środa, 31 października 2012

Duch w machinie


To jest recenzja drugiej części Doliny Szkieletów. Recenzja pierwszej części tutaj.


Dziś Halloween, więc książka przeze mnie recenzowana koniecznie musi być w tych klimatach! :) Osoby obawiające się tzw. spoilerów uspokajam, ponieważ nie będę tu zdradzał fabuły poprzedniej części.

Duch w machinie to kolejny dziennik Ryana, w którym opisuje on tajemnice Doliny Szkieletów. Podobnie jak w pierwszej części, pomaga mu w tym Sarah, kręcąc filmy i umieszczając je w sieci. Nie mogło przecież być inaczej, bo seria opiera się na tym koncepcie.

Wraz z końcem pierwszej części pozostawiono nas de facto w punkcie kulminacyjnym. Trudno więc o brak chęci do sięgnięcia po część drugą. Historia toczy się dalej. Tym razem Ryan nie opisuje już zdarzeń sprzed tygodnia, a notuje na bieżąco. To zdecydowanie przyspiesza tempo akcji. Ryan i Sarah odkrywają kolejne elementy układanki, ale zdaje się, że ktoś chce im w tym przeszkodzić. A dochodzenie i tak nie jest łatwe, szczególnie, gdy Ryan ma zakaz widywania się z Sarah.

Filmy umieszczane w Internecie zdają egzamin. Jest ich odpowiednia ilość, nie będziemy więc zasypywani kolejnymi hasłami do filmów, w wyniku czego spędzilibyśmy więcej czasu wpatrując się w monitor, niż czytając dziennik; ale nie będziemy też czekać na nie przez parędziesiąt stron, żądni czegoś wstrząsającego. Filmiki są jeszcze ciekawsze niż w Dolinie Szkieletów, znajdzie się też parę takich, w których poważnie można się wystraszyć. Hasła do filmów ponownie są bardzo ciekawie dobrane. Przyznaję, że dzięki nim dowiedziałem się o paru interesujących postaciach i powieściach, z którymi warto się zapoznać.

Duch w machinie kończy główny wątek Doliny Szkieletów, ale autor wyraźnie daje znać, że kolejna część powstanie. I szkoda, że wydawnictwo Nasza Księgarnia raczej nie zamierza wydać kolejnych tomów tej serii. Całe szczęście, że historia opisana w dwóch wydanych dziennikach Ryana tworzy pewną całość i nie zostajemy porzuceni w środku nierozwiązanej sprawy. Choćby dlatego nie należy mieć obaw przed sięgnięciem po Dolinę Szkieletów. No chyba, że naprawdę bardzo nie lubicie się bać...

Ocena: dobra

sobota, 27 października 2012

Kraina duchów

Isabel Abedi jest znaną, niemiecką pisarką książek dla dzieci i młodzieży. Jedną z jej powieści jest Kraina Duchów. Książkę tę kupiłem dobrych parę lat temu, ale wciąż mam ją w pamięci.

Pani Anders zabiera w Halloween swoją klasę na wycieczkę do lunaparku. Zabawa trwa w najlepsze, do czasu, kiedy w gabinecie grozy dochodzi do dziwnego incydentu. Dina i Lorenzo (jadący w wagoniku numer 13), trafiają do innego, niesamowitego świata, o nazwie Gravalon. Dokładniej to zabierają ich tam dziewczynka-duch i młody wampir... Okazuje się, że do świata ludzi przedostały się psocące diabły, a wszystkiemu winna jest pewna wiedźma z Gravalonu, którą pokonać mogą tylko Dina i Lorenzo. Muszą się śpieszyć, bo diabły za pomocą gąbki chcą wymazać cały świat.

Gdy zabierałem się do czytania, spodziewałem się przyjemnej, wciągającej lektury. Ale Kraina duchów niespodziewanie przerosła moje oczekiwania. Otrzymałem niezwykle wciągającą historię pełną niesamowitych przygód. Zabawa podczas czytania Krainy duchów była po prostu przednia! Bohaterowie również wzbudzili moją sympatię. Ponadto cały Gravalon, kraina wykreowana przez autorkę, sprawia wrażenie oryginalnej i chętnie sam bym do niej trafił, by zobaczyć ją na własne oczy.

Chciałbym też powiedzieć słówko o zakończeniu. Jakże często w książkach możemy się spotkać z zakończeniem pozostawiającym niedosyt. Chciałoby się czytać dalej, ale nie ma już czego. W Krainie duchów jest inaczej. Mimo, że autorka mogła skończyć całą książkę o rozdział wcześniej, napisała kolejny, po którym żadnego niedosytu poczuć nie można. Jednak po przeczytaniu Krainy duchów poczułem, że warto zakończyć historię nieco wcześniej. Myślę, że gdyby skrócić powieść o te parę stron i pozostawić owy niedosyt, powieść bardziej zapadłaby w pamięć.

Kraina duchów to emocjonująca lektura dla dzieci i młodzieży. Sądzę, że żadne dziecko nie powinno się przy niej nudzić, bo okazji ku temu w Krainie duchów nawet się nie uświadczy. Ta książka to kawał dobrej rozrywki!

Ocena: świetna

poniedziałek, 22 października 2012

Zemsta czarownicy


Tej książki nie sposób przegapić. Okładka pierwszego tomu Kronik Wardstone autorstwa Josepha Delaneya, podobnie jak i dalszych części, bez wątpienia przyciąga wzrok. Zdobi ją jedynie mały, połyskujący rysunek starca - Stracharza. Na odwrocie natomiast widnieją tylko słowa: Uwaga, nie czytać po zmroku... Wystarczy tyle, by zainteresować potencjalnego czytelnika.


Zemsta Czarownicy opowiada o młodym chłopaku, Tomie, który jako siódmy syn siódmego syna posiada niezwykłe zdolności. Jest w stanie wyczuć duchy, a w nocy słyszy jęki widm z pobliskiego wzgórza. Z tego powodu matka Toma zapisuje go na termin do Stracharza, czyli człowieka przeganiającego złe istoty z nawiedzonych miejsc. Jak się można domyślić, ludzie raczej unikają stracharzy, by w żadnym wypadku nie mieć do czynienia z ciemnymi mocami. Stracharz mieszka więc samotnie w domku z dala od miasta. Tutaj Tom zaczyna rozwijać umiejętności, by w przyszłości zostać kolejnym pogromcą czarownic i boginów. Nauka u Stracharza nie jest łatwa, ale prawdziwe zmartwienie pojawia się, gdy Tom niechcący uwalnia jedną z najniebezpieczniejszych wiedźm w hrabstwie, Mateczkę Malkin. Do akcji dołącza jeszcze wychowanka czarownic - Alice, która stanowi bardzo ciekawą postać w serii.

Historia Kronik Wardstone rozgrywa się w fantastycznym świecie pełnym zjaw, boginów i innych niebezpiecznych istot, jednak świat ten wzorowany jest na średniowiecznej Anglii. Autorowi znakomicie udało się odwzorować ten klimat na kartach powieści. Sama groza może i przewija się przez Zemstę Czarownicy (bądź co bądź powieść oparta jest na grozie), ale nie ma tu tak naprawdę przerażających sytuacji. Może trochę szkoda, bo jest tu spore pole do popisu. Joseph Delaney wybrał łagodniejszy odcień lęku, dlatego też książka spodoba się również osobom zwykle wystrzegającym się wszelkiego strachu.

Narratorem powieści jest główny bohater, także poznajemy tajniki pracy stracharza razem z nim. Język jest oczywiście przystępny i można powiedzieć, że Tom ciekawie opowiada swoją historię. I chociaż bohater mógłby być prawdziwszy, jego kreacja nie jest zła.

Tempo zdarzeń postępuje stosunkowo spokojne, lecz fabuła nie nudzi. Po przeczytaniu miałem co prawda pewien niedosyt. Zabrakło mi może właśnie szybszej akcji, może większego napięcia, bardziej wyrazistego punktu kulminacyjnego. Ale Zemsta Czarownicy pozostawia po sobie miłe wrażenie. Autor odłożył parę niejasności na kolejne tomy, więc czytelnik ma chęć poznać dalsze losy Toma. Pierwsza część Kronik Wardstone jest dobrym wprowadzeniem w tajemnicze życie Stracharza i jego ucznia. Lekka lektura w sam raz na jesienne dni.

Ocena: dobra

czwartek, 18 października 2012

Opowieści grozy wuja Mortimera

Jesień to okres, kiedy szczególnie przyjemnie czyta się opowieści z dreszczykiem. A może tylko ja tak mam? Bardzo lubię wczuć się w ten klimat i poczytać coś mroczniejszego, gdy za oknem wisi mgła, a słońce schowane jest za chmurami.

Lekturą w sam raz na takie dni wydają się być Opowieści grozy wuja Mortimera. Jest to zbiór krótkich opowiadań, które wuj Mortimer przekazuje przy kominku głównemu bohaterowi, młodemu Edgarowi. Opowieści są więc połączone w jedną całość. Każdy rozdział kończy się kilkoma pytaniami Edgara i wyjaśnieniami jego wuja. Całości dopełnia zaś ostatnia historia, która dotyczy samego wuja Mortimera...

W wielkim domu za ciemnym lasem, gdzie mieszka jedynie wuj Mortimer i jego tajemniczy sługa, Edgar prosi o przytoczenie kilku opowieści o przedmiotach, które jego wuj posiada w swojej dziwacznej kolekcji. Jest tu figurka gargulca, mała laleczka, pozłacana rama i wiele innych przedmiotów, o które wypytuje bohater. Na każde z tych pytań wuj Mortimer odpowiada mu opowieścią, zapewniając, że te zdarzyły się naprawdę. Edgar zafascynowany słucha każdej z nich, ale trudno jest mu uwierzyć w prawdziwość niezwykłych historii. A historie te faktycznie są niesamowite, tak bardzo, że Edgar prosi o kolejne, aż w końcu zapada zmrok. Wtedy też tajemnica wuja Mortimera wychodzi na jaw, a główny bohater zaczyna żałować, że wysłuchał wszystkich mrożących krew w żyłach opowieści.

Opowiadania są niedługie, ale bardzo interesujące. Przywodzą na myśl Opowieści niesamowite Edgara Allana Poego (od którego zapewne wzięło się imię głównego bohatera)*. Trzeba przyznać autorowi, że potrafi budować atmosferę grozy, a niepokojące historie wymyśla bardzo sprawnie. Nie raz dreszcz może przebiec czytelnikowi po plecach. Spodobał mi się też pomysł połączenia wszystkich opowieści ostatnią z nich.

Opowieści grozy wuja Mortimerastrasznie dobre. Wydanie również nie pozostawia żadnych przykrych wrażeń. I choć książka ta jest niedługa, można przy niej spędzić parę niepokojąco przyjemnych chwil. Fanom gatunku z czystym sumieniem mogę ją polecić.

Ocena: świetna

*To nie pierwsza i nie ostatnia inspiracja amerykańskim poetą wyklętym. Wcześniej z nawiązaniami do literatury Edgara Allana Poego spotkałem się m.in. w Siostrzycy i Dolinie Szkieletów. Ostatnio natomiast bardzo popularna jest książka Nevermore, która również czerpie z dorobku pisarza.

Wyjątkowo dodam dziś melodię, która kojarzy mi się z tą książką. Jeśli jeszcze nie nabraliście ochoty na Opowieści grozy wuja Mortimera, może muzyka Was do nich nastroi. :)


poniedziałek, 15 października 2012

Aktualności - październik 2012

Miesiąc temu wróciłem z wycieczki do Dublina, a dopiero teraz uświadomiłem sobie, że widziałem coś, co zapewne Was zainteresuje!

Może kojarzycie to oto zdjęcie...


A więc muszę się pochwalić, że miałem okazję oglądać ten widok na własne oczy. Jest to stara biblioteka w Kolegium Świętej Trójcy w Dublinie (Trinity College). Znajduje się w niej około 200 tysięcy woluminów, rozmieszczonych na półkach na dwóch poziomach. Sala robi wrażenie! Ponadto wchodząc do niej, czuć zapach starych książek - naprawdę niezapomniane przeżycie.

W budynku biblioteki znajduje się też Księga z Kells, czyli bogato iluminowany manuskrypt z około 800 r. Zawiera spisany przez celtyckich mnichów tekst czterech Ewangelii po łacinie.


Polecam zobaczyć każdemu te niesamowite widoki na własne oczy, szczególnie Long Room :)

A teraz parę informacji blogowych.
Po pierwsze, spośród pierwszych dziesięciu recenzji największym zainteresowaniem cieszyła się powieść Ursuli Ponznanski, Erebos. Niestety ankieta nie cieszyła się powodzeniem, więc stwierdzam to na podstawie statystyk.
Postanowiłem robić takie ankiety co każde 10 recenzji, mam nadzieję, że w przyszłości będzie w nich głosować więcej osób ;P

Ponieważ jest październik, zbliża się święto duchów i atmosfera temu sprzyja, w następnych recenzjach przedstawię parę powieści "z dreszczykiem". Do zobaczenia! :)


środa, 10 października 2012

Dziennik cwaniaczka

Znacie Dziennik cwaniaczka? Jestem niemal pewien, że widzieliście go gdzieś w księgarni na półce, kojarzycie tytuł, a może nawet oglądaliście film. Być może rzuciliście okiem na okładkę i pomyśleliście: a, jakaś książka dla dzieci. Tymczasem Dziennik cwaniaczka to całkiem dobra rozrywka, niekoniecznie dla najmłodszych.

Cała seria to przezabawne losy Grega Heffleya, narratora historii. Greg jest gimnazjalistą i bynajmniej nie jest z tego zadowolony. Uważa, że gimnazjum to najgłupszy pomysł na świecie, a jego rówieśnicy to banda idiotów. Życie nastolatka to wcale nie taka zabawna sprawa - denerwujące rodzeństwo, wpadający na dziwaczne pomysły rodzice i w końcu przeróżne problemy w szkole - jednym słowem nie ma czego zazdrościć. Greg wszystkie bóle przelewa na papier w postaci historyjek i obrazków.

Książka jest stosunkowo krótka. Jest to mieszanka powieści i komiksu, autor (Jeff Kinney) bowiem co rusz przedstawia nam rysunkowe puenty. Same rysunki są bardzo proste i miłe dla oka. Humor z całą pewnością jest udany. Niejedena sytuacja ubawi was do łez. I tu pojawia się właśnie sprawa odbiorcy, do którego jest skierowana książka. Pomimo obrazków nie należy zapominać, że Greg jest gimnazjalistą, dlatego też Dziennik cwaniaczka niezupełnie nadaje się dla małych dzieci. Natomiast młodzież powinny rozbawić perypetie Grega, choć myślę, że i dorosły nie raz parsknąłby śmiechem. Wracając do żartów, owszem, są one bardzo dobre, ale na dłuższą metę mogą męczyć. Na dłuższą metę, czyli gdybyście zamierzali przeczytać rzędem wszystkie części. Przynajmniej ja miałem takie wrażenie, gdy przeczytałem trochę za dużo naraz. Po prostu przesyciłem się tym humorem (kolejne porażki Grega, tarapaty, w które wpada itp.).

Dziennik cwaniaczka jest pozycją, którą wspomina się z uśmiechem na ustach. Gdybym miał porównać go do innej książki, to byłaby to seria o Adrianie Mole'u. W obu cyklach głównym bohaterem jest nastolatek, o dość podobnym charakterze. Sądzę, że fanom Adriana Mole'a Dziennik cwaniaczka się spodoba. A jeśli nie znacie jeszcze Grega Heffleya, to zachęcam do czytania. Książkę czyta się błyskawicznie, więc czasu nie stracicie, a na pewno świetnie się ubawicie.

Ocena: dobra

sobota, 6 października 2012

Faza pierwsza: Niepokój

Serię GONE od dawna chciałem przeczytać, ale wciąż odkładałem ją na później. Jednak olbrzymia popularność serii na blogach recenzenckich skłoniła mnie do kupna wszystkich dotychczas wydanych części. Tak, zgadza się, to dzięki Wam, blogerzy!

Faza pierwsza: Niepokój to początek mrożącej krew w żyłach historii o nastolatkach z Perdido Beach, małego miasteczka w Kalifornii. Bez zbędnych wstępów Michael Grant wprowadza nas w środek akcji. Dorośli znikają. Zostają jedynie dzieci i nastolatki do piętnastego roku życia. Internet i telefony przestają działać, a za miastem przebiega zagadkowa bariera, której nie da się przekroczyć. Do tego u niektórych osób zaczynają pojawiać się niezwykłe zdolności, dochodzi także do mutacji zwierząt. Sam, Quinn, Genialna Astrid i inni zmuszeni są zorganizować sobie życie w nowym świecie. A nie będzie to łatwe, biorąc pod uwagę fakt, że zaczyna się rywalizacja o władzę.

Od samego początku wiedziałem, że książka przypadnie mi do gustu. Akcja powieści jest wartka i zaskakująca. Zdarzały się momenty, w których dech zapierało w piersiach. Największą zaletą powieści są jednak bohaterowie. Takiej mieszanki charakterów nie znajdziecie w żadnej innej książce. Każda postać jest wyraźnie zarysowana. Ponadto wiele typów bohaterów w GONE spotkałem po raz pierwszy. Autor postarał się, żeby byli oni oryginalni i zaciekawili czytelnika.

Zaskoczyła mnie natomiast brutalność GONE. Oczywiście, dziś na rynku jest wiele książek z podobną ilością krwawych scen, jak choćby uwielbiane Igrzyska śmierci, jednak tu wyraźnie poczułem, że mam do czynienia z horrorem. Skierowanym do młodzieży, ale jednak horrorem. Nic dziwnego więc, że sam Stephen King zachwala serię Michaela Granta.

Wtrącę jeszcze słówko o wydaniu. Kocham format tej książki. Mimo ponad pięciuset stron, całość czyta się bardzo szybko. Podoba mi się też polski tytuł - zachowanie angielskiego GONE (choć zazwyczaj sprzeciwiam się takim zabiegom) i określenie każdej części fazami przypadło mi do gustu. Jest to jeden z nielicznych przypadków, w których efekt przetłumaczenia tytułu inaczej, niż nakazywałoby pierwsze skojarzenie, wypadł tak dobrze.

Faza pierwsza: Niepokój to dopiero pierwszy z sześciu tomów, pozostało więc do wyjaśnienia wiele tajemnic, ba! Zapewne jeszcze więcej nawet nie zdążyło się pojawić. Tom tworzy pewną zamkniętą część, jednakże po przeczytaniu końcówki czytelnik natychmiast chce poznać ciąg dalszy. Ja nie mogę się go doczekać i jestem pewien, że kolejne części jeszcze nie raz mnie zaskoczą!

Ocena: świetna

wtorek, 2 października 2012

Zakazana magia


Siódmy syn siódmego syna, czarodzieje, duchy. Na pewno dobrze znacie te motywy. Wiele powieści fantastycznych z nich korzysta. Kolejną taką opowieść napisała Angie Sage, a jest to Zakazana Magia, pierwszy z siedmiu tomów o Septimusie Heapie. Jeśli myślicie, że znudziło Wam się już czytanie o czarodziejach, przeczytajcie tę recenzję.


Silas Heap wraz ze swoją żoną Sarą żyje w Gmaszysku, wielkiej budowli, w której mieszkają setki ludzi. Warunki do życia nie są tu najlepsze, jednak rodzina Silasa, na którą składa się jeszcze sześciu synów, żyje szczęśliwie. Gdy na świat ma przyjść siódmy syn, dzieje się nieszczęście. Starsza Akuszerka odbierająca poród Sary stwierdza bowiem, że noworodek nie żyje. Niemal w popłochu ucieka wraz z zawiniątkiem, pozostawiając zrozpaczoną Sarę we łzach. Wtedy do domu wraca Silas... niosąc małe zawiniątko. Okazuje się to być mała dziewczynka, którą ktoś porzucił w śniegu. Sara i Silas postanawiają wychować dziewczynkę jak swoją córkę i nadają jej imię Jenna.

Tak zaczyna się Zakazana Magia, jednak główna akcja rozgrywa się 10 lat później, kiedy do Gmaszyska przychodzi Marcia, Czarodziejka Nadzwyczajna. Wtedy ostatecznie okazuje się, że Jenna jest tak naprawdę Księżniczką, córką zmarłej 10 lat temu królowej, i jest w wielkim niebezpieczeństwie.

Już w tym krótkim opisie można znaleźć parę oryginalnych pomysłów. Jednym z nich jest właśnie Czarodziejka Nadzwyczajna, czyli największa czarodziejka Zamku. Wszyscy pozostali czarodzieje nazywani są Zwyczajnymi. W powieści poznamy też Chłopca 412, żołnierza Armii Młodych; Althera, czyli ducha byłego Czarodzieja Nadzwyczajnego; DomDaniel to czarny charakter, który czyha na stanowisko najwyższego czarodzieja. Mógłbym wymieniać jeszcze długo, gdyż w Zakazanej Magii roi się od różnych bohaterów. Świat opisany przez Angie Sage jest naprawdę szeroki i różnorodny. Jest to zdecydowanie wielki plus.

Czytanie Zakazanej Magii okazało się całkiem przyjemną rozrywką. Czasami tempo zwalniało, przez co cała historia nie była tak wciągająca jakby się chciało. Mógłbym też zarzucić autorce wiele ściągniętych pomysłów z innych powieści, zwłaszcza Harry'ego Pottera. Nie wiem czy przypadkiem jest, że cała rodzina Heapów jest tak podobna do rodziny Weasley'ów - wszyscy rudzi, najmłodsza jest córka, a pośrodku dwaj bliźniacy. Te "zapożyczenia" nieco mnie irytowały, na szczęście własne pomysły, które Sage włożyła w Zakazaną Magię wszystko wynagradzają. Wspomnieć też trzeba o specyficznej atmosferze, która z początku wydawała mi się dziwna, jednak po skończeniu powieści miałem ochotę dalej przebywać w świecie Septimusa Heapa.

Jak potoczą się losy Heapów? Czy Czarodziejce Nadzwyczajnej uda się pokonać złego DomDaniela? I gdzie u licha podziewa się ten cały Septimus? O tym dowiecie się czytając pierwszy tom serii Angie Sage. Zdradzić Wam jeszcze mogę, że warto, bo drugi tom czyta się już bez zastrzeżeń!

Ocena: dobra