Dalej od Buenos to równie zabawna lektura, która pokaże nam, co wartego zobaczenia czeka nas w Argentynie i sąsiadujących z nią państwach. A jest więcej, niż może się wydawać!

Ocena: dobra

środa, 14 listopada 2012

Aktualności - listopad 2012

Hejkaa!
Po pierwsze - proszę natychmiast zagłosować w ankiecie! ;D Jestem bardzo ciekawy, jaka książka spodobała Wam się najbardziej po opisie, lub jeśli ją już czytaliście, złapała Was za serce itp., itd.

Po drugie - dodałem wreszcie gadżet "obserwatorzy" w lewej kolumnie. Zastanawiam się, czy to poprawi ilość odwiedzin mojego bloga, bo wciąż wchodzi tu niewiele osób, nie wiem z jakiej przyczyny. Komentuję większość postów blogów, które obserwuję (a trochę ich jest), a mimo to niektórzy chyba nawet tu nie zajrzeli. No, trochę mi smutno. ;P
A szablonem zajmę się jak będę miał więcej czasu.

Po trzecie - może macie jakieś rady, uwagi co do mojego bloga? Jeśli tak, bardzo proszę o komentarz! Liczę na Was :)

sobota, 10 listopada 2012

Zmierzch

Książka dla nastolatek czytana przez chłopaka? Dlaczego nie. Z racji bycia molem książkowym, nie mogę znieść myśli, że jakaś ciekawa historia mogłaby przejść mi koło nosa. A skoro Zmierzch Stephenie Meyer odniósł taki sukces, to może i coś w tym musi być. Postanowiłem to sprawdzić, pożyczając od znajomej pierwszą z czterech części popularnej sagi o wampirach zakochujących się w ludziach z wzajemnością.

O czym to jest, nie będę wiele pisał. Ostatecznie wszyscy mniej więcej orientują się w tej historii. Nastolatka imieniem Bella przyjeżdża do małej, deszczowej miejscowości Forks i zaczyna naukę w nowym liceum. Tam poznaje chłopaka, który nietypowo się zachowuje. No dobra, dobra, wszyscy wiemy, że Edward jest wampirem. Znajomość Belli i Edwarda rozpoczyna się niezbyt pomyślnie. Dziewczyna chce poznać Edwarda bliżej i na tym polega właściwie cała fabuła książki.

O tym, jaki sukces odniosła cała seria, nie trzeba nikogo uświadamiać. Czasem na rynku pojawia się książka, która według krytyków jest banalna i nic nie warta, a mimo to cieszy się ogromnym powodzeniem wśród czytelników. Tak było i w przypadku tej książki, ponieważ dobrych recenzji ona nie zebrała. Nie ma się co dziwić, bo powieść rzeczywiście jest nieco naiwna. Oto mamy główną bohaterkę - niezdarną, przygnębioną dziewczynę, którą mimo to wszyscy zdają się lubić. Nawet gdy ta nie zwraca na nikogo uwagi. Na tej szarej myszce oko zawiesza przystojny wampir, o którym inne dziewczyny mogłyby tylko pomarzyć. No właśnie, tu mamy kolejną kwestię, o której też już wiele powiedziano: czy to na pewno wampir? Może jakiś nowy gatunek stworzony przez autorkę, szkoda tylko, że jego obraz cały czas się utrwala. Chyba już nigdy wampiry nie będą się jednoznacznie kojarzyć z krwiożerczymi, nocnymi potworami.

Podczas lektury czasami można poczuć się zażenowanym pomysłami, na które wpadła autorka. Czemu na przykład samochód kierowany przez wampira potrafi osiągnąć niezwykłą prędkość? Wampiry Stephenie Meyer oszukały technologię! Niektóre błędy wytyka nawet sama tłumaczka, której w przypisie zdarzyło się skomentować sytuację.

I chociaż tak wiele można Zmierzchowi zarzucić, to jednemu nie sposób zaprzeczyć. Ta książka czyta się sama. Nie wiem jak autorce udało się uzyskać taki efekt. W końcu i styl powieści nie jest wybitny, a mimo to nawet powolna akcja łapie czytelnika i nie chce puścić. Jeśli miałbym oceniać tę książkę obiektywnie, to ocena byłaby przeciętna, ale jednak faktycznie jest w tej książce coś, co może spodobać się czytelnikom, czy raczej czytelniczkom.

Pierwszy tom sagi skupia się na wzajemnym poznawaniu się Belli i Edwarda. Mamy tu więc pełno dialogów, w których co bardziej wrażliwe na słodycz osoby poczują mdłości, i tym osobom na pewno nie poleciłbym Zmierzchu. Zresztą, czy tę książkę trzeba polecać? Myślę, że ewentualną decyzję o jej przeczytaniu należy rozważyć samemu, bo tak to już jest z tymi bestsellerami, których krytycy nienawidzą, a czytelnicy kochają.

Sam nie wiem, jakim cudem ode mnie taka ocena, ale postanowiłem postawić taką a nie inną ze względu na to, że naprawdę nie nudziłem się przy czytaniu Zmierzchu. Pod tym względem:

Ocena: dobra

niedziela, 4 listopada 2012

Na nieznanych wodach

Tim Powers napisał Na nieznanych wodach w 1988 roku, jednak dopiero w 2011, przy okazji Piratów z Karaibów: Na nieznanych wodach, książka została wydana w Polsce - reklamowana jako powieść, która zainspirowała twórców filmu. Ile tej inspiracji jest w filmie i co można powiedzieć o książce, o tym poniżej.

Karaiby, wiek XVIII. Młody John Chandagnac płynie brytyjskim statkiem w to egzotyczne miejsce, pragnąc odzyskać należną mu fortunę, którą przywłaszczył sobie jego wuj. Po drodze na "Hałaśliwego Carmichaela" napadają piraci i przywłaszczają sobie statek, a John Chandagnac otrzymuje od ich kapitana ultimatum - albo dołączy do pirackiej załogi, albo czeka go śmierć. W ten sposób dla głównego bohatera zaczyna się zupełnie nowe życie. Wraz z członkami załogi płynie odkryć sekret Fontanny Młodości...

Jako, że bardzo lubię filmową serię Piraci z Karaibów, uznałem, iż warto poznać historię, będącą inspiracją dla czwartej części przygód Jacka Sparrowa. Zastanawiałem się, ile wspólnego będą miały obie historie, ale już po opisie można zauważyć, że mamy do czynienia z zupełnie czymś innym. Jedyne, co łączy film i książkę jest sam fakt istnienia Fontanny Młodości oraz imię jednego z bohaterów, Czarnobrodego (swoją drogą to bardzo popularne imię w pirackich powieściach).

Co dostajemy w powieści Tima Powersa oprócz pirackich pojedynków? Przede wszystkim sporo magii. A nawet więcej niż sporo. Bohaterowie posługują się karaibską magią Voodoo, dzięki której mogą... praktycznie wszystko, to zależy tylko od tego, jak wielką moc posiadają. Niestety ten element, moim zdaniem, mocno zaszkodził powieści. Bohaterowie władający magią robią sobie co chcą; nie wiem, czy korzystają z jakichś zasad magii, bo właściwie i tak wszystko mogą zrobić. To pierwszy poważny minus i niestety nie ostatni. Czytając tę 500-stronicową powieść miałem wrażenie, że autor zupełnie jej nie zaplanował. Fabuła jest nieprzemyślana, tak jakby Powers pisał sam nie wiedząc, co się za chwilę stanie. Nie wyszło to na dobre powieści, poziom rozdziałów jest bardzo nierówny. Jedne wciągają czytelnika, inne potrafią znużyć.

Kolejną ważną sprawą są terminy żeglarskie, od których aż się roi. Oczywiście to normalne, w końcu przez większą część powieści akcja dzieje się na statku. Jednakże przed przeczytaniem polecałbym zapoznać się z odpowiednią terminologią, na pewno pomoże to w odbiorze, a bez tej wiedzy ciężko będzie się zorientować, co właściwie robią bohaterowie.

Ogólnie rzecz biorąc, Na nieznanych wodach to książka niezbyt udana. Zupełnie inaczej przedstawiałaby się, gdyby nie infantylny system magii. Jeśli więc ktoś szuka czystej, pirackiej historii, to niekoniecznie znajdzie ją tutaj. Aczkolwiek wielbicielom opowieści o morskich wilkach może się spodobać. Innym prędzej polecę obejrzeć Piratów z Karaibów, bo film dostarcza więcej rozrywki, a i fabuła jest ciekawsza.

Ocena: przeciętna